<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521</id><updated>2012-01-12T11:54:42.301+01:00</updated><category term='Reading challenge'/><category term='fantastyka'/><category term='o książkach'/><category term='proza życia'/><category term='muzyka'/><category term='kryminały'/><category term='6 kontynentów'/><category term='biblioteka'/><category term='klasyka'/><category term='hobby'/><category term='spotkania autorskie'/><category term='Gaja'/><category term='stos za stosem'/><category term='wspomnienia'/><category term='film'/><category term='seriale'/><category term='teatr'/><category term='przeczytane'/><category term='audiobook'/><title type='text'>Zakładka do książek</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>312</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-3654342719237693669</id><published>2010-07-21T18:05:00.000+02:00</published><updated>2010-07-21T18:05:37.999+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Objawienie" Melissa de la Cruz</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/TEcZtCtrmoI/AAAAAAAACqg/jMHUKEKhrSg/s1600/objawienie_72+rgb.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/TEcZtCtrmoI/AAAAAAAACqg/jMHUKEKhrSg/s320/objawienie_72+rgb.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nie mogę i ja nie zadedykować chociaż jednego wpisu tegorocznemu upałowi:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Objawienie"&lt;/b&gt; świetnie się do tego nadaje, bo o ile nie daję sobie rady z czytaniem czegoś trudniejszego w tych okolicznościach przyrody, to cykl Melissy de la Cruz był niczym schłodzony arbuz dla mych rozgrzanych trzewi;)&lt;br /&gt;Z dumą ogłaszam więc, że pomimo 35 stopniowych upałów, udało mi się przeczytać książkę.&lt;br /&gt;Całą (no dobrze, od razu skontruję samą siebie: nie jedną, bo następnego dnia zakończyłam "Brooklyn" - o nim później) i to w jeden wieczór. Sprzyjały tej czynności: chłodne napoje, mrożona kawa, wiatrak, lody i nie da się ukryć, ciekawa historia opowiedziana przez Melissę, która w każdym tomie swojego cyklu o Błękitnokrwistych potrafi dorzucić szczyptę nowych informacji, weryfikujących nasze wyobrażenie o znaczeniu co poniektórych bohaterów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Objawienie" jest rzetelną kontynuacją: to wciąż ta sama historia o współczesnych wampirach, tworzących elitę Nowego Jorku. Kolejny raz przeczytamy o najmodniejszych ciuchach w danym sezonie, o restauracjach, w których warto się pokazać, a także o tym, co jest demode. Przefiltrowane to wszystko zostało przez &amp;nbsp;wampirzą mitologię i voila. &lt;strong&gt;"Błękitnokrwiści"&lt;/strong&gt; jakich znamy i lubimy, lub znamy i nie lubimy. Dla porządku wspomnę jeszcze o trzeciej ewentualności: nie znamy cyklu, więc nie możemy stwierdzić, lubimy czy nie;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobało mi się bardziej niż "Maskarada" i muszę to przyznać, że ponownie czuję się co najmniej zaintrygowana... co bowiem będzie dalej?&lt;br /&gt;To właśnie taki cykl. Wydarzenia gonią wydarzenia, akcja się zmienia niczym w kalejdoskopie, nie do końca wiadomo, kto jest tym dobrym a kto złym. Jeśli macie ochotę na taka przygodę, to polecam.&lt;br /&gt;A jeśli bogate, nowojorskie bachory, co to mają pełną szafę butów od Jimmy'ego Choo,&amp;nbsp; Was irytują: darujcie sobie;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-3654342719237693669?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/3654342719237693669/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=3654342719237693669' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3654342719237693669'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3654342719237693669'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/07/objawienie-melissa-de-la-cruz.html' title='&quot;Objawienie&quot; Melissa de la Cruz'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/TEcZtCtrmoI/AAAAAAAACqg/jMHUKEKhrSg/s72-c/objawienie_72+rgb.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-4721732388740662113</id><published>2010-07-10T22:53:00.000+02:00</published><updated>2010-07-10T22:53:44.990+02:00</updated><title type='text'>Z cyklu:muszę to mieć!</title><content type='html'>Widzieliście pewnie już, ale i tak kipię entuzjazmem i muszę się radosną nowiną podzielić:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/TDjdWRGrRgI/AAAAAAAACqQ/URv5NzgBnXs/s1600/lod-i-woda-woda-i-lod_200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/TDjdWRGrRgI/AAAAAAAACqQ/URv5NzgBnXs/s320/lod-i-woda-woda-i-lod_200.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;Tytuł jakże pożądany w te upały;)&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;W księgarniach od 11 sierpnia!&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;„Lód i woda, woda i lód” to napisana z rozmachem historia rodzinnych napięć, rozłamów i tragedii, które infekują kolejne pokolenia. Historia sióstr, które z wiekiem stają się sobie obce, i matek odrzucających swoje dzieci. Elsie i Inez jako małe dziewczynki są nierozłączne. Później ich drogi się rozchodzą. Elsie buntuje się przeciwko tradycyjnej roli kobiety i zostaje marynarzem. Inez rezygnuje z marzeń o studiach literaturoznawczych i całe życie podporządkowuje wychowaniu Björna, syna Elsie. Wychodzi za mąż, by miał ojca, rodzi mu siostrę. Björn wyrasta na charyzmatycznego wokalistę grupy rockowej. Nie radzi sobie ze sławą, uwielbieniem kobiet i zazdrością kolegów z zespołu. Sytuacji nie poprawia fakt, że Elsie próbuje po latach zbliżyć się do syna. Tragedia, która zrujnuje życie Inez i Elsie, naznaczy na zawsze siostrę Björna, Susanne. Axelsson pisze o samotności w relacjach z najbliższymi i o pozornie przypadkowych wydarzeniach, które nieuchronnie zmieniają nasze życie. Sięga po tematy tabu, takie jak brak miłości macierzyńskiej czy bezwzględna konkurencja między rodzeństwem.&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-4721732388740662113?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/4721732388740662113/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=4721732388740662113' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/4721732388740662113'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/4721732388740662113'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/07/z-cyklumusze-to-miec.html' title='Z cyklu:muszę to mieć!'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/TDjdWRGrRgI/AAAAAAAACqQ/URv5NzgBnXs/s72-c/lod-i-woda-woda-i-lod_200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-2749497782359038883</id><published>2010-07-10T08:56:00.001+02:00</published><updated>2010-07-10T10:24:27.520+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Ostatnia noc w Twisted River" John Irving</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/TDdqk4VKlQI/AAAAAAAACp8/shOzjeip88E/s1600/ostatnia-noc-w-twisted-river_350.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/TDdqk4VKlQI/AAAAAAAACp8/shOzjeip88E/s200/ostatnia-noc-w-twisted-river_350.jpg" width="128" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Od czasów liceum (a rzec muszę, drodzy moi, że to&amp;nbsp;zamierzchła&amp;nbsp;era, bo mówimy tutaj o poprzednim wieku przecież...)&amp;nbsp;jestem fanką Irvinga. Wtedy to przeczytałam &lt;b&gt;"Świat według Garpa"&lt;/b&gt; i już wiedziałam, że takiemu pisarzowi nie pozwolę odejść w mroki (własnej) niepamięci. Upłynęło sporo wody od tamtej chwili a ja nadal cenię Irvinga, chociaż ta przygoda czytelnicza nie zawsze mnie satysfakcjonowała. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pozwólcie więc, że swój stosunek do twórczości&amp;nbsp;autora niezapomnianego Garpa&amp;nbsp;wyłuszczę, posiłkując się upraszczającymi co&amp;nbsp;prawda zbiorami, ale za to wprowadzającymi ład i porządek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zbiór nr 1&lt;br /&gt;&lt;b&gt;(czytaj: uwielbiam, lubię, cenię)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Świat wg Garpa&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Jednoroczna wdowa&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Regulamin tłoczni win&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Metoda wodna&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ostatnia noc w Twisted River&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;Zbiór nr 2&lt;br /&gt;&lt;b&gt;(niby się podoba, ale mogłabym dyskutować o tym sama z sobą)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Modlitwa za Owena&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Małżeństwo wagi półśredniej&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;Zbiór nr 3&lt;br /&gt;&lt;b&gt;(nic nie rozumiem, nie podoba mi się, nawet nie doczytałam do końca)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Syn cyrku&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Czwarta ręka&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Zanim cię znajdę&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;br /&gt;Jak więc widać, ostatnie spotkanie z pisarzem było nadzwyczaj udane. &lt;br /&gt;W &lt;b&gt;"Ostatniej nocy w Twisted River"&lt;/b&gt; było wszystko to, co lubię u Irvinga. Podkreślane przez wszystkich recenzentów powtarzalne motywy też mi nie przeszkadzają; to nawet zabawne, obserwowanie, co też tym razem mój ulubieniec zrobi np. z niedźwiedziem;) Zabrakło mi jedynie Wiednia, który tak często przecież pojawiał się w innych powieściach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Irving jest gawędziarzem, który upodobał sobie groteskę&amp;nbsp;jako główną kategorię estetyczną. Konfiguracje, w których ukazuje swoich bohaterów bywają więc... nieprzewidywalne i&amp;nbsp;niejednokrotnie absurdalne. Siłą Irvinga jest to, że nie prycham czytając o pokręconych kolejach życia bohaterów, nie odkładam książki, wzruszając ramionami. Czytam zachłannie dalej, chociaż, przyznaję, &amp;nbsp;nie zawsze rozumiem czemu &lt;i&gt;(taka "Modlitwa za Owena" to świetny przykład - doskonała historia, wartka opowieść, a zakończenie tak przekombinowane, że do szału mnie&amp;nbsp; doprowadza. Tak niewiarygodne i ckliwe, że nawet groteska nie uratowała tego.&amp;nbsp;Gdyby ogłosić konkurs na najgorsze zakończenie powieści, &amp;nbsp;Owen wygrywa w cuglach! Ba! Nie ma żadnego godnego konkurenta!)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia, która rozpoczyna się w Twisted River może z powodzeniem uwieść czytelnika. Śledzimy losy bohaterów na przestrzeni kilkudziesięciu lat, obserwując zmieniających się ludzi i świat wokół nich. Tragiczne wydarzenia pewnej brzemiennej w skutki nocy rozpoczną wieloletnią odyseję ojca i syna, która zamieni się w opowieść o rodzinie, miłości ojcowskiej, roli przypadku w życiu, cierpieniu, dorastaniu. To stary, dobry Irving.&lt;br /&gt;Jednak akurat w tej &amp;nbsp;książce &amp;nbsp;jest coś jeszcze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;"Najbardziej zaś &amp;nbsp;bolało go trywializowanie jego powieści. Prozę Danny'ego Angela przetrząsano w poszukiwaniu wątków autobiograficznych, krojono ja na części i wywracano na nice, węsząc za tym, co nosiło choćby znamiona wspomnień. No, ale czego się spodziewał?"&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Główny bohater, Danny, jest pisarzem. Wydał kilka powieści, np. o wojnie w Wietnamie, czy poruszającą problem aborcji. Danny'emu &amp;nbsp;krytycy zarzucają "że się powtarza', &amp;nbsp;wplatając te same motywy do swoich kolejnych książek. Nie zapominajmy również o dzikim upodobaniu pana Angela do średników. Brzmi znajomo? No właśnie! Wypisz, wymaluj: John Irving.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I teraz nie wiem, czy to grożenie mi palcem, bo ja również doszukiwałam się wątków biograficznych w kolejnych książkach pisarza. Nie dlatego, że jestem wścibską babą, ale dlatego, że skoro np. śmierć syna powraca w kilku utworach, to zaczynam się zastanawiać: skąd ta obsesja?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;"Pierwsze pytanie zawsze dotyczyło bowiem tego co "prawdziwe" w tej czy innej z jego książek. Cz główny bohater to postać wzorowana na rzeczywistej osobie? Czy wydarzenia najbardziej zapadające w pamięć (czytaj: najbardziej niszczące i tragiczne w skutkach) "naprawdę" przytrafiły się komuś, kogo pisarz zna lub znał?&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Powtórzmy raz jeszcze: czego Danny się spodziewał? Czy sam nie prosił się o podobne pytania?"&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gra, którą Irving toczy z czytelnikiem przypomina niebezpieczną jazdę kolejką górską. Sam zaprasza do szalonej jazdy, pościgu za sobą, by w momencie największego pędu pokazać palec.&amp;nbsp; Środkowy;) &lt;br /&gt;Jednak jest na tyle uczciwy, by przyznać, że&amp;nbsp;przecież sam&amp;nbsp; zaprosił nas na tę przejażdżkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bilet na kolejną rundę już kupiłam , bo na biurku dumnie puszy się mój najnowszy nabytek. "Hotel New Hampshire". Będzie ostra jazda?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-2749497782359038883?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/2749497782359038883/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=2749497782359038883' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2749497782359038883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2749497782359038883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/07/ostatnia-noc-w-twisted-river-john.html' title='&quot;Ostatnia noc w Twisted River&quot; John Irving'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/TDdqk4VKlQI/AAAAAAAACp8/shOzjeip88E/s72-c/ostatnia-noc-w-twisted-river_350.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-3873944264105389512</id><published>2010-07-08T21:36:00.000+02:00</published><updated>2010-07-08T21:36:07.965+02:00</updated><title type='text'>Działo się.</title><content type='html'>Moja siostra wyszła za mąż. Ach, cóż to był za ślub! A weselisko! Huczne! :)&lt;br /&gt;Wszystko się udało, młodzi szczęśliwi, goście zadowoleni a rodzina odetchnęła z ulgą, że to* już za nami ;)&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/TDYjWv_N0tI/AAAAAAAACok/hjnWTESKz_4/s1600/slub2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" rw="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/TDYjWv_N0tI/AAAAAAAACok/hjnWTESKz_4/s320/slub2.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;*przygotowania, bieganina, fryzury, makijaże, stroje, menu, butonierki, coś pożyczonego, winietki... szaleństwo ;)&lt;/em&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;Ale za to było pięknie.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;Sto lat, Młodej Parze:)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/TDYl235qrWI/AAAAAAAACos/7jH7ObWu8Jg/s1600/slub1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/TDYl235qrWI/AAAAAAAACos/7jH7ObWu8Jg/s320/slub1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;Teraz, gdy bukiecik świadkowej już zasuszony, wino wypite, tort zjedzony - mogę wrócić do czytania i&amp;nbsp;do bloga. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;Właśnie skończyłam &lt;strong&gt;"Ostatnią noc w Twisted&amp;nbsp;River".&lt;/strong&gt; Czy pisałam już o mojej miłości&amp;nbsp;do Irvinga? &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;Nie? Niemożliwe. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;Zaraz to naprawię.&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&amp;nbsp;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-3873944264105389512?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/3873944264105389512/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=3873944264105389512' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3873944264105389512'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3873944264105389512'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/07/dziao-sie.html' title='Działo się.'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/TDYjWv_N0tI/AAAAAAAACok/hjnWTESKz_4/s72-c/slub2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-2806354355656487245</id><published>2010-05-19T17:23:00.000+02:00</published><updated>2010-05-19T17:23:46.949+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Heliogabal,  wnuk Mezy" Ewa Nowacka</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S_QAbH8yKvI/AAAAAAAACoI/MQevrBPaNHI/s1600/Heliogabal-wnuk-Mezy_Ewa-Nowacka,images_big,27,978-83-7386-321-7.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S_QAbH8yKvI/AAAAAAAACoI/MQevrBPaNHI/s320/Heliogabal-wnuk-Mezy_Ewa-Nowacka,images_big,27,978-83-7386-321-7.jpg" width="205" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span id="goog_257266857"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_257266858"&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp; Ewa Nowacka nie jest dla mnie nową autorką. Znam jej twórczość, ale przyznaję, że kojarzyłam ją jedynie z powieściami pisanymi dla młodzieży. "Dzień, noc i pora niczyja" czy "Słońce w kałuży' to tytuły, które wspominam z sentymentem. Sądziłam więc, że z racji przekroczenia wieku nastoletniego, moje spotkania z Ewą Nowacka należą już do przeszłości... a tutaj miła niespodzianka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Heliogabal, wnuk Mezy"&lt;/b&gt; to interesująca, także pod względem formalnym, powieść historyczna, skierowana do dorosłego czytelnika. Bardzo lubię ten gatunek, chętnie czytam o starożytności ale zazwyczaj za głównych bohaterów obiera się&amp;nbsp;pamiętane z lekcji historii&amp;nbsp; postaci, co przy lekturze 348 książki o takim np. Cezarze może już trochę zniechęcać.&lt;br /&gt;Nowacka unika tej pułapki i skupia się na mało znanym acz kontrowersyjnym władcy Rzymu, o którym, co dziwne, nie wspomina się w szkole... &lt;b&gt;Informacje byłyby zbyt szokujące dla niewinnych uszu młodzieży?&lt;/b&gt; W sumie, coś jest na rzeczy. Heliogabal, nawet w oczach historyków, to władca, któremu głownie pamięta się jego ekscesy i dziwactwa. Był zdziecinniałym, otyłym, bezkrytycznym względem siebie... dewiantem? lubieżnikiem? chorym człowiekiem? Autorka próbuje odpowiedzieć na to pytanie i posiłkuje się tutaj tzw. "montażem literackim". Powieść bowiem składa się z 3 uzupełniających się&amp;nbsp; i przeplatających elementów: autentycznych przekazów z epoki, współcześnie prowadzonych wywiadów z lekarzami różnych specjalności oraz części właściwej, czyli narracji Julii Mezy, babki tytułowego bohatera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Moim zdaniem ten sposób prezentacji problematyki jest całkiem ciekawy. Zwłaszcza, że czasami te relacje stoją ze sobą w sprzeczności lub całkiem niespodziewanie podkreślają ważność pewnych wydarzeń lub zachowań, które mogłyby umknąć uwadze czytelnika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak to nie Heliogabal jest tutaj głównym bohaterem. To nie jego "patologiczna barwność" jest najistotniejsza. Fascynującą postacią okazuje się Julia Meza - oschła, bezwzględna i ambitna babka młodego cesarza:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"Na pewno był mi bliski ten mały śliczny chłopiec, bo bliskie jest człowiekowi to, co stworzył, by osiągnąć cel. I tak było aż do chwili, gdy okazało się, że stworzone przeze mnie narzędzie jest niedoskonałe, zawodzi. Starałam się naprawić i ulepszyć to, co się naprawić dało, a potem przyszła myśl, że należy odrzucić narzędzie, które jest już nieprzydatne, i sięgnąć po nowe. Mamea nazywa to brakiem serca, lecz ona na moim miejscu uczyniłaby to samo i tak samo. Znam moją młodszą córkę i nie mam złudzeń."&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Meza zadziwia przyznaniem się do braku jakichkolwiek emocji. Jej jedynym celem w życiu jest władza i tylko jej zdobycie się liczy. Mąż? Córki? Wnuk? To narzędzia, jak sama mówi,&amp;nbsp; które mogą się przysłużyć sprawie lub jej zaszkodzić. W zależności więc od swojej przydatności zostaną wykorzystane lub wyeliminowanie.Nie ma miejsca tutaj na żadne sentymenty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak można oceniać zachowanie Mezy lub młodego Cezara? Czy nasze poczucie moralności może być tutaj miarą? I wreszcie, co takiego się stało, że zarówno babka i wnuk zapisali się w historii jako potwory? Czy to &lt;strong&gt;władza tak bardzo deprymuje&lt;/strong&gt;? Czy może władza przyciąga już zepsutych ludzi?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po lekturze książki Nowackiej wiem, kim byli Heliogabal i Meza. Jednak cenię tę&amp;nbsp;powieść nie tylko za zdobytą nową wiedzę. Ja zwyczajnie uwierzyłam autorce, że tak to&amp;nbsp;mogło wyglądać: Oto&amp;nbsp;Rzym, roku 218. Nastały ciężkie czasy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobało mi się.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-2806354355656487245?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/2806354355656487245/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=2806354355656487245' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2806354355656487245'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2806354355656487245'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/05/heliogabal-wnuk-mezy-ewa-nowacka.html' title='&quot;Heliogabal,  wnuk Mezy&quot; Ewa Nowacka'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S_QAbH8yKvI/AAAAAAAACoI/MQevrBPaNHI/s72-c/Heliogabal-wnuk-Mezy_Ewa-Nowacka,images_big,27,978-83-7386-321-7.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-5802178467658750433</id><published>2010-05-07T19:58:00.001+02:00</published><updated>2010-05-07T19:59:38.580+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='o książkach'/><title type='text'>Wyzwanie. I to podwójne.</title><content type='html'>Wpis na blogu można zacząć banalnie. Proszę, oto przykład: &lt;strong&gt;uwielbiam piątki&lt;/strong&gt;:)&lt;br /&gt;Tak pozmieniałam sobie godziny pracy, że weekend rozpoczynam już o 11.00.&lt;br /&gt;Powtórzę więc ów banał: uwielbiam piątki:)))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten również, chociaż doświadczyłam traumatycznego przeżycia. Poszłam do biblioteki i oddałam wypożyczone książki. Niby nic, ale słuchajcie, co było dalej. Oddałam, pani stwierdziła, że mam czyste konto, ja na to, że chyba od niepamiętnych czasów i ... grzecznie powiedziałam do widzenia. Weszłam do przybytku rozpusty i wyszłam z pustymi rękoma. Z trzęsącymi rękoma. I ciężkim sercem. Ech...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieodwołalnie ogłaszam &lt;strong&gt;odwyk&lt;/strong&gt;. Do wakacji.&lt;br /&gt;Sytuacja robi się paradoksalna, bo mam regał pełen książek. Nieprzeczytanych. I wciąż ich przybywa. Koniec z tym (nie z przybywaniem, bo nie dam rady nie wypożyczać i nie kupować - albo jedno albo drugie). Stosuję metodę małych kroczków (bo ja słaba kobieta jestem): najpierw odstawiam wypożyczalnie, potem księgarnie.&lt;br /&gt;Rzekłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wpis na blogu można rozpocząć również oryginalnie: &lt;strong&gt;przystępuję do wyzwania&lt;/strong&gt;:)&lt;br /&gt;Tym razem poświęconego krajom nordyckim, które pozwoli celebrować już i tak gorącą miłość do tych mroźnych acz fascynujących rejonów. I przy okazji, aby upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu, postanowiłam przy wyborze lektury ograniczyć się jedynie do tego, co posiadam w domu. Nie znalazłam jedynie Islandii, ale tym problemem mogę się przecież zająć w czasie wakacji, kiedy to wrócę na łono, a właściwie łona bibliotek moich ukochanych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nauczona doświadczeniem poprzednich wyzwań, nie podam od razu pełnej listy lektur. Bo choć lubię je tworzyć, to potem, już wybrane i spisane tytuły kojarzą mi się z obowiązkiem. Z lekturami szkolnymi! Wolę więc zdać się na żywioł i wybierać pojedynczo tytuły. A mogę wybierać np. z tego:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-RTeP6WUXI/AAAAAAAACng/xw6E1G7MXig/s1600/Niech-sie-rozpeta-burza_Leena-Lander,images_big,25,978-83-7453-825-1.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-RTeP6WUXI/AAAAAAAACng/xw6E1G7MXig/s200/Niech-sie-rozpeta-burza_Leena-Lander,images_big,25,978-83-7453-825-1.jpg" tt="true" width="136" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-RTZcZb60I/AAAAAAAACnQ/wudj2fJ-Clc/s1600/dzwon_smierci.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-RTZcZb60I/AAAAAAAACnQ/wudj2fJ-Clc/s200/dzwon_smierci.jpg" tt="true" width="138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-RTbMm9c3I/AAAAAAAACnY/IEFvIhIgS_E/s1600/Ksiega-Diny_Herbjorg-Wassmo,images,28,83-7200-364-5.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-RTbMm9c3I/AAAAAAAACnY/IEFvIhIgS_E/s200/Ksiega-Diny_Herbjorg-Wassmo,images,28,83-7200-364-5.jpg" tt="true" width="130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-RTpQS8-0I/AAAAAAAACn4/N7YSLRkojrw/s1600/Ta-ktora-nigdy-nie-bylam_Majgull-Axelsson,images_big,17,978-83-7414-407-0.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-RTpQS8-0I/AAAAAAAACn4/N7YSLRkojrw/s200/Ta-ktora-nigdy-nie-bylam_Majgull-Axelsson,images_big,17,978-83-7414-407-0.jpg" tt="true" width="125" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-RTjqXRGPI/AAAAAAAACno/wdyxNKx72mg/s1600/Polbrat_Lars-Saabye-Christensen,images_big,7,83-88612-67-0.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-RTjqXRGPI/AAAAAAAACno/wdyxNKx72mg/s200/Polbrat_Lars-Saabye-Christensen,images_big,7,83-88612-67-0.jpg" tt="true" width="130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-RTmcHrEEI/AAAAAAAACnw/7QfG4ZORdUE/s1600/smilla-w+labiryntach.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-RTmcHrEEI/AAAAAAAACnw/7QfG4ZORdUE/s200/smilla-w+labiryntach.jpg" tt="true" width="153" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-RTsyNo2EI/AAAAAAAACoA/4dlsQGLEOYw/s1600/Wyjatek_Christian-Jurgensen,images_big,29,978-83-7414-288-5.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-RTsyNo2EI/AAAAAAAACoA/4dlsQGLEOYw/s320/Wyjatek_Christian-Jurgensen,images_big,29,978-83-7414-288-5.jpg" tt="true" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Od czego zacznę? Myślę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłego weekendu :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-5802178467658750433?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/5802178467658750433/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=5802178467658750433' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5802178467658750433'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5802178467658750433'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/05/wyzwanie-i-to-podwojne.html' title='Wyzwanie. I to podwójne.'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-RTeP6WUXI/AAAAAAAACng/xw6E1G7MXig/s72-c/Niech-sie-rozpeta-burza_Leena-Lander,images_big,25,978-83-7453-825-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-8084827447844830621</id><published>2010-05-05T20:52:00.000+02:00</published><updated>2010-05-05T20:52:33.358+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Serce narodu koło przystanku" Włodzimierz Nowak</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-GierKLBxI/AAAAAAAACm4/bwAv0dlhZro/s1600/Serce-narodu-kolo-przystanku_Wlodzimierz-Nowak,images_big,21,978-83-7536-131-5.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-GierKLBxI/AAAAAAAACm4/bwAv0dlhZro/s320/Serce-narodu-kolo-przystanku_Wlodzimierz-Nowak,images_big,21,978-83-7536-131-5.jpg" tt="true" width="205" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; O &lt;a href="http://www.um.warszawa.pl/nagroda-kapuscinskiego/"&gt;nagrodzie im. Ryszarda Kapuścińskiego&lt;/a&gt; dowiedziałam się w zeszłym tygodniu i przyznam, że pomysł bardzo mi się podoba. Po ogłoszeniu autorów nominowanych do zaszczytnego tytułu,&amp;nbsp; nie trudno było się zorientować, że w Polsce wydawaniem reportażu zajmuje się głównie wydawnictwo &lt;b&gt;Czarne&lt;/b&gt;. Chwała im za to!&lt;br /&gt;Zmobilizowałam się również do tego, by w końcu napisać coś o jednej z wyróżnionych pozycji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Na początku roku czytałam&lt;b&gt; "Serce narodu kolo przystanku"&lt;/b&gt; Włodzimierza Nowaka, ale nie napisałam notki, bo nie miałam na nią konceptu. Przyznam też, że nie ten zbiór nie uwiódł mnie równie mocno, co poprzedni tytuł Nowaka, czyli &lt;a href="http://strona105.blogspot.com/search?q=obw%C3%B3d+g%C5%82owy"&gt;&lt;b&gt;"Obwód głowy"&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; . &lt;br /&gt;Jednak obiektywnie muszę stwierdzić, że to wcale niekoniecznie wynika ze słabszej formy reportera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Możliwe bowiem, że trudno mi polubić "Serce..." bo jak tutaj polubić brudną i szarą&amp;nbsp; prowincję? Pozbawioną nadziei, przesiąkniętą na wskroś stagnacją? I ci biedni, mali, szarzy ludzie. Ludzie bez życia, bez szans na lepszy los, czasami świadomi piekła nijakości i bylejakości i tego, że znaleźli się w miejscu opuszczonym przez Boga. W świecie, w którym piękno to&amp;nbsp;co najwyżej&amp;nbsp;ładna pani z meksykańskiej telenoweli.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Przygniata ten zbiór swoją wymową a ukojenia nie przynoszą także reportaże o pozytywnym zabarwieniu. Bo nawet wtedy czytelnik jest świadomy, że ta dobra chwila, ten miły i uczynny człowiek jest jakby z innej bajki... &lt;br /&gt;Innej? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Nie mam ulubionego reportażu w &lt;b&gt;"Sercu narodu koło przystanku"&lt;/b&gt;. Nie wszystkie pamiętam po tych kilku miesiącach. Najbardziej zapadł mi w pamięć ten o młodym chłopcu, który zginął, bo był zmęczony pracą ponad siły i brakiem odpoczynku. Pamiętam do teraz opis jego tenisówek, które po nim zostały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wrażenie robi też otwierający zbiór tekst o osiłkach stosujących dopalacze, by&amp;nbsp;&amp;nbsp;stymulować przyrost mięśni, by "zdobyć" właściwy obwód bicepsa. Kwestia zdrowia, konsekwencji przyjmowania specyfików różnej maści kompletnie się nie liczy, bo to przecież co najwyżej problem przyszłości. Liczy się teraźniejszość. Tu i teraz. Zawsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I może to nasz główny problem?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-8084827447844830621?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/8084827447844830621/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=8084827447844830621' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/8084827447844830621'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/8084827447844830621'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/05/serce-narodu-koo-przystanku-wodzimierz.html' title='&quot;Serce narodu koło przystanku&quot; Włodzimierz Nowak'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-GierKLBxI/AAAAAAAACm4/bwAv0dlhZro/s72-c/Serce-narodu-kolo-przystanku_Wlodzimierz-Nowak,images_big,21,978-83-7536-131-5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-6655489239401577248</id><published>2010-05-05T20:30:00.001+02:00</published><updated>2010-05-05T21:07:05.631+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Maskarada" Melissa De La Cruz</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-Gxk44Fv7I/AAAAAAAACnA/KffmOmq41Ro/s1600/maskarada.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-Gxk44Fv7I/AAAAAAAACnA/KffmOmq41Ro/s320/maskarada.jpg" tt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp; Dostałam od wydawnictwa kolejną część przygód wampirzycy Schuyler i jej znajomych.&amp;nbsp;Przyznam, że miałam ogromną chętkę na&amp;nbsp;kontunuację "Błękitnokrwistych". Naprawdę byłam ciekawa jak potoczą się losy głównych postaci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Akcja zaczyna się w Wenecji. Mieście, które mogło stać się sceną dla zapierających dech w piersiach wydarzeń. Tak mogło być, ale nie jest... Wenecja jest ledwie naszkicowana, autorka wykorzystuje jedynie jej stereotypowe atrybuty, takie jak gondola czy&amp;nbsp;Pałac Dożów. Szkoda ogromna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; A sama akcja? Główna bohaterka usilnie poszukuje swojego przodka, który ma jej pomóc w zbliżającej się walce ze srebrnokrwistymi, odwiecznymi wrogami błękitnokrwistych. Spotkanie z dziadkiem okazuje się być jednym wielkim nieporozumieniem, i to zarówno z punktu widzenia Schuyler, jak i czytelników &lt;b&gt;"Maskarady"&lt;/b&gt;. Dziadek bowiem nie ma ochoty na spotkanie z wnuczką, nie ufa jej, ale w tym samym czasie sprowadza ją do swojego hotelu i pozwala na spenetrowanie własnego pokoju. Potem z kolei próbuje ją zniechęcić do podtrzymywania znajomości... Dziwne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ciekawiej się robi, gdy wracamy do Nowego Jorku. Pamiętacie, gdy w notce o "Błekitnokrwistych" pisałam, że autorka skierowała swój utwór do wielbicieli "&lt;b&gt;Plotkary"&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;sagi Meyer&lt;/b&gt;? Podtrzymuję to, ale dorzucam trzeci tytuł do puli. Mamy&amp;nbsp;w niej teraz i &amp;nbsp;&lt;b&gt;"Modę na sukces"&lt;/b&gt;. &lt;br /&gt;Nie wiem, czy nagle De la Cruz zabrakło pomysłów, czy to kwestia wrzucania wątków gwarantujących rozpisanie serii na nieskończoną ilość tomów, dość, że nagle i zupełnie niespodziewanie pojawia się tajemniczy członek rodziny. Wiecie,&amp;nbsp; taki np. wujek, który siedział 10 lat w więzieniu i&amp;nbsp; dzwoni do drzwi, które otwiera niczego nie świadoma siostrzenica... Oprócz zdziwienia mamy nagły zwrot akcji. I o to chyba chodziło. Dodam, że autorka takie zamieszanie wprowadza na samym końcu i to jednym zdaniem. I choć wiem, że to paskudna manipulacja, to ja się na nią złapałam ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jestem rozczarowana drugim tomem. Zdecydowanie za długi, nielogiczny i pozbawiony energii, która była tak charakterystyczna dla pierwszej części. &lt;br /&gt;Czemu Rada wcześniej zaprzeczała istnieniu zagrożenia? Co takiego się stało, że zmieniła zdanie? Niby pisarka to wyjaśnia, ale moim zdaniem należy takie wyjaśnienia zbyć jedynie prychnięciem. Ktoś chce mnie zrobić w balona i tyle.Czemu główny czarny bohater zostaje zdemaskowany, ale nie podjęto żadnych kroków by go zatrzymać? Dziadek to próbuje wytłumaczyć, ale powtórzę: phi!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jakie plusy? I czy były? O tym może w następnym wejściu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No nie, nie będę taka :) Udała się autorce się postać Allegry. Wciąż umyka jednoznacznym ocenom,&lt;br /&gt;czytelnik dostaje jedynie szczątkowe informacje o jej przeszłości i ten zabieg sprawia, że chce wiedzieć więcej. Przynajmniej ja chcę. Ale już nie tak bardzo, jak po lekturze tomu I.&lt;br /&gt;Liczę również na niestereotypowe ujęcie wampirów, ich umiejętności i opisy pobieranych nauk. Trochę o tym się mówi w "Maskaradzie" ale jakby mimochodem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że "Objawienie" będzie lepsze. Bo mimo wszystko dam jeszcze jedną szansę starożytnym rodom błękitnokrwistych..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Maskarada" w sklepach od 19 maja. Znana jest już również okładka do "Objawienia".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-G2xNndH1I/AAAAAAAACnI/oCgYef_4JME/s1600/objawienie_72+rgb.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-G2xNndH1I/AAAAAAAACnI/oCgYef_4JME/s320/objawienie_72+rgb.jpg" tt="true" width="216" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-6655489239401577248?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/6655489239401577248/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=6655489239401577248' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6655489239401577248'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6655489239401577248'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/05/maskarada-melissa-de-la-cruz.html' title='&quot;Maskarada&quot; Melissa De La Cruz'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S-Gxk44Fv7I/AAAAAAAACnA/KffmOmq41Ro/s72-c/maskarada.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-5858853077714489475</id><published>2010-04-24T21:50:00.000+02:00</published><updated>2010-04-24T21:50:07.663+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos za stosem'/><title type='text'>Celebrowanie świeckiego rytuału...</title><content type='html'>To już tradycja. I mam ją zamiar podtrzymywać, pielęgnować i przekazywać następnym pokoleniom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;23 kwietnia w obrazkach:&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJa3rxDtI/AAAAAAAAClY/5rSO_EeoWpI/s1600/Muzeum-niewinnosci_Orhan-Pamuk,images_product,19,978-83-08-04454-4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJa3rxDtI/AAAAAAAAClY/5rSO_EeoWpI/s200/Muzeum-niewinnosci_Orhan-Pamuk,images_product,19,978-83-08-04454-4.jpg" tt="true" width="140" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJePCnOaI/AAAAAAAAClg/H2kjxc80PHs/s1600/Bekart-ze-Stambulu_Elif-Safak,images_product,23,978-83-08-04417-9.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJePCnOaI/AAAAAAAAClg/H2kjxc80PHs/s200/Bekart-ze-Stambulu_Elif-Safak,images_product,23,978-83-08-04417-9.jpg" tt="true" width="140" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJfoUl7vI/AAAAAAAAClo/gQBRjtlNoJo/s1600/Lekcje-chinskiego-Dzieci-rewolucji-kulturalnej-i-dzisiejsze-Chiny_John-Pomfret,images_product,1,9788392530633.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJfoUl7vI/AAAAAAAAClo/gQBRjtlNoJo/s200/Lekcje-chinskiego-Dzieci-rewolucji-kulturalnej-i-dzisiejsze-Chiny_John-Pomfret,images_product,1,9788392530633.jpg" tt="true" width="133" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJhtk-UTI/AAAAAAAAClw/9D0_JGjpo00/s1600/Nauczycielka-muzyki_Janice-Y-K-Lee,images_product,1,978-83-7659-064-6.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJhtk-UTI/AAAAAAAAClw/9D0_JGjpo00/s200/Nauczycielka-muzyki_Janice-Y-K-Lee,images_product,1,978-83-7659-064-6.jpg" tt="true" width="142" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJkYcNzrI/AAAAAAAACl4/KJJFjUvO3vw/s1600/Okruchy-dnia_Kazuo-Ishiguro,images_product,13,978-83-7359-796-9.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJkYcNzrI/AAAAAAAACl4/KJJFjUvO3vw/s200/Okruchy-dnia_Kazuo-Ishiguro,images_product,13,978-83-7359-796-9.jpg" tt="true" width="125" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJoGw3moI/AAAAAAAACmI/gt4z8o6hv-g/s1600/Podejrzenia-pana-Whichera-Morderstwo-w-domu-na-Road-Hill_Kate-Summerscale,images_product,29,978-83-7414-763-7.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJoGw3moI/AAAAAAAACmI/gt4z8o6hv-g/s200/Podejrzenia-pana-Whichera-Morderstwo-w-domu-na-Road-Hill_Kate-Summerscale,images_product,29,978-83-7414-763-7.jpg" tt="true" width="134" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJmauTjUI/AAAAAAAACmA/Sp07dG2K0uI/s1600/Pejzaz-w-kolorze-sepii_Kazuo-Ishiguro,images_product,1,978-83-7359-881-2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJmauTjUI/AAAAAAAACmA/Sp07dG2K0uI/s200/Pejzaz-w-kolorze-sepii_Kazuo-Ishiguro,images_product,1,978-83-7359-881-2.jpg" tt="true" width="142" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJqpzufKI/AAAAAAAACmQ/yU-dpoIW1hk/s1600/Wroce-po-Ciebie_Guillaume-Musso,images_product,27,978-83-7659-062-2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJqpzufKI/AAAAAAAACmQ/yU-dpoIW1hk/s200/Wroce-po-Ciebie_Guillaume-Musso,images_product,27,978-83-7659-062-2.jpg" tt="true" width="124" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJtcsrgRI/AAAAAAAACmY/hHB6Fq76Fp4/s1600/Znaczy-Kapitan_Karol-Olgierd-Borchardt,images_product,31,978-83-7380-785-3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJtcsrgRI/AAAAAAAACmY/hHB6Fq76Fp4/s200/Znaczy-Kapitan_Karol-Olgierd-Borchardt,images_product,31,978-83-7380-785-3.jpg" tt="true" width="137" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-5858853077714489475?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/5858853077714489475/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=5858853077714489475' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5858853077714489475'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5858853077714489475'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/04/celebrowanie-swieckiego-rytuau.html' title='Celebrowanie świeckiego rytuału...'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9NJa3rxDtI/AAAAAAAAClY/5rSO_EeoWpI/s72-c/Muzeum-niewinnosci_Orhan-Pamuk,images_product,19,978-83-08-04454-4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-5667368571928123231</id><published>2010-04-23T18:43:00.001+02:00</published><updated>2010-04-23T18:46:18.082+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>Mariusz Szczygieł. Z cyklu: Muži mého života, nebo dějiny mé platonické lásky</title><content type='html'>&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jest tak wiele rzeczy, za które lubię &lt;b&gt;Mariusza Szczygła&lt;/b&gt;. Najbardziej za jego miłość do wszystkiego, co czeskie i za pasję, z którą rozprawia o tej niezaprzeczalnie wielkiej love story.&lt;br /&gt;Jako autor &lt;b&gt;"Gottlandu"&lt;/b&gt; zebrał już zasłużone laury i o dziwo, doceniono go za ów zbiór reportaży zarówno zagranicą jak i u nas. Cud jakiś, nieprawdaż? ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wciąż czekam na okazję, by posłuchać Szczygła na spotkaniu autorskim: jestem ciekawa jego kontaktu z czytelnikami, bo na mnie sprawia on wrażenie bardzo nieśmiałego człowieka. Ale również takiego, który się zapala, gdy mówi o tym, co kocha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię go też za to, że odkrył nie tylko Czechów i pokazał &amp;nbsp;nam ich w nowym świetle, ale za to, że tak pięknie pisze o swoich przyjaciółkach.&lt;br /&gt;O Zofii Czerwińskiej, której legendarne już zdanie również i ja pozwolę sobie zacytować: &lt;i&gt;"Najlepsze miejsce na namiot jest zawsze trochę dalej&lt;/i&gt;", bo nieodmiennie wprawia mnie w dobry nastrój (chociaż może nie powinno;) i zawsze wywołuje uśmiech na twarzy.&lt;br /&gt;Przybliżył mi Hannę Krall, która nie jest już dla mnie tylko Wielką Literatką, ale tak po ludzku, mądrą i ciepłą kobietą. To, że pokazał mi ją w przysłowiowych kapciach wcale nie umniejszyło mojego podziwu dla jej talentu, bo i niby czemu by miało? Pozwoliło mi to jednak na prowadzenie prawie prywatnej rozmowy z Hanną Krall i jej bohaterami, podczas lektury kolejnego zbioru opowiadań czy reportaży autorki "Sublokatorki". To skrócenie dystansu pomaga, przynajmniej mi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię więc Szczygła. Tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9HHQNKDGjI/AAAAAAAAClQ/Gthgr-B2RmI/s1600/Kaprysik_Mariusz-Szczygiel,images_big,31,978-83-7552-867-1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9HHQNKDGjI/AAAAAAAAClQ/Gthgr-B2RmI/s320/Kaprysik_Mariusz-Szczygiel,images_big,31,978-83-7552-867-1.jpg" tt="true" width="248" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Kupuję jego książki, ostatnio &lt;b&gt;"Kaprysik"&lt;/b&gt;. &lt;br /&gt;Kupiony wczoraj i wczoraj przeczytany. To nic, że kupiłam zbiór z reportażami, które były mi znane już wcześniej, oprócz tego jednego, tytułowego. &lt;br /&gt;To nic, że okładka* jest z rodzaju tych milusich i słodkich, z różowa wstążeczką w środku i że aż strach wziąć&amp;nbsp;książkę do ręki, bo ma się wrażenie, że może zaraz pod wpływem dotyku uruchomi się muzyczka. Pewnie byłoby to "Dla Elizy"... jak w tych koszmarnych, samogrających kartkach imieninowych... brr...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Kaprysik"&lt;/b&gt; ma podtytuł a brzmi on: "Damskie historie". I &amp;nbsp;o tym jest ten zbiór, o kobietach i ich losie. Największe wrażenie robi na mnie wciąż opowieść pt. &lt;i&gt;Reality&lt;/i&gt; poświęcony Janinie Turek. Po jej śmierci rodzina odkryła prawie 800 (!) zeszytów z zapiskami prowadzonymi przez matkę od lat 40. XX wieku. Nie są to dzienniki ani pamiętniki, to raczej statystycznik, bo Janina notowała wszystko: co zjadła na śniadanie, kogo spotkała mimochodem a kogo przypadkiem (bo jest w tych spotkaniach zasadnicza różnica), jakie oglądała programy telewizyjne, do kogo dzwoniła, ile dała prezentów a ile sama otrzymała, itd. Wszystkie czynności były skrupulatnie wpisywane w odpowiednią rubrykę. &lt;br /&gt;Czemu? Nikt nie zna na to pytanie odpowiedzi: ani Szczygieł ani rodzina. Psychiatra podpowiada, że może to być nerwica natręctw z czym &amp;nbsp;z kolei zupełnie nie zgadza się córka pani Janiny. Sama zainteresowana ukrywała przed rodziną swoje zacięcie do niezmordowanego podsumowywania życia w tych zeszytach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie jest to jedno z najbardziej przerażających studiów ludzkiej samotności i wyobcowania. Możliwe, że źle interpretuję działania bohaterki reportażu, ale wg mnie zeszyty miały wprowadzić porządek do chaosu, nadać ładu codzienności z którą trudno było się zmierzyć. Nie dostrzegam tutaj tego, co sugeruje Mariusz Szczygieł: że byc może to proba nadania znaczenia prozie życia, uchwycenia ich, nim przeminą na zawsze.&lt;br /&gt;Mnie ten reportaż przeraża, ma niesamowitą siłę rażenia - przynajmniej dla mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostałe felietony są równie dobre. Nieznany mi, czyli &lt;i&gt;"Kaprysik"&lt;/i&gt; to śliczny obrazek z życia małomiasteczkowej pani doktorowej, która raz do roku zjeżdża z walizami (chciałoby się powiedzieć: z kuframi;) pełnymi strojów i kapeluszy do szczecińskiego fotografa. Przybiera pozy, stroi się, zmienia. I uwiecznia ten proces na zdjęciach. Kiczowatych ale posiadających przedziwnie nostalgiczny klimat. I znów mnożą się pytania: dlaczego to robi? Czy to wynik tęsknoty za innym zyciem? Inną sobą? Czy to jedyna chwila, w ktorej zwycięża w bohaterce pani Bovary?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i na koniec, na deser, to co lubię najbardziej. Szczygieł i Czechy. A już Szczygieł mówiący po czesku, to jak sam autor się wyraził: &lt;b&gt;metafizicky orgasmus&lt;/b&gt; ;)))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.ceskatelevize.cz/ivysilani/210522161600009-vsechnoparty/obsah/105779-mariusz-szczygiel/"&gt;http://www.ceskatelevize.cz/ivysilani/210522161600009-vsechnoparty/obsah/105779-mariusz-szczygiel/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczygieł opowiada o początkach swojej czechofilskiej przygody; o tym, skąd wzięła się polska miłość do Ivana Mladka (bo wg Polaka wygląda jak typowy Czech - ale jedynie w klipie "Joźin z Bazin";) o nieuprzejmych i klnących praskich kelnerach (polib mi prdel - to nie zaproszenie do ponownych odwiedzin,&amp;nbsp;&amp;nbsp;to czeska wersja&amp;nbsp;angielskiego, wielce popularnego zwrotu:&amp;nbsp;kiss my ass)&amp;nbsp;o polsko-czeskich stereotypach, o seksie po polsku, o polskich deficytach w dziedzinie kultury, i o przepaści. &lt;i&gt;"Pokaż Polakowi przepaść a natychmiast w nią skoczy"&lt;/i&gt; - jak ponoć wyraził się o nas Victor Hugo ;))) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słucham i słucham, i wciąż się śmieję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię Mariusza Szczygła :)&lt;br /&gt;A Wy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;*wiem, że ten projekt graficzny celowo igra z kiczem, że ma to być zabawa stylistyczna, ale do mnie jednak nie przemawia. Różowe brzydactwo, ale jak wiadomo nie ocenia się książki po okładce. Święte słowa.&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-5667368571928123231?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/5667368571928123231/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=5667368571928123231' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5667368571928123231'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5667368571928123231'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/04/mariusz-szczygie-z-cyklu-muzi-meho.html' title='Mariusz Szczygieł. Z cyklu: Muži mého života, nebo dějiny mé platonické lásky'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S9HHQNKDGjI/AAAAAAAAClQ/Gthgr-B2RmI/s72-c/Kaprysik_Mariusz-Szczygiel,images_big,31,978-83-7552-867-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-6032486796771942932</id><published>2010-04-20T18:42:00.000+02:00</published><updated>2010-04-20T18:42:51.441+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='audiobook'/><title type='text'>Audiobooki najlepszym lekarstwem na alergię</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;Nawiązując do poprzedniego wpisu: mało czytam, ale za to słucham:)&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;Poniżej relacja z życia słuchaczki:&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ależ mam ostatnio szczęście do audiobooków! Trzy, a wliczając w to i "Wywiad z wampirem", to nawet cztery, zasługują chociaż na krótką notkę. Dwa zdecydowanie na osobny wpis, ale nie mam ani siły ani weny, więc będę w zbiorowym poście zachwalała i zachęcała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecimy od najwcześniej słuchanej:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S8jLyHZhB8I/AAAAAAAACkY/faivFbunY-U/s1600/Wywiad-z-wampirem-1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S8jLyHZhB8I/AAAAAAAACkY/faivFbunY-U/s320/Wywiad-z-wampirem-1.jpg" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;"Wywiad z wampirem"&lt;/b&gt; Anne Rice,&lt;br /&gt;&lt;i&gt;czyta Leszek Teleszyński.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po niezbyt udanym początku znajomości z Rice (porzucony w połowie I tom "Godziny czarownic") postanowiłam, pomna na film, który bardzo mi się podobał, dać jeszcze raz szansę wampirzej autorce. I dobrze uczyniłam i Wam też radzę:)))&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Wywiad z wampirem&lt;/b&gt;" jest zupełnie inny, mniej "przygodowy" niż opowieść o rodzie Mayfair, chociaż wciąż posiada barwną fabułę i wciągającą akcję. Ale w tym wszystkim przebija się mnóstwo pytań: o sens istnienia, obecność/absencję Boga, ideę dobra i zła, moralność. Zaskakujące, acz prawdziwe;)&lt;br /&gt;Bohaterowie powieści nie dają się łatwo polubić: postać Louisa bywa irytująco melancholijna, niczym dandys z permanentną depresją, a Lestat, jako jego przeciwieństwo, czyli energiczny błazen, też nie pomaga w relaksowaniu się lekturą ;) &lt;br /&gt;Mimo to z chęcią przeczytam kolejną opowieść z tego cyklu, czyli "Wampira Lestata" (w bibliotece jest kolejka do tej książki - ustawiłam się więc w niej i czekam cierpliwie)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba wspomnieć również o lektorze, choć był tylko poprawny: Teleszyńskiemu często zdarzało się przekręcać wyrazy, zmieniać końcówki, zwłaszcza pod koniec książki. Zmęczony już był? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz pierwsza pozycja z gatunku "objawienie roku": &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S8jL90aXiXI/AAAAAAAACkg/MtZVgsOfacY/s1600/Od+siodmej.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="188" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S8jL90aXiXI/AAAAAAAACkg/MtZVgsOfacY/s200/Od+siodmej.jpg" width="200" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: black; font-size: large;"&gt;Eric Malpass "Od siódmej rano"&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;w interpretacji Ryszarda Nawrockiego&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cudeńko! Połączenie angielskiego humoru, często absurdalnego, z romantycznymi intrygami, w dodatku akcja umiejscowiona w środku gwarnej, wielopokoleniowej rodziny angielskiej, gdzieś na sielskiej prowincji - mniam!&lt;br /&gt;Postać główna, czyli kilkuletni Gaylord, to ktoś na kształt Mikołajka i naszego rodzimego ananasa z niezapomnianego cyklu "Tata, a Marcin powiedział", który wprowadza mnóstwo zamieszania do i tak niespokojnej rodziny. Obserwacje czynione przez Gaylorda, czasami zwalają z nóg, swoją celnością i zupełnie niezamierzoną ironią. Z tym chłopcem zwyczajnie nie można się nudzić. Bystry i bezpośredni, potrafi w trakcie dosyć nudnej kolacji zaanonsować domniemanego przyjaciela ciotki: "Kochanek ciotki Rose przyjechał". Wprowadza tym oczywiście pewne zamieszanie, ale z pewnością nie takie, jak myślicie. Nie ma więc tutaj posyłania Gaylorda za karę do pokoju, wygłoszenia kazania &amp;nbsp;odnośnie używania niewłaściwych słów i innych dydaktycznych smrodków, których każdy by się spodziewał. Poza rumieńcem biednej ciotki, która jako jedyna odegrała rolę damy, upadłej bo upadłej, ale wciąż jednak damy, reszta zachowała się zgoła niekonwencjonalnie ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S8jMAMpjixI/AAAAAAAACko/rUzFHYHNyDY/s1600/fortynbras+uciekł.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="190" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S8jMAMpjixI/AAAAAAAACko/rUzFHYHNyDY/s200/fortynbras+uciek%C5%82.jpg" width="200" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Równie urocza i szczęśliwie podobna w tonie, jest także kontynuacja opowieści o rodzinie Gaylorda, czyli &lt;b&gt;"Fortynbras uciekł"&lt;/b&gt;. Ubywa co prawa kilku bohaterów z części poprzedniej ( w tym - co najdziwniejsze - magicznie znika &amp;nbsp;urodzone pod koniec książki "Od siódmej rano" dziecko...), bo ciotki opuściły już rodzinne gniazdo i przyznaję, że trochę mi tych ekscentryczek brakowało. Ale jest Gaylord! Wciąż rozbrykany i zniewalający.&lt;br /&gt;Tutaj najbardziej podobał mi się opis jego relacji z matką, która jawi mu się jako przebiegła i wymagająca zołza o genialnym umyśle, bo ona jako jedyna potrafi rozszyfrować jego najdrobniejszy gest. Na dodatek jako jedyna potrafi przewidzieć przyszłość! Przyszłość Gaylorda oczywiście, co go niepokoi ale i fascynuje zarazem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Gaylord, nie baw się scyzorykiem, bo się skaleczysz!"&lt;br /&gt;"Nie skaleczę się!"&lt;br /&gt;"Gaylord, bo zrobisz sobie krzywdę! Odłóż ten scyzoryk!"&lt;br /&gt;"Nic mi nie... ała!!! Mamo! Skaleczyłem się!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(ów dialog wyglądał nieco inaczej, był zabawniejszy to po pierwsze, po drugie znacznie zabawniejszy, po trzecie odtwarzam go z pamięci, wydłubując to z mroków przeszłości, bo wsłuchiwałam się w tę historię jeszcze przed świętami).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To ciepła opowieść o perypetiach sympatycznej rodziny; rodziny, którą łatwo polubić i z którą trudno się potem&amp;nbsp; rozstać. Wspaniale się bawiłam. Perełka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I kolejna perła. Tym razem w Koronie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S8jMCatsbDI/AAAAAAAACkw/E-miv1j2BCU/s1600/czytelniczka+znakomitaAUDIO.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S8jMCatsbDI/AAAAAAAACkw/E-miv1j2BCU/s320/czytelniczka+znakomitaAUDIO.jpg" wt="true" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;"Czytelniczka znakomita" Alan Bennett&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;czyta Anna Seniuk&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O książce już pisano na blogach. Zachwalano ją i teraz ja dołączyłam do chóru. Tak, rzecz jest świetna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Czytelniczka znakomita"&lt;/b&gt; zasługuje na szczególne miejsce w moim sercu, bo toż &amp;nbsp;to &lt;b&gt;powieść inicjacyjna&lt;/b&gt;, i to wyjątkowa, dla nas moli książkowych szczególnie, bo ukazuje ten zazwyczaj ledwo uchwytny moment&amp;nbsp; narodzin miłości do literatury oraz koleje losu owej namiętności, jej dojrzewanie i ewoluowanie. Miłości dzikiej, szalonej i nieokiełznanej chciałoby się dodać.&lt;br /&gt;A może to opowieść o nałogach i uzależnieniach? Może to ostrzeżenie? Lub przeciwnie: zachęta do "podążenia tą ścieżką" ?&lt;br /&gt;Finał, czyli to, jak kończy Królowa (kto czytał ten wie, a kto nie czytał ten ... trąba! - parafrazując pewnego literata;) to kwintesencja brytyjskiego humoru w najczystszej postaci. Czy Bennetta wydano coś jeszcze w Polsce? Zaraz sprawdzę. I mam nadzieję, że tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zabawne. Oryginalne. Z klasą. A do tego czytane bezbłędnie przez Annę Seniuk. Chylę czoła przed takim talentem. Od tej pory Królowa mówi dla mnie tylko głosem Anny Seniuk. Od tej pory Anna Seniuk to Królowa.&lt;br /&gt;Nie przegapcie tego, bo byłaby szkoda.&lt;br /&gt;Bennett potrafi wspaniale igrać z czytaelnikiem. Jego Królowa ma nawet swojego przybocznego, bedącego współczesną wersją wiktoriańskiego Johna Browna. &amp;nbsp;Oczywiście, ten nasz uwielbia książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale kto ich nie uwielbia?&lt;br /&gt;;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-6032486796771942932?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/6032486796771942932/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=6032486796771942932' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6032486796771942932'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6032486796771942932'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/04/audiobooki-najlepszym-lekarstwem-na.html' title='Audiobooki najlepszym lekarstwem na alergię'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S8jLyHZhB8I/AAAAAAAACkY/faivFbunY-U/s72-c/Wywiad-z-wampirem-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-8297394960102048943</id><published>2010-03-28T20:20:00.000+02:00</published><updated>2010-03-28T20:20:03.305+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='proza życia'/><title type='text'>Wiosna, panie sierżancie!</title><content type='html'>Ma się ochotę zakrzyczeć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Codziennie rano przyglądam się kasztanowcowi, który rośnie tak blisko, że mam wrażenie, iż wystarczy tylko lekko się wychylić z okna i dotknę kołyszących się na wietrze gałązek. Wciąż są nagie, ale listki już prawie wyrwały się z kokonów i zdaje się, że tylko kilka godzin dzieli mnie od ujrzenia, jak pączki się otworzyły. Czekam więc i popijam poranną kawę. Nie dziś? To do jutra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię wiosnę, pomimo ogromu kłopotów, jakie ze sobą niesie.&lt;br /&gt;Po pierwsze: alergia - oczy mnie pieką i swędzą, trę je wciąż i wciąż, aż wyglądam jak królik z czerwonymi ślepiami. Kicham i walczę o każdy oddech, bo katar zaatakował na całego. Ale nawet wtedy, nie nienawidzę wiosny - dziwne.&lt;br /&gt;Po drugie: zasypiam o nieprzyzwoitych porach. Sen o 22? &amp;nbsp;To, że zdrowy, nie watpię, ale czy koniecznie muszę iść spać z kurami? Nie pomaga nawet wymuszona sjesta o 16. Zmuszam się do ruchu, by endorfiny mi pomogły, ale nawet one się zmówiły i grają mi złośliwie na nosie.&lt;br /&gt;Po trzecie: kto wymyślił to przesuwanie czasu? &amp;nbsp;Zaraza jedna jakaś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po czwarte: zapadanie w zimowy sen zawsze pociąga za sobą pewne niewesołe konsekwencje. Nagle sie okazuje, że mogłabym pracować w cyrku, na etacie kobiety-gumy, bo "rozciągliwa" się zrobiłam, że hej. Powiększyły się gabaryty, tu i tam coś odstaje i nie chce się schować. Upycham, wciskam i nic. Wciąż odstaje :(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po piąte...&lt;br /&gt;Po szóste...&lt;br /&gt;Po czterdzieste trzecie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale i tak kocham wiosnę. I nie dam się:)&lt;br /&gt;I nie lubię malkontentów, co powinnam była zaznaczyć na samym wstępie:)))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O plusach wiosny nie piszę, bo te są tak oczywiste, że każde dziecko to wie:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-8297394960102048943?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/8297394960102048943/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=8297394960102048943' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/8297394960102048943'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/8297394960102048943'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/03/wiosna-panie-sierzancie.html' title='Wiosna, panie sierżancie!'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-1388677871958710028</id><published>2010-03-15T10:00:00.001+01:00</published><updated>2010-03-15T11:58:43.164+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Błękitnokrwiści" Melissa de la Cruz</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S532Uo2D9YI/AAAAAAAACkI/wW4dE8x0_qo/s1600-h/Blekitnokrwisci_Melissa-de-la-Cruz,.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S532Uo2D9YI/AAAAAAAACkI/wW4dE8x0_qo/s200/Blekitnokrwisci_Melissa-de-la-Cruz,.jpg" width="134" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nie umiem czytać w podróży. Zawsze mam ze sobą książkę i gazety, ale prawda jest taka, że nie umiem się skupić nad tekstem w czasie jazdy. Wczoraj czekało mnie 8 godzin w samochodzie, z przesiadką do pociągu,&amp;nbsp; i perspektywa, że nic nie przeczytam, że po prostu zmarnotrawię ten czas. A tu niespodzianka! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wessał mnie bowiem świat stworzony przez Melissę de la Cruz i błyskawicznie przejechałam z punktu A do punktu B (i z powrotem:). Błyskawicznie i bezboleśnie, co było już kompletnym zaskoczeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Błękitnokrwiści"&lt;/b&gt; bowiem to typowy produkt pisany na fali mody wampirzej. Do tego bystra autorka połączyła dwa popularne trendy ze sobą, miast eksploatować tylko jeden, opanowany przez naśladowców Meyer. Cruz dała wielbicielkom "Plotkary" i "Zmierzchu" miks ich ukochanych towarów. Czy koktajl jest smaczny? Mnie smakowało, choć ja jednak patrzę na "Błękitnokrwistych" z pozycji, pardon za słowo, "dziewicy" ;). Nie doczytałam opowieści o Belli i Edwardzie, nie znam aktualnych młodzieżowych "książkofilmów", wychowałam się jedynie na "Beverly Hills 90210" - klonów już nie znam. "Błękitnokrwiści" to dla mnie łatwy do rozszyfrowania zbiór schematów, ale razem, to jednak coś nowego (znów zaznaczę, że dla mnie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akcja toczy się wśród złotej młodzieży Nowego Yorku, wybrańców tego świata, czyli młodych, pięknych i bogatych. A że świat jest niesprawiedliwy, to do tych trzech godnych pozazdroszczenia przymiotników, mogę dodać jeszcze informację, że są wampirami. Z tym oczywiście wiąże się wiele kolejnych przywilejów. Typowa wampirzyca z książki de la Cruz?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"Mimi była ucieleśnieniem popularności. Jej złocista uroda i opalone, smukłe, wytrenowane w siłowniach ciało bez wątpienia pasowały do roli królowej ula, ale Mimi zdecydowanie wykraczała poza ten stereotyp. Miała 56 centymetrów w talii i nosiła obuwie numer 40. Codziennie opychała się niezdrowa żywnością i nie tyła od tego ani kilograma. Kładła się spać w pełnym makijażu i budziła z czystą, nieskażoną jak jej sumienie cerą."&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Mimi jest postacią raczej negatywną, choć tak naprawdę jej rola nie do końca została jeszcze określona. Główną bohaterką jest&lt;b&gt; Schuyler Van Alen, &lt;/b&gt;dziewczyna wyobcowana, nie tak całkiem bogata, wychowywana przez oschłą babkę. Samotność dziewczyny ma związek również z jej sytuacją rodzinną:&amp;nbsp; ojciec nie żyje a matka od wielu lat leży w śpiączce. Tajemniczej, od razu dodam.&lt;br /&gt;Schuler przyjaźni się z Olivierem oraz Dylanem. Trzymają się razem, a łączy ich chociażby to, że nie należą do dworu Mimi Force. Sytuacja trochę się zmienia, gdy Schuler wyłamuje się z grupy, niewłaściwie lokując pierwsze uczucia. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że afektem zapałała do brata bliźniaka Mimi, czyli Jacka Force'a.&lt;br /&gt;Typowe, prawda? Mamy tu jeszcze mnóstwo opisów modnych ciuchów, niezliczonych przyjęć, informacji o wystroju wnętrz kolejnych rezydencji...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy jednak pojawia się wątek wampirów, robi się całkiem interesująco.Po pierwsze, Cruz nawiązuje do początków osadnictwa w Północnej Ameryce, wykorzystując jej ikonę, czyli&amp;nbsp; &lt;b&gt;"Mayflower"&lt;/b&gt;. Pojawia się fragment dziennika uczestniczki tej wyprawy, przez który przebijają głównie niepokój i obawa.&amp;nbsp; Czego się obawia? Kto im zagraża? A może co? Mroczne i sugestywne zapisy&amp;nbsp; nadają klimat powieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zagrożenie z przeszłości zaczyna siać spustoszenie również w teraźniejszości. Teoretycznie nieśmiertelne wampiry są eliminowane a dorośli udają, że nic złego się nie dzieje. Zło przybiera jednak coraz konkretniejszą postać...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świetnie się czyta, bo autorka wyposażyła wampiry w &lt;b&gt;interesująca historię, rytuały i umiejętnie buduje nastrój&lt;/b&gt; grozy. Odsłania przy tym kolejne tajemnice rodu Van Allenów, pojawiają się tajemniczy adoratorzy, odrzuceni kochankowie, dramatyczny mezalians i Aniołowie na dodatek. A Zło wciąż się czai...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czekam na kolejną odsłonę, bo ze zdziwieniem stwierdzam, że lektura mnie bawiła:) Chcę jeszcze!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-1388677871958710028?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/1388677871958710028/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=1388677871958710028' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/1388677871958710028'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/1388677871958710028'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/03/bekitnokrwisci-melissa-de-la-cruz.html' title='&quot;Błękitnokrwiści&quot; Melissa de la Cruz'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S532Uo2D9YI/AAAAAAAACkI/wW4dE8x0_qo/s72-c/Blekitnokrwisci_Melissa-de-la-Cruz,.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-301109297619707863</id><published>2010-03-11T13:31:00.001+01:00</published><updated>2010-03-11T13:57:29.374+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania autorskie'/><title type='text'>Człowiek, który pięknie klnie</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5jfGkjf2YI/AAAAAAAACj4/YWODhJl9Bbg/s1600-h/kutz1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5jfGkjf2YI/AAAAAAAACj4/YWODhJl9Bbg/s320/kutz1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Spytajcie mnie, gdzie przedwczoraj byłam. No, spytajcie, prooooszę!&lt;br /&gt;;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To już taka nie będę i Wam się pochwalę ;)&lt;br /&gt;Byłam mianowicie na spotkaniu z &lt;b&gt;Kazimierzem Kutzem&lt;/b&gt;. Cudownym Kazimierzem Kutzem, od razu dodam! A tak mało brakowało i byśmy się nie poznali... Zgroza!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; O spotkaniu bowiem dowiedziałam się dopiero kilka godzin przed faktem.&lt;br /&gt;Po pracy wzięłam więc psa do księgarni, wyżebrałam od przemiłej Pani z Matrasa, by sprzedała mi spod lady książkę "&lt;b&gt;Piąta strona świata&lt;/b&gt;", bo choć tytuł mieli już w sklepie, to niewypakowany leżał w magazynie. Kulturalnie pogrzebano w dostawie nowych&amp;nbsp; książek i przekazano mi skarb.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odstawiłam&amp;nbsp; psa grzecznie do domu, który jakby wyczuwał, że program na dzisiaj to tylko siusiu, kupka i ewentualnie ponowne siusiu (tak, pozbierałam po pupilu kupę - nie zbieram _jedynie_ w lesie, bo moim zdaniem więcej szkody przynosi w tym wypadku worek foliowy do którego to zbieram, niż pozostawienie bobka) i poleciałam jak na skrzydłach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Kutza lubię i za filmy i za umiejętność bycia sobą. Jest Ślązakiem, świadomym swojego pochodzenia i czerpiącym z tego siłę. Lubię jego sposób mówienia: korzysta z barwnego, dosadnego języka. A jak klnie przepięknie! Przy tym barwa głosu, intonacja, to wszystko razem wzięte daje niezapomniane wrażenia. I słuchowe, ale i intelektualne, bo przy tych wszystkich ozdobnikach, Kutz ma wciąż coś do powiedzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5jiAlmvLBI/AAAAAAAACkA/Xbv0GRl1L4U/s1600-h/Piata-strona-swiata_Kazimierz-Kutz,.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5jiAlmvLBI/AAAAAAAACkA/Xbv0GRl1L4U/s200/Piata-strona-swiata_Kazimierz-Kutz,.jpg" width="132" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jak mówi o swojej książce?&lt;b&gt; "Piąta strona świata"&lt;/b&gt; to wg słów KK bezczelny debiut osiemdziesięciolatka. Wie, że krytycy ponownie mają kłopot z zakwalifikowaniem&amp;nbsp; utworu, co również spotykało jego filmy. Cała trudność w zaszeregowaniu filmu lub książki, bierze się z tego, iż tematem głównym jest Śląsk.&lt;br /&gt;Rejon niepowtarzalny, organiczny, wciąż nie odkryty i właśnie przez to, zarówno książka jak i filmy, są wyjątkowe i jednocześnie&amp;nbsp; trudne w odbiorze dla każdego spoza Zagłębia. Prawda to? Hmm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Oczywiście, padł słynny zarzut reżysera: Co takiego Polska zrobiła dla Ślaska?&lt;br /&gt;Na to odezwała się starsza pani, stwierdzając, że błąd tkwi w podejściu Kutza do "sprawy". Pytanie, które powinien sobie stawiać brzmi: Co ja mogę zrobić dla Polski? Kutz z wielkim wdziękiem się nie zgodził. Przypomniał, jak Ślązacy są traktowani, wciąż uważani za półprodukt, za coś gorszego. W Polsce uchodzą za Niemców, w Niemczech za Polaków.Odwieczny problem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Przy swojej wielkiej miłości do Ślaska, nie opowiada o nim na klęczkach. Wyrzuca Ślązakom ich "dupowatość", to, że zupełnie nie potrafią korzystać z faktu, iż żyją w kraju demokratycznym. W systemie, który umożliwia im wpływanie na swoją najbliższą okolicę. Zamykają się zamiast tego w domu i pielęgnują tradycje. Z miłością trwają przy odprawianiu codziennych rytuałów, są świadomi swego pochodzenia, ale nie czerpią z tego siły. Tego nie potrafi zrozumieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; "Piąta strona świata" to wyjątkowa pozycja w dorobku autora również i z powodu okresu, w którym powstawała. Kutz wiedział już, ze ma raka, czuł się źle i&amp;nbsp; wiekowo. Czy to rodzaj testamentu? Chyba trudno mu zdeklarować otwarcie takie podejście do książki. Woli określać ją mianem "puenty". Same Szopienice, w których się urodził podniósł do rangi pępka&amp;nbsp; świata, centrum kosmosu. Powieść umożliwiła mu pełniejsze przekazanie mitologii Śląska, jego magii i czaru oraz brutalnej prawdy, często brzydkiej i niełatwej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; No i Kutz jako kontrowersyjny obserwator życia.&lt;br /&gt;Na pytanie, dlaczego nie wyjechał z Polski, gdy w latach 80. wyjeżdżało tak wielu Ślązaków, odpowiedział: "A gdzie znajdę drugi taki dziki kraj?" "Kaczyńscy? "&lt;b&gt;Najcudowniejsze kurduple świata&lt;/b&gt; a mówię to również z pozycji&amp;nbsp; kurdupla".&lt;br /&gt;Gdy padały pytania, głównie o Śląsk, zawołał: "Coś mało o seks pytacie".&lt;br /&gt;Dorotę Simonides, obecną na spotkaniu" powitał okrzykiem: "Dorka, to ty jeszcze żyjesz?" Cudnie opowiadał o parzeniu królików (nawet z wykorzystaniem efektów dźwiękowych!). Płakałam ze śmiechu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspaniałe spotkanie.&lt;br /&gt;Barwny, ciekawy człowiek, w którym mądrość idzie w parze z brakiem pokory, a to mieszanka wybuchowa. Dwieście lat, panie Kazimierzu!&lt;br /&gt;Albo i trzysta!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-301109297619707863?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/301109297619707863/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=301109297619707863' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/301109297619707863'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/301109297619707863'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/03/czowiek-ktory-pieknie-klnie.html' title='Człowiek, który pięknie klnie'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5jfGkjf2YI/AAAAAAAACj4/YWODhJl9Bbg/s72-c/kutz1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-3099257049801201457</id><published>2010-03-07T09:56:00.000+01:00</published><updated>2010-03-07T09:56:08.382+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos za stosem'/><title type='text'>Weekendowo (część II). Stosiki</title><content type='html'>&amp;nbsp; &amp;nbsp;Byłam, zdobyłam, sfotografowałam. Za część zapłaciłam, część dostałam, część wypożyczyłam. A że jakoś tak bezwiednie wyszedł mi system trójkowy, to poddam się temu i zaprezentuję Wam stosiki trzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Niektóre książki są ze mną już od dłuższego czasu, ale są tutaj i takie, które dopiero wczoraj szczęśliwie dotarły &amp;nbsp;do domu. Jest też &amp;nbsp;&lt;b&gt;"Czas Kultury"&lt;/b&gt; na który się skusiłam, bo tematem numeru jest fantastyka. Zawsze bardzo mnie ciekawi, co tzw. przedstawiciele mainstreamu myślą o gatunkach będących w pogardzie. "Czas kultury" pisał juz kiedyś o kryminałach, a teraz, w zwiazku z wydaniem kolejnej książki Dukaja ("Wroniec") postanowili przyjrzeć się fantastyce. Świetnie! &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5KNr8upPwI/AAAAAAAACjg/V0iv86hC2bA/s1600-h/stosik20.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" kt="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5KNr8upPwI/AAAAAAAACjg/V0iv86hC2bA/s640/stosik20.jpg" width="483" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5KNttsGcoI/AAAAAAAACjo/_tqVYOeJEWU/s1600-h/stosik21.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="317" kt="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5KNttsGcoI/AAAAAAAACjo/_tqVYOeJEWU/s400/stosik21.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5KNxpwfucI/AAAAAAAACjw/OAsGIT-k79U/s1600-h/stosik22.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="368" kt="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5KNxpwfucI/AAAAAAAACjw/OAsGIT-k79U/s400/stosik22.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Nie dam rady spisać wszystkich pozycji. Po kliknięciu na fotkę obrazek powinnien się powiększyc i Waszym oczom ukaże się, jak mam nadzieję, czytelny obraz i bez problemów odczytacie autora i tytuł.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Wątpliwości może budzić piersza pozycja ze stosiku trzeciego (o rany!;) więc podpowiem, że to &lt;strong&gt;Virginia Woolf&lt;/strong&gt; i jej "Widoki Londynu". Z kolei stosik pierwszy zawiera w sobie i szlachetną klasykę, która być może jest mało dostrzegalna w tej foliowej okładce. Wstyd się przyznać, ale &lt;strong&gt;Szekspira&lt;/strong&gt; znam tylko w tłumaczeniu Paszkowskiego, który moim zdaniem trąci myszką. Barańczak bardziej mi się podoba, o czym własnie się przekonuję :) &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;No i kupiłam &lt;strong&gt;Zelaznego&lt;/strong&gt;, ale powiem Wam, że okładka woła o pomstę do nieba. Wybaczam jedynie dlatego, że wydawnictwo opublikowało w tym jednym, choć wyjątkowo paskudnym tomie, aż pięć części z cyklu amberowskiego. To się chwali. Ale, mój Boże, ta okładka...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Wczoraj zdziwiła mnie również obecność "&lt;strong&gt;Kapuściński non-fiction&lt;/strong&gt;" w księgarni, bo z mediów wciąż słyszałam, że ksiązki _już_ nie ma. To informuje uprzejmie, że jest, przynajmniej w Opolu. Zmartwić się może jedynie kolekcjoner, któremu zależy na twardej okładce. Na takie wydanie trzeba będzie poczekać mniej więcej do połowy marca.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;I na zakończenie jeszcze raz sobie zawołam: co za koszmarna okładka "&lt;strong&gt;Kronik Amberu&lt;/strong&gt;" !!!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-3099257049801201457?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/3099257049801201457/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=3099257049801201457' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3099257049801201457'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3099257049801201457'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/03/weekendowo-czesc-ii-stosiki.html' title='Weekendowo (część II). Stosiki'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5KNr8upPwI/AAAAAAAACjg/V0iv86hC2bA/s72-c/stosik20.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-3793154174284665016</id><published>2010-03-06T17:02:00.005+01:00</published><updated>2010-03-06T20:53:15.212+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='proza życia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='o książkach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='seriale'/><title type='text'>Weekendowo (część I). Niedoczytane, obejrzane i zasłyszane</title><content type='html'>&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Znowu ciężki okres w robocie. Wracam zmęczona, nie mam na nic ochoty, od dwóch tygodni czytam &lt;b&gt;"Zaginiony symbol"&lt;/b&gt; Dana Browna (czy zagubiony? nie mogę tego zapamiętać) i jestem gdzieś tak koło 400 strony! Kompletna porażka. I w tempie czytania i w przypadku samej książki. Dalej już czytać nie zamierzam.&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5J2YQG0LNI/AAAAAAAACjA/JYiiAmTD05w/s1600-h/rescue_me1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" kt="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5J2YQG0LNI/AAAAAAAACjA/JYiiAmTD05w/s200/rescue_me1.jpg" width="145" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Jeszcze kilkanaście dni temu (bo teraz to nawet oglądać mi się nie chce) odpoczywałam przy nowym (dla mnie) serialu &lt;b&gt;"Wołanie o pomoc"&lt;/b&gt; (tyt. oryginalny: "Rescue me"). To taka odważna obyczajowo opowieść o pracy i życiu prywatnym strażaków z Nowego Jorku. Minęło już kilka lat od wydarzeń 11 września i wszystko wróciło do normy. Tak przynajmniej uważają przełożeni i mieszkańcy NY. Rzeczywistość jest jednak inna. Strażacy, ich rodziny, wciąż zmagają się z traumą i nie są w stanie zapoomnieć o koszmarze.&lt;/div&gt;Niestety, dosłowność tego wątku (pojawiające się duchy zmarłych strażaków czy osób, których nie uratowano z pożaru) obniża poziom I sezonu. Za dużo i zbyt łopatologicznie. Potem jednak jest lepiej.&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp; To, co czyni ten serial dobrym, to prezentacja stosunków męsko-męskich. Te rozmowy w remizie! Niektóre miałabym ochotę zanotować, innymi zamęczam rodzinę odtwarzając je wciąż i wciąż. Zdarzają się też takie mocno kloaczne, ale wybaczam te wpadki. Gdy do zespołu dołącza dziewczyna, sytuacja w remizie ulega zmianie i niestety nie pomaga to serialowi. Scenarzyści kompletnie nie mieli pomysłu, co zrobić z dziewoją w pożarze i obdarowali ją tak schematycznymi perypetiami, że aż zęby bolały. Na szczęście ten wątek został całkiem szybko zlikwidowany i szorstka przyjaźń męsko-męska znów kwitnie.Remiza znów nalezy do facetów!&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Polecam, choć uprzedzam, że jest ostro, bywa wulgarnie i czasami wręcz dołująco. Główny bohater bywa egocentrycznym dupkiem, ale i tak go lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5J2LjRwQlI/AAAAAAAACi4/OWzrn6VxEfw/s1600-h/Ludzie-wiatru_Viviane-Moore,images_big,21,978-83-7414-663-0.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" kt="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5J2LjRwQlI/AAAAAAAACi4/OWzrn6VxEfw/s200/Ludzie-wiatru_Viviane-Moore,images_big,21,978-83-7414-663-0.jpg" width="140" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ale miałam pisać o książkach, a zaczęłam o serialu. Ostatnie niepowodzenia? Oprócz już wspomnianej wyżej?&lt;br /&gt;Historyczna &lt;b&gt;"Ludzie wiatru"&lt;/b&gt; - a napisana jakby dla dzieci. Infantylna konstrukcja postaci, akcja żadna, tło historyczne również jakieś takie nijakie. Jakieś plusy? Ładna okładka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5J2vCmAOvI/AAAAAAAACjY/5MWm5m-JbA0/s1600-h/pokonani.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" kt="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5J2vCmAOvI/AAAAAAAACjY/5MWm5m-JbA0/s200/pokonani.jpg" width="123" /&gt;&lt;/a&gt;Zupełnie nie mogę się wdrożyć w &lt;b&gt;"Pokonanych"&lt;/b&gt;&amp;nbsp; z tym, że tutaj problemem nie jest chyba książka. Co prawda wiem, co mi przeszkadza, a mianowicie nadmierna egzaltacja każdej prawie postaci. Albo folgowanie stereotypom: wyobraźcie sobie hrabinę, której przyszło odnaleźć się w ZSRR. Jak będzie się zachowywała? Będzie wyniosła? Przekorna? Uległa? Założę się, że większość z ma przed oczami wypisz wymaluj &lt;/div&gt;sportretowaną przez Gołowkinę&amp;nbsp; bohaterkę.&lt;br /&gt;Jednak sama atmosfera oddana w książce jest w moim odczuciu autentyczna. Stosunki pomiędzy ludźmi mieszkającymi z przydziału razem w jednym mieszkaniu zapadają w pamięć i wywołują niedowierzanie. Nie tym, że mieszkali obok siebie, dzieląc wspólną kuchnię i łazienkę, robotnik i hrabia, to zdziwienie dotyka poziomu elementarnego: jak tak można było żyć? (znam odpowiedź na to pytanie, ale mimo wszystko to wciąż budzi we mnie ogromne emocje)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Losy bohaterów nie pozostawiają czytelnika obojętnym, ale co z tego, skoro mnie drażni coś, co chyba można nazwać "rosyjską duszą": płaczliwość, melancholia a z drugiej strony dzika zawziętość, przekora, duma. Wszystko musi być albo gorące albo lodowate. Nic letniego. Na ten moment zbyt skrajne, jak dla mnie. Ale książki nie porzucam, bo mimo wszystko mnie przyciąga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5J2cAK1DFI/AAAAAAAACjI/_QhAqCWMwmk/s1600-h/Zaginiony-symbol_Dan-Brown,images_big,29,978-83-7508-249-4.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" kt="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5J2cAK1DFI/AAAAAAAACjI/_QhAqCWMwmk/s200/Zaginiony-symbol_Dan-Brown,images_big,29,978-83-7508-249-4.jpg" width="126" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;I może parę słów o najnowszym dziele Browna. Nie czytało mi się tego tak źle, jak dzieło z cyklu pt. "Anioły i demony", których nota bene też nie ukończyłam. Ta opowieść o wolnomularzach dla mnie ma urok nowości, bo niewiele wiem o tym zgromadzeniu. Masoni zawsze kojarzyli mi się ze spiskami, tajemnicami, elitarnością i Brown bazuje na takim dość powszechnym odbiorze tychże, a może aby być szczerą, bazuje na niewiedzy, w tym i mojej. Jednak &amp;nbsp;czym innym jest książka edukacyjna a czym innym rozrywkowa. Autor upycha mnóstwo informacji, wkładając je przeważnie w usta Langdona, czyniąc zeń nudnego i zafiksowanego na punkcie wiedzy profesorka, który nigdy nie daruje sobie okazji, by nie błysnąć wiedzą. Nawet podczas biegu ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym Brown zawsze czymś mnie wytrąci z równowagi (ale nie tzw. szarganiem świętości - ja np. kompletnie nie rozumiałam tego zamieszania wokół niby "kontrowersyjności" Kodu).Tym razem był to fragment:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;" (...) Może to liczba osiemset osiemdziesiąt pięć zapisana cyframi arabskimi.&lt;br /&gt;- Arabskimi? - zdziwił się Anderson. - Przypominaja normalne cyfry.&lt;br /&gt;- Posługujemy się właśnie cyframi arabskimi. - Langdon musiał tak &lt;b&gt;często tłumaczyć to studentom&lt;/b&gt;, że w końcu przygotował wykład na temat odkryć dokonanych przez ludy z obszaru Bliskiego Wschodu."&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyobrażacie sobie studentów, którzy muszą zaliczyć taki wykład?!?! To dopiero kontrowersyjna dygresja. Czy poziom szkolnictwo w Stanach jest rzeczywiście taki mizerny? Bo to, że rośnie odsetek analfabetów, że rośnie pokolenie analfabetów wtórnych to wiem, ale żeby studenci? Studenci?! To już mnie mocno zaskoczyło.&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Cwany Brown buduje napięcie odsłaniając rzeczy nigdy nie "zasłonięte". I robi to z patetycznością, która towarzyszy magikom podczas wyciągania królika z cylindra a przecież i tak wszyscy wiedzą, co wyciągnie;)&lt;br /&gt;Tak autor sprzedaje czytelnikom np. informacje o freskach na suficie Rotundy Kapitolu. Istnieją od 1865 roku, przedstawiają ni mniej nie więcej apoteozę Waszyngtona i taki też noszą tytuł. Ale o tym nie wie nikt... oprócz Langdona... Odkrywa więc przed niewtajemniczonym kolejną tajemnicę...&lt;br /&gt;Słowo się rzekło i dalej nie czytam. Chociaż gdy w mojej bibliotece zakupią audiobooka, zapewne skuszę się na niego i dowiem się, o co w tym wszystkim chodziło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5J2d5qr0iI/AAAAAAAACjQ/wWnHcspJLro/s1600-h/PeterGabrielPassion.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" kt="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5J2d5qr0iI/AAAAAAAACjQ/wWnHcspJLro/s200/PeterGabrielPassion.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;W ostatnich dniach siły regeneruję głównie przy Peterze Gabrielu i jego płycie "&lt;b&gt;Passion&lt;/b&gt;", która była ścieżką dźwiękową do "&lt;b&gt;Ostatniego kuszenia Chrystusa&lt;/b&gt;". Staroć, ale dla mnie to tegoroczne odkrycie. Płyta wzbudza zachwyt, co raczej zaskoczeniem nie jest,&amp;nbsp; ale też i burzy we mnie krew. Wściekam się, że tak późno dotarłam do tego nagrania... Ile jeszcze takich cudowności mi umknęło?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;W następnym wpisie przedstawię Wam więc jeden zmoich sprawdzonych&amp;nbsp; sposobów jak przeciwdziałać "przegapianiu".&lt;br /&gt;Przynajmniej na polu literatury.&lt;br /&gt;To do następnej relacji. Już wkrótce.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-3793154174284665016?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/3793154174284665016/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=3793154174284665016' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3793154174284665016'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3793154174284665016'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/03/weekendowo-czesc-i-niedoczytane.html' title='Weekendowo (część I). Niedoczytane, obejrzane i zasłyszane'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S5J2YQG0LNI/AAAAAAAACjA/JYiiAmTD05w/s72-c/rescue_me1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-2489501743933043787</id><published>2010-03-04T09:12:00.001+01:00</published><updated>2010-03-04T10:08:15.600+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Tajemnica człowieka z blizna" Paweł Beręsewicz</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S49p1fV8rkI/AAAAAAAACis/s9BzwNX_fpI/s1600-h/Tajemnica-czlowieka-z-blizna_Pawel-Beresewicz,images_big,3,978-83-7672-096-8.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S49p1fV8rkI/AAAAAAAACis/s9BzwNX_fpI/s200/Tajemnica-czlowieka-z-blizna_Pawel-Beresewicz,images_big,3,978-83-7672-096-8.jpg" width="143" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Po lekturze brawurowych Ciumków nie mogłam się doczekać kolejnej książki autora. I oto nadszedł ten dzień i mogę potwierdzić szeptane pogłoski:&amp;nbsp; &lt;b&gt;"Tajemnica człowieka z blizną"&lt;/b&gt; również jest świetna!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Paweł Beręsewicz&amp;nbsp;&lt;/b&gt; zasłużenie zgarnia nagrody literackie i staje się ulubieńcem czytelników, bez względu na ich wiek. Lubiliście Bahdaja? Lach? Ożogowską? Beręsewicz kontynuuje tę znakomitą przecież, tradycję polskiej powieści dla dzieci i młodzieży, ale przy tym jest sobą a nie kopią mistrza Bahdaja.&lt;br /&gt;Znakomite poczucie humoru, warta akcja, inteligentni bohaterowie i jakiś taki optymizm bijący z każdej&amp;nbsp; powieści Beręsewicza, który ja odnajduję również u Musierowicz. Czujecie się już zachęceni?&lt;br /&gt;Nie?&amp;nbsp; To fragmencik:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"Kiedyś, jeszcze w przedszkolu, nasza pani - pani Ania o ile dobrze pamiętam - postanowiła porozmawiać z nami na temat tatusiów. "Kto to jest tatuś?" - zapytała i wszystkie starszaki odpowiadały swoimi rozklapanymi głosikami: "Tatuś to taki naplawiac, jak coś się zepsuje", "Tatuś to taki siłac, co mnie udźwiga jedną lącką", "Tatuś to taki pan, co siedzi w Anglii i kiedyś do nas psyjedzie". Moja odpowiedź przeszła do rodzinnej historii. Wszystkie babcie i ciocie do dziś ją cytują, ilekroć przychodzą i ze zdumieniem stwierdzają, że rosnę. "Tatuś to taki blodac - powiedziałem wtedy - co mnie moze obronic psed złymi ludziami". Tatę szczególnie rozczuliła ta część o "blonieniu psed złymi ludziami".&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;I jak?&lt;br /&gt;:))))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; "Tajemnica człowieka z blizną" &lt;/b&gt;jest skierowana do nieco starszego czytelnika niż saga o Ciumkach, ale nie sądzę, żeby lektura tej książki nie przypadła do gustu i dzieciom młodszym.Zwłaszcza, gdy w lekturę zaangażuje się cała rodzina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Główny wątek opiera się na tezie, że dzieci nie znają swoich rodziców, czy może aby być bardziej precyzyjną, życie mamy i taty wg pociech rozpoczyna się dopiero w momencie szczęśliwych narodzin potomków. No, może od ślubu... Ale żeby tak rodzicielka chodziła do szkoły? Miała koleżanki ze szkolnej ławy? Usypywała babki w piaskownicy? O tej prehistorii dzieci myślą w kategorii wydarzeń starożytnych, czyli&amp;nbsp; było to dawno i nieprawda.&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Główny bohater,&amp;nbsp; Jasiek, zostaje więc skonfrontowany z zagadką: skąd jego tata ma bliznę? Aby poznać odpowiedź na to intrygujące pytanie, podejmuje działania, które zaprowadzą go do różnych, dziwnych "odkryć". Zadaje pytania, poszukuje "dowodów" wreszcie snuje domysły (ma chłopak wyobraźnie, oj ma:)&lt;br /&gt;o tym, co mogło się dziać w przeszłości taty. Jasiek zaludnia ją przerażającymi&amp;nbsp; zombi,&amp;nbsp; romansem ojca z Umą Thurman, a nawet staje oko w oko z genialną kradzieżą najsłynniejszego obrazu Van Gogha. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co z tej wyliczanki było prawdą? Główny bohater wspólnie z nieoczekiwanym sprzymierzeńcem (który łamie stereotypy i to jeszcze jak!) dojdzie w końcu prawdy. Ale, jak w każdym dobrym dreszczowcu, choć zakończenie przynosi satysfakcję, stawia również kolejne niepokojące pytanie.&lt;br /&gt;A wszystko przez niesforny wiatr...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-2489501743933043787?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/2489501743933043787/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=2489501743933043787' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2489501743933043787'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2489501743933043787'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/03/tajemnica-czowieka-z-blizna-pawe.html' title='&quot;Tajemnica człowieka z blizna&quot; Paweł Beręsewicz'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S49p1fV8rkI/AAAAAAAACis/s9BzwNX_fpI/s72-c/Tajemnica-czlowieka-z-blizna_Pawel-Beresewicz,images_big,3,978-83-7672-096-8.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-8123490735260099545</id><published>2010-02-25T07:15:00.001+01:00</published><updated>2010-02-26T08:38:20.189+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>Michael Grant  "Gone. Zniknęli. Faza druga: Głód"</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S4YlG0-qw_I/AAAAAAAACik/L_7jGmsfbLI/s1600-h/hunger_grant1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S4YlG0-qw_I/AAAAAAAACik/L_7jGmsfbLI/s200/hunger_grant1.jpg" width="132" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dwa dni temu usłyszałam od 12-latka skargę: mam dosyć książek z happy endem! Nie jest szczególnym wielbicielem słowa pisanego, ale coś tam czyta i jak twierdzi zawsze trafia na słodkie opowiastki. Jest więc żądny krwi i horroru... &lt;br /&gt;Co może spełnić jego wymagania? Seria Michaela Gone'a wpisuje się w te nastoletnie pragnienia znakomicie ;)&lt;br /&gt;Z tym, że o ile w przypadku pierwszej części miałam jeszcze jakieś wątpliwości, czy taki 12-latek może to czytać, to w przypadku drugiej już nie mam. Nie powinien, moim zdaniem. Jest brutalniej i bardziej makabrycznie. A zakończenie przeraża nawet dorosłego... (czyli mnie;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Na książkę nie mogłam się już doczekać i gdy kurier przyniósł mi ją w piątek, pomyślałam, że po ciężkim tygodniu w pracy, taki początek weekendu zdaje się wymarzony. W sobotę zaczęłam czytać, w niedzielę skończyłam. I chcę wiedzieć, co będzie dalej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Tym razem autor odsłania trochę tajemnic Perdido Beach. Podaje możliwe przyczyny mutacji niektórych mieszkańców miasteczka, zbliża się do wyjaśnienia tajemnicy nagłego zniknięcia wszystkich dorosłych, itd. Ale tak jak w "Lostach" gdy pojawi się odpowiedź na jedno pytanie, w to miejsce mnożą się kolejne zagadki. To utrzymuje czytelnika w napięciu, choć może też irytować osobników o słabych nerwach ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Seria ta coraz bardziej zresztą kojarzy mi się z serialami. Wspomniałam już o "&lt;b&gt;Lost&lt;/b&gt;" ale nie bez kozery będzie tutaj przypomnieć o "&lt;b&gt;Jerycho&lt;/b&gt;": historii miasteczka nagle odciętego od świata. To bardzo nośny temat, taki izolacja i postawienie wymuskanych przez cywilizację "mięczaków" twarzą w twarz z bezwzględną walką o przetrwanie. Ja w każdym bądź razie bardzo lubię takie opowieści (ale "Jerycho" ma dobrych tylko kilka początkowych odcinków - potem robi się przewidywalnie)&lt;br /&gt;Czy książki Granta też zostaną sfilmowane? Mam nadzieję, że nie. Bo szczerze mówiąc potwory i mutanty naprawdę straszące w trakcie lektury, zamienione w konkretną, namacalną "postać" moim zdaniem zaczną śmieszyć... I wyjdzie z tego potworek na kształt "Power rangers", które swoją plastikową konwencją przerażały w weekendy na Polsacie (chyba?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga część "Gone" nie zawładnęła mną tak, jak część pierwsza. Wciąż czytałam z przyjemnością, ale już bez obgryzania paznokci. Może to kwestia przywyknięcia do kolorytu świata przedstawionego w Perdido Beach? Nie wiem. Było krwawo,strasznie i od czasu do czasu refleksyjnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czekam więc na część trzecią.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-8123490735260099545?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/8123490735260099545/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=8123490735260099545' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/8123490735260099545'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/8123490735260099545'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/02/michael-grant-gone-znikneli-faza-druga.html' title='Michael Grant  &quot;Gone. Zniknęli. Faza druga: Głód&quot;'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S4YlG0-qw_I/AAAAAAAACik/L_7jGmsfbLI/s72-c/hunger_grant1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-3576755423269163033</id><published>2010-02-24T21:21:00.000+01:00</published><updated>2010-02-24T21:21:08.517+01:00</updated><title type='text'>Odznaczenia dla zasłużonych</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S4WJqKdgAJI/AAAAAAAACh0/bCLAU-Dj4Oc/s1600-h/kreativ_blogger_award_copy1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" kt="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S4WJqKdgAJI/AAAAAAAACh0/bCLAU-Dj4Oc/s200/kreativ_blogger_award_copy1.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Bardzo, ale to naprawdę bardzo dziękuję za Kreative Bloggera:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otrzymałam go od &lt;a href="http://impressje.blogspot.com/"&gt;Elenoir&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://ksiazkownia.wordpress.com/"&gt;Ani&lt;/a&gt; i od &lt;a href="http://notatkicoolturalne.blox.pl/html"&gt;Kasi.Eire&lt;/a&gt;. Mała rzecz a jak cieszy:))) Nie umniejszając rangi wyróżnienia, oczywiście;).&lt;br /&gt;Jeszcze raz, ogromne dzięki, dziewczyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poprzednim razem przyznałam to zaszczytne odznaczenie: Chihiro, Padmie, Zosik, Chiarze i Lilithin. Te blogi nadal bardzo lubię, ba! lubię ich autorki a ich pisanie niezmiennie stanowi dla mnie inspirację. Ale mam coraz więcej takich osób i miejsc, do których także się przywiązałam i których gust literacko-filmowy (i inny, np. herbaciany) z ciekawością podpatruję. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://kalioczyta.blogspot.com/"&gt;Kalio&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; na ten przykład - &amp;nbsp;obudziła moja gasnącą już miłość do fantastyki:) &amp;nbsp;Narobiła mi sporego apetytu i przypomniała, jaki to cudowny gatunek literacki.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;Błyskotliwa, zabawna i nieumizgująca się do czytelników &lt;b&gt;&lt;a href="http://mlodapisarkaczyta.blox.pl/html"&gt;Młoda Pisarka&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; - jej recenzje są dla mnie kwintesencją dobrego stylu a wpisy z blogu "Drugi raz od zera" to niecierpliwie wyczekiwane przeze mnie&amp;nbsp; felietony. O czym będzie kolejny? Zastanawiam się nad kawą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przytulny i ciepły blog? Dający wytchnienie pod koniec zabieganego dnia? Niezmiennie &lt;b&gt;&lt;a href="http://brulion.blox.pl/html"&gt;Aerien&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I energiczna &lt;b&gt;&lt;a href="http://notatkicoolturalne.blox.pl/html"&gt;Kasia.Eire&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, której młodziutki blog szturmem zdobył mojej serce. Uwielbiam jej poczucie humoru i dystans do własnej osoby:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cztery pewniaki. Ale to nie koniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiecie, ile mam zalinkowanych blogów książkowych? &amp;nbsp;&lt;strong&gt;147&lt;/strong&gt;!&lt;br /&gt;Matko jedyna, jak to mnie cieszy... niewypowiedzianie wręcz. Nie wszystkie miejsca lubię jednako, mam swoich faworytów, a jakże (tak z 50 - lekko licząc...) ale nie czytałam jeszcze bloga książkowego, który wzbudzałby we mnie negatywne emocje. Nie ma takich.&lt;br /&gt;Dziękuję więc każdemu, kto tutaj zagląda a i sam podzieli się swoimi wrażeniami z lektury. &lt;br /&gt;Dzięki :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-3576755423269163033?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/3576755423269163033/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=3576755423269163033' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3576755423269163033'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3576755423269163033'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/02/odznaczenia-dla-zasuzonych.html' title='Odznaczenia dla zasłużonych'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S4WJqKdgAJI/AAAAAAAACh0/bCLAU-Dj4Oc/s72-c/kreativ_blogger_award_copy1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-6666445827773033281</id><published>2010-02-05T17:38:00.000+01:00</published><updated>2010-02-05T17:38:55.734+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Nic do stracenia" Lee Child</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S2iRF19vsaI/AAAAAAAACfI/NUThX_ob7QU/s1600-h/Nic-do-stracenia_Lee-Child,images_big,5,978-83-7359-809-6.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S2iRF19vsaI/AAAAAAAACfI/NUThX_ob7QU/s320/Nic-do-stracenia_Lee-Child,images_big,5,978-83-7359-809-6.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Z Lee Childem znajomość &amp;nbsp;rozpocząć najlepiej latem. Na gwarnej plaży, pośród poszturchującej nas &amp;nbsp;i znajdującej się w nieustannym ruchu chmarze osobników płci obojga. Gdy więc po raz kolejny beztroski plażowicz &amp;nbsp;sypnął na Was piaskiem, upaćkał rozpływającym się lodem truskawkowym, puścił na cały regulator radio "W rytmie techno", wówczas powołanie do życia &lt;strong&gt;Jacka Reachera&lt;/strong&gt;, bohatera trzynastu już powieści, wyda się Wam jedyną właściwą i rozsądną rzeczą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Ten Rambo i Chuck Norris w jednym, &amp;nbsp;samym &amp;nbsp;swoim pojawieniem się na horyzoncie plaży w Koluszkach (że w Koluszkach nie ma plaży? Hm. Odważ się i powiedz to Reacherowi...) od razu zmienia bieg wydarzeń. Niesforny sąsiad z lewej, błyskawicznie wyłączy radioodbiornik. Paniusia po prawej natychmiast ruszy pozbierać walające się w promieniu kilkunastu metrów skorupki po jajkach na twardo, ktorymi raczyła się 3 godziny temu. A przystojny ratownik zaoferuje, że z ogromną chęcią posmaruje ci plecy kremem... Tak, tak,&amp;nbsp; drogie panie. Jack Reacher jest w mieście. Tfu, znaczy się na plaży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Przeczytałam &amp;nbsp;kilka powieści Childa, ale nie wiem, które to były. Tytuły, po tygodniu od lektury, nic mi już nie mówią. To chyba typowe w przypadku takiej literatury, podobnie mam z Cobenem, którego, co prawda słucham, bo jak pisałam tutaj, czytać nie daję rady, ale hasło "Krótka piłka" czy "Elita zabójców" nie wywołuje odzewu typu: znam bo czytałam/słuchałam. Jedynie kojarzę autorów a i to nie zawsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Dlaczego więc nadal czytam powieści Childa? Och, to proste. Jego książki to sensacyjno-literacka realizacja amerykańskiego mitu. Nie tego o bogactwie, co to od pucybuta do milionera, nie, nie ( bo to przykład amerykańskiego snu przecież ;). Mam więc na myśli ten o silnym, niezależnym, ostatnim uczciwym, który z bliznami na ciele i duszy walczy o dobro i sprawiedliwość. &amp;nbsp;Bo tylko on może pokonać złych ludzi szeryfa (korporacji, bankierów, rosyjskich mafiozów, itd). Postać rodem z komiksu ale duchem i sercem amerykańska do szpiku kości. Z całym zadęcięciem, jakie tylko Amerykanie potrafią zaprezezntować.&lt;br /&gt;To produkt, ktorego zwyczajnie nie można brać serio, więc gdy zaczyna się czytać o przekornym Jacku, nie ma mowy, żeby nie poprawiło Wam to humoru. Gwarantuję:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Jedynym minusem jest to, że na poprawę humoru działa tylko jedna książka. Gdy w oparach szczęścia i radości natychmiast sięgnięcie po drugą, grozić Wam będzie &amp;nbsp;natychmiastowy i gwałtowny spadek cukru. Ale to logiczne: zjesz jeden kawałek tortu, jesteś w niebie. Zjesz dwa i marzysz o zamrożeniu trzewi. To już nawet nasze babcie wiedziały. Słuchajcie więc, dziatki, bo słusznie prawią starsi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;b&gt;"Nic do stracenia"&lt;/b&gt; to typowa powieść o Reacherze, bohaterze znikąd, ktory po wykonaniu zadania, zbałamuceniu miastowej ślicznotki, w blasku zachodzacego słońca opuszcza miasto. Niestety, nie na koniu. Zazwyczaj jakąś cieżarowką albo ciemnozielonym pickupem. Zostawiając za sobą wdzięcznych mieszkańców i kto wie ile zaciążonych, wspomnianych już wyżej, ślicznotek.&lt;br /&gt;Tak zazwyczaj wygląda początek i koniec każdej historii z JR. Środek wypełniają kopniaki (z półobrotu!), mordobicie, strzelaniny, pościgi, wybuchy... Oj, dzieje sie, dzieje, przy tym nie brak poczucia humoru autorowi. I pewnie dlatego czyta się to błyskawicznie. Jeden dzień i przeczytane. Z dużą dozą przyjemności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do zobaczenia więc za kilka miesięcy, mój ty mięśniaku, ty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Czy ktoś słyszał o filmowej wersji tych powieści? Albo chociażby o planach sfilmowania? Ja nie. I jakoś tak mi to dziwnie pasuje do tezy, że o ile w wersji papierowej czytelnik jest w stanie przyswoić dużą dozę idiotyzmów, to już w filmie okazałoby się, że nie ma niczego, co mogłoby posłużyć za najmniejszy nawet listek figowy. &amp;nbsp;Przy najlepszym nawet reżyserze dzieło o JR okazałoby się co najwyżej filmem klasy C. Ale Segale, VanDammy i tym podobni powinni drżeć... Reszta raczej nie odczuje zagrożenia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-6666445827773033281?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/6666445827773033281/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=6666445827773033281' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6666445827773033281'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6666445827773033281'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/02/nic-do-stracenia-lee-child.html' title='&quot;Nic do stracenia&quot; Lee Child'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S2iRF19vsaI/AAAAAAAACfI/NUThX_ob7QU/s72-c/Nic-do-stracenia_Lee-Child,images_big,5,978-83-7359-809-6.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-4993521200039138764</id><published>2010-02-02T20:54:00.000+01:00</published><updated>2010-02-02T20:54:16.384+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Pensjonat" Piotr Paziński</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S2h_SF_LGXI/AAAAAAAACfA/x_NzpdxTElk/s1600-h/Pensjonat_Nisza,images_big,29,978-83-926276-1-6.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S2h_SF_LGXI/AAAAAAAACfA/x_NzpdxTElk/s200/Pensjonat_Nisza,images_big,29,978-83-926276-1-6.jpg" width="130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Nieustanny szmer, natłok uczuć i myśli &amp;nbsp;przeciwstawione ciszy, pustce, melancholii. Smutek i radość. Młodośc i starość. Trwanie i przemijanie. Mam wrażenie, że powieść Pazińskiego to ciągłe kontrasty, walka, odwieczny spór toczony od zarania dziejów a w "Pensjonacie" spersonifikowane w postaci mieszkańców tytułowego domu wczasowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Styl utworu często bywa poetycki, gęsty od metafor, skupiony na detalu. Te fragmenty są przepiękne ale i trudne w recepcji, przynajmniej dla mnie. Zdarzało się, że gubiłam wątek, nie wiedziałam, który bohater doszedł teraz do głosu, co opisuje narrator: przeszłośc czy teraźniejszość? Wracałam więc do początku strony i czytałam raz jeszcze.Warto było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ten tekst to nie tylko liryczność. To również ironia i melodia języka mówionego.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;- Mala? - odezwała się pani Tecia. Dzięki niej poznałem imię pierwszej staruszki. - Gdzie ty byłaś? Ja ciebie szukałam w lesie, ty wiesz?&lt;br /&gt;- Ja byłam tu cały czas. Ja w ogóle się stąd nie ruszałam - pani Mala przyjęła postawę obronną. Widać bała się pani Teci.&lt;br /&gt;- Jak ty tutaj byłaś, skoro ciebie tutaj nie było? - pani Tecia spojrzała groźnie.&lt;br /&gt;Ondulowana głowa jeszcze bardziej odchyliła się od pionu.&lt;br /&gt;- A skąd ty możesz wiedzieć, kiedy ty byłaś w lesie?&lt;br /&gt;-  To ja ci mówię. Dlatego ja poszłam do lasu, żeby ciebie szukać.&lt;br /&gt;- A co to jest, chowanego? Po co tyś mnie szukała, jak ja siedziałam tu na leżaku?&lt;br /&gt;- Ja się martwiłam o ciebie! Jak normalny człowiek. Tyś poszła i nic nie powiedziała.&lt;br /&gt;-  Ale ja cały czas tutaj byłam - pani Mala nie zamierzała ustąpić&lt;br /&gt;- Aj, daj ty mi święty spokój! - pani Tecia tym razem obraziła się już na dobre. - Widzicie ją, królowa!&lt;br /&gt;Ruszyła dalej alejką. Pani Mala dwa kroki za nią, drobiąc nogami.&lt;br /&gt;- Ja nie rozumiem, czego ty chcesz. Czego ty mnie męczysz?&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Słyszycie to? Ta składnia, mnóstwo zaimków, akcent wreszcie. A co za poczucie humoru!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Paziński potrafi również zaskoczyć czytelnika, wprowadzając go w szczegółowy opis takiej np. poduszki. Początek tradycyjny, szkolny nawet. Oto poszewka z wyblakłą, zieloną pieczątką pensjonatu. Od utyskiwania, że zazwyczaj za mała,  poprzez refleksje natury antropologicznej aż po konkluzję. Zaskakującą ;) Czytelniku, miej się cały czas na baczności:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;W domach wczasowych poduszki zawsze są ciut za małe, jakby obsluga żałowała gościom tych kilku piórek czy kłębów waty. Waty najpewniej, bo pierze drogie. Kiedyś piernaty dawano pannie młodej na wesele. Cała rodzina się na nie składała. Żeby młodzi mieli miękko, kiedy już będą razem. A teraz? Lekarze mówią, że wielka poduszka niedobra jest na kręgosłup i lepiej spać na płaskim. Ale na płaskim człowiek zawsze zdąży się wyspać. Za wszystkie czasy się wyśpi!&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Ale nie tylko dlatego ta ksiązka mi się podobała. To rozprawa o przemijaniu, o tym, co nas kształtuje, o pamięci, która bywa błogosławieństwem i przekleństwem jednocześnie, o odwiecznym porządku świata:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Pan Leon,&amp;nbsp; pan Abram, babcia i pani Tecia. Ze swoim piętnem tego, co było i co z chwilą, kiedy odeszli, na powrót zapadło się w nicość. Ich życie i moje, wśród cieni, pośród duchów i z duchami - zamiast promieni świeżego słońca. Za to gorzki smak przemijania. I zbyt wiele starości. Zbyt wiele lekarstw, pokasływań i wspomnień o tych, których już nie ma. Których zabili na wojnie. Którzy później umarli, wyjechali albo jakoś się rozproszyli po świecie. Krajobraz melancholijny. Tak już musi być. Pewnie całkiem odwrotnie, niżby życzyli sobie oni, którzy wprowadzali mnie w świat i mieli ambicję wskazywać drogę. Zawsze wszystko wychodzi na odwrót.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Narrator, młody mężczyzna, przyjeżdża do tytułowego pensjonatu, by skonfrontować własne wspomnienia z rzeczywistością. Odwiedzał to miejsce jako mały chłopiec, przebywał wśród Żydów, naznaczonych piętnem wojny i holokaustu, i słuchał opowieści tych ludzi. Nasiąkał nimi. Pamięta dużo, ale ma poczucie winy, że wspomnienia się zatracają a wraz z ułomną pamięcią w niebyt odchodzą bohaterowie jego dzieciństwa.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Powinienem był kiedyś zapytać, teraz nie ma już kogo. Za późno. Wcześniej było za wcześnie albo ja byłem za młody. Ze starymi nudno. Więc nie niepokojeni zabrali swoją pamięć ze sobą. Czas nie zna nawrotów, a ślady przeszłości rozsypują się prędko, jak drobiny popiołu wzniecone wiatrem, lecące ku czterem krańcom niewidzialnego świata.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; To pragnienie ocalenia przeszłości jest brzemieniem, które rzutuje na całe życie mężczyny. Łatwiej jest mu bowiem stawić czoła czasom minionym, niż jako przedstawicielowi młodego pokolenia, niezniszczonego bezpośrednio przez doświadczenia wojny, ruszyć do przodu. Rzeczywiście?&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"Łatwiej dojrzeć zetlały cień tego, co przeminęło, niż jutrzenkę przyszłego życia" &amp;nbsp;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; Kim jest więc bohater? Wizyta w pensjonacie pozwala mu częściowo znaleźć na to pytanie odpowiedź. Odkryć swoj Początek. &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;I dzisiaj już wiem, że to stamtąd, z tamtej jadalni bierze się stale mi towarzyszące poczucie życia na wyspie, nieadekwatności czy niedopasowania. I że pesymistyczna świadomość tego, że wszystko przemija, jest stare i pozbawione szans na kontynuację, skazane na zdziwaczenie, wynaturzone i pokryte szronem siwizny, sięga korzeniami właśnie tamtego czasu, kiedy podpatrywałem doktor Kamińską i pana Chaima, jak z trudem drobią kroki u kresu leśnej alei.  &lt;/blockquote&gt;&amp;nbsp; Trudno mi się pisze o ksiązkach tak autentycznych i szczerych. Najchętniej wstawiłabym same cytaty, bo one najpełniej oddają intencje autora. Atmosfera utworu przypomina mi trochę "Sanatorium pod Klepsydrą" i "Czarodziejską Górę". &lt;a href="http://slowoczytane.blogspot.com/2010/02/w-poszukiwaniu-utraconego-czasu.html"&gt;Skarletka&lt;/a&gt; w swojej recenzji wspomina o Prouście. Coś w tym jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie przegapcie tej powieści. &amp;nbsp;Powieści zbudowanej z szeptow i krzyków jej bohaterów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-4993521200039138764?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/4993521200039138764/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=4993521200039138764' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/4993521200039138764'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/4993521200039138764'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/02/pensjonat-piotr-pazinski.html' title='&quot;Pensjonat&quot; Piotr Paziński'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S2h_SF_LGXI/AAAAAAAACfA/x_NzpdxTElk/s72-c/Pensjonat_Nisza,images_big,29,978-83-926276-1-6.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-1927974906175592943</id><published>2010-01-27T18:45:00.000+01:00</published><updated>2010-01-27T18:45:07.720+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Na wschód od słońca"  Julia Gregson</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S2B399MfUGI/AAAAAAAACeA/rs16baSpFeQ/s1600-h/Na-wschod-od-slonca_Julia-Gregson,images_product,15,978-83-7506-340-0.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S2B399MfUGI/AAAAAAAACeA/rs16baSpFeQ/s320/Na-wschod-od-slonca_Julia-Gregson,images_product,15,978-83-7506-340-0.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Zakładam ciepłe, norweskie skarpety. Zapalam świeczkę pod czajniczkiem z herbatą piernikową. Wyciągam z szafki kubek: duży, w paski i pozwalający na ogrzanie sobie na nim rąk. Mmmm... ciepło.&lt;br /&gt;Wiem już, co będę czytać. Co może pasowac do tej Syberii za oknem? Och, to zupełnie proste.&lt;br /&gt;Romans.&lt;br /&gt;Tak.&lt;br /&gt;Indie? Świetnie!&lt;br /&gt;Upał? Poproszę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;"Na wschód od słońca"&lt;/b&gt; - juz nawet tytuł wchodzi w dysputę z pogodą za oknem. I ja w tym sporze opowiadam się za Indiami ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na okładce wytłuszczonym drukiem pyszni się fraza: &lt;em&gt;"najlepsza powieść romantyczna 2009 roku"&lt;/em&gt; i powiem Wam, że owo sformułowanie to dla mnie źródło zadziwienia.&lt;br /&gt;Bo, po pierwsze, kto przyznał ten tytuł? Na jakich zasadach orgaznizuje się ów konkurs? Czy w ogóle się organizuje? Może to samozwańczy redaktor, np. z &amp;nbsp;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=-EDVxC-Emrs"&gt;Horse &amp;amp; Hound&lt;/a&gt;&amp;nbsp;postanowił &amp;nbsp;określić tak tę powieść? Ugiął się pod naciskami żony? A może był szantażowany przez autorkę, która weszła w posiadanie kompromitujących go zdjęć? &amp;nbsp;Pytań mam mnóstwo a odpowiedzi znikąd...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Sama opowieść nie jest niczym oryginalnym, ale przeczytałam ją bez zgrzytania zębami. Największą zaletą jest czas i miejsce, w którym autorka umieściła akcję swojej debiutanckiej książki. Trafiamy z 3 głównymi bohaterkami do Indii a że jest rok 1928, brytyjska "perła w koronie" zaczyna coraz donośniej mówić o niepodległosci. O nią walczy m.in. Mahatma Gandhi. Ten wątek nie jest oczywiście najważniejszy w książce, ale niepokoje polityczno-społeczne zostały przez Gregson calkiem sugestywnie zaprezentowane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Na tle perypetii miłosnych Vivy, Rose &amp;nbsp;i Tor odmalowane zostają kontrasty kulturowe pomiędzy światem zachodnim a wschodnim, ale także pomiędzy kobietami: Brytyjkami a Hinduskami, pomiędzy samymi Brytyjkami w końcu. Samodzielna, niezależna kobieta w owych czasach to wciąż rzadkość a do tego może się spotkać z ostracyzmem za swoje "nowoczesne myślenie".&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Najpopularniejszy &amp;nbsp;ówczesny model wychowania dziewczyny, to wysłanie jej do szkoły, aby nauczyła się, jak zdobyć męża. Uniwersytety, jak słusznie zauważono, do tego nie są potrzebne.Takie poglądy wyznawali bliscy Rose i Tor, na drugim biegunie zaś znajdowała się Viva z jej potrzebą wolności i decydowania o sobie. Bez względu jednak na wyznawane poglądy i stopień emancypacji, każda z nich była samotna. Każda z nich bała się owej samotności i poszukiwała sposobu by jej zapobiec. To jest główny wątek powieści Gregson.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;A teraz Indie. Smaki, zapachy, kolory kojarzące mi się z tym krajem, pojawiają się w &amp;nbsp;książce. Ale jest też coś więcej: ukazanie jak Brytyjczycy systematycznie odcinali Hindusów od ich korzeni, tradycji, zwyczajów po to by upodobnić ich do siebie. Co za hipokryzja i megalomaństwo! Izolując tych ludzi od ich kultury, zmieniając ich na swój obraz, skazywali ich na niebyt . Nie byli ani Hindusami, ani Brytyjczykami.&lt;br /&gt;Kim więc?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;"Na wschód od słońca"&lt;/strong&gt; to książka, w której pobrzmiewają dźwięki charlestona, szeleszczą szyfonowe suknie a kobiety szlochają w poduszkę. Na szczęście to także skwar, ulewny deszcz, aromatyczne curry i święto Diwali. Podobało mi się.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-1927974906175592943?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/1927974906175592943/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=1927974906175592943' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/1927974906175592943'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/1927974906175592943'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/01/na-wschod-od-sonca-julia-gregson.html' title='&quot;Na wschód od słońca&quot;  Julia Gregson'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S2B399MfUGI/AAAAAAAACeA/rs16baSpFeQ/s72-c/Na-wschod-od-slonca_Julia-Gregson,images_product,15,978-83-7506-340-0.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-5945813180731416791</id><published>2010-01-24T20:06:00.004+01:00</published><updated>2010-01-24T22:54:23.982+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='audiobook'/><title type='text'>Andrzej Sapkowski. Trylogia husycka</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1yUPCGEdjI/AAAAAAAACdQ/Yj1A_-dPI_4/s1600-h/Narrenturm-ksiazka-audio-na-3CD_Andrzej-Sapkowski,images_big,25,978-83-913156-3-7.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="186" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1yUPCGEdjI/AAAAAAAACdQ/Yj1A_-dPI_4/s200/Narrenturm-ksiazka-audio-na-3CD_Andrzej-Sapkowski,images_big,25,978-83-913156-3-7.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp; Przez kilkanaście tygodni wsłuchiwałam się w historię Reynevana rozpisaną na trzy pokaźnej grubości tomiska. Sapkowski, polski mistrz fantasy, nieoczekiwanie podarował swoim wielbicielom powieść, realizującą wytyczne gatunku mi najbardziej kojarzącego się z&amp;nbsp; imć Zagłobą rubasznie przemykającym po kolejnych stronicach Sienkiewiczowskiej trylogii.  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Wiem, że teraz oburzą się wielbiciele Parnickiego, Gołubiewa, Kraszewskiego czy Bunscha, ale ja naprawdę na hasło &lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;powieść historyczna&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt; automatycznie widzę dzieła krzywonogiego (&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://strona105.blogspot.com/2010/01/marianna-i-roze-janina-fedorowicz.html"&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;jak zapewniała córka Marianny&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;)&amp;nbsp; Henryka. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Z Sapkowskim sprawa jednak nie jest aż tak prosta: jego cykl o wojnach husyckich to zabójcza mieszanka twórczości wspomnianego powyżej pokrzepiciela polskich serc, filozofującego Eco oraz szczypty ludowych bajań o czarach, stworach nocy i magicznych artefaktach. Dobrane zostały w doskonałych proporcjach, jestem więc  oczarowana a podkreślam to, bo dla mnie pisarz znany w szerokich kręgach jako AS jest twórcą li i jedynie &lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;opowiadań wiedźminowskich&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;. Te są dla mnie wzorem fascynującej zabawy konwencją, podczas gdy saga o Geralcie to, w stosunku do pierwowzoru, piąta woda po kisielu.&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1yUtIkHNqI/AAAAAAAACdY/4Ej99T55rBw/s1600-h/Bozy-bojownicy_Andrzej-Sapkowski,images_product,3,83-7054-167-4.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1yUtIkHNqI/AAAAAAAACdY/4Ej99T55rBw/s200/Bozy-bojownicy_Andrzej-Sapkowski,images_product,3,83-7054-167-4.jpg" width="127" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Reynevan jest bohaterem trudnym do polubienia. Bywa &amp;nbsp;niecierpliwy, niewdzięczny, bezmyślny. Irytuje czasami ogromnie. Ale w tych wadach bożego bojownika dostrzega się konsekwentnie realizowany przez autora pomysł na postać. To przecież młody, pełen energii i werwy Ślązak, gołowąs,&amp;nbsp; któremu przyjdzie dopiero się nauczyć, czym jest gorycz życia. Lekcja będzie bolesna. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Opowieść bywa brutalna i nasycona opisami kolejnych starć militarnych pomiędzy husytami a katolikami. To czasami może nużyć, tak jak i częste dysputy polityczne toczone między adwersarzami. Jednak szybko przychodzi refleksja, że walka o władzę i wpływy nadal wygląda tak samo.Wystarczy posłuchać jednej lub drugiej komisji sejmowej... Wtedy te "nudne" fragmenty nabierają nagle złowrogiego charakteru poprzez swoją aktualność. Wówczas też nuda zostaje zastąpiona grozą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp; Trylogia Sapkowskiego to również przykład powieści łotrzykowskiej czy awanturniczej. Barwna kompania towarzysząca Reynevanowi jest trudna do zapomnienia. Jest pozbawiony złudzeń Szarlej, cynik w zasadzie; jest Samson Miodek - olbrzym o współczującym sercu, Urbarn Horn - tajemniczy i mroczny, Rixa - intrygująca i nigdy nie odkrywająca wszystkich kart Żydówka.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Przeciwnicy tej zgrai również zapadają w pamięć, bo AS wyposażył ich w konkretne cechy, wiarygodnie motywując ich działania. A czarny bohater, Pomurnik, to jedna z lepiej scharakteryzowanych postaci wśród całej gromady "tych złych".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1yUu9uJcKI/AAAAAAAACdg/4kAHhrNxY3M/s1600-h/Lux-perpetua_Andrzej-Sapkowski,images_product,8,83-7054-189-5.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1yUu9uJcKI/AAAAAAAACdg/4kAHhrNxY3M/s200/Lux-perpetua_Andrzej-Sapkowski,images_product,8,83-7054-189-5.jpg" width="125" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;To w końcu opowieść o miłości, która bywa czysto fizyczna ale i głęboko liryczna. Kobieta u Sapkowskiego bywa obiektem westchnień miłosnych, obiektem pożądania a czasami po prostu obiektem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Bardzo się cieszę, że dałam kolejną szansę Sapkowskiemu, bo po 2 tomach sagi w zasadzie spisałam go na straty. Błąd. Na szczęście do naprawienia. Niniejszym więc ogłaszam: trylogia o wojnach husyckich jest prawdziwie dobrą powieścią. Polecam.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;A teraz słów parę o audiobookach. Część pierwszą, czyli &lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;"Narrenturm"&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt; wysłuchałam w wersji, którą z całego serca polecam. To nie jest typowy audiobook, czytany przez jednego lektora, pozbawiony dodatkowych elementów dźwiękowych. &amp;nbsp;Dostałam do ręki słuchowisko, w nagraniu którego uczestniczyło kilkudziesięciu aktorów. Reżyser zadbał także o tło: mamy więc trzaskający ogień na kominku, ulewny deszcz, brzęk zderzających się ze sobą szabli. Jak powstawało to nagranie? Proszę bardzo:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;object height="295" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/zk9WQM4xzj0&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/zk9WQM4xzj0&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="295"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Drugą i trzecią część wysłuchałam w interpretacji &lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Rocha Siemianowskiego&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;. Choć początkowo, po bogactwie Narreturm, ma się wrażenie że to mocno zubożała wersja, to jednak umiejętności Siemianowskiego szybko to wrażenie niwelują. Słuchało mi się tego równie dobrze, co tomu pierwszego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Jeśli ktoś obawia się książki mówionej polecam na pierwszy ogień „Narreturm”. Sądzę, że na kilkadziesiąt godzin przepadniecie. A to dopiero początek przygody...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;:)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1yVG6q3huI/AAAAAAAACdo/gfQn5thGscU/s1600-h/Trylogia-husycka-Tom-1-3_Andrzej-Sapkowski,images_big,31,978-83-7054-199-6.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1yVG6q3huI/AAAAAAAACdo/gfQn5thGscU/s200/Trylogia-husycka-Tom-1-3_Andrzej-Sapkowski,images_big,31,978-83-7054-199-6.jpg" width="160" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-5945813180731416791?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/5945813180731416791/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=5945813180731416791' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5945813180731416791'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5945813180731416791'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/01/andrzej-sapkowski-trylogia-husycka.html' title='Andrzej Sapkowski. Trylogia husycka'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1yUPCGEdjI/AAAAAAAACdQ/Yj1A_-dPI_4/s72-c/Narrenturm-ksiazka-audio-na-3CD_Andrzej-Sapkowski,images_big,25,978-83-913156-3-7.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-8301523823053799365</id><published>2010-01-21T17:31:00.006+01:00</published><updated>2010-01-21T18:34:49.073+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='proza życia'/><title type='text'>"Nowe" oblicze bloga ;)</title><content type='html'>&amp;nbsp; Po kilkudniowych poszukiwaniach szablonu, wgryzaniu sie w tajniki css, żmudnym dopasowywaniu kolorów, czcionek, obrazków itd. nadal byłam niezadowolona. Postanowiłam jeszcze raz poszukać kodu do mojego ulubionego szablonu, a zwie się on Aspiro, i sprawdzić jego ewentualne wersje.&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Znalazłam ich kilkanaście i pracowicie wszystkie zapisałam na dysk twardy: niepotrzebnie, bo wersja asprio, nazwijmy ją Asprio Numero3, już była poprawna. W miarę, bo choć szybko się ładuje i wyświetla pole z wyszukiwarką, trochę mi wariował &amp;nbsp;nagłówek z datą. Ale po kilkudnowym kursie dla amatorów, jaki sobie zafundowałam, potrafiłam juz sama to naprawić ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najwyraźniej, odpukać, wszystko jest w porzadku.Z pewnością jest to nowsza wersja Aspiro, bo nawet okienko do wpisywania postów inaczej się obsługuje. Mam kilka nowych funkcji, ale żeby nie było tak dobrze zabrali mi korektę tekstu. Zawsze zjadam różne ogonki w tych naszych ą,ę,ł itd, więc będzie mi tej opcji bardzo brakowało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1iBg5utVWI/AAAAAAAACcA/tuOZGR8uAcA/s1600-h/Ktos-we-mnie_Sarah-Waters,images_big,3,978-83-7648-247-7.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1iBg5utVWI/AAAAAAAACcA/tuOZGR8uAcA/s200/Ktos-we-mnie_Sarah-Waters,images_big,3,978-83-7648-247-7.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1iBeI0u9BI/AAAAAAAACb4/Jj-Q4A8WaiA/s1600-h/Serce-narodu-kolo-przystanku_Wlodzimierz-Nowak,images_big,21,978-83-7536-131-5.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1iBeI0u9BI/AAAAAAAACb4/Jj-Q4A8WaiA/s200/Serce-narodu-kolo-przystanku_Wlodzimierz-Nowak,images_big,21,978-83-7536-131-5.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1iBa9QtXWI/AAAAAAAACbw/3nzI_5TcHjM/s1600-h/Historia-piekna_Umberto-Eco-Girolam-Michele-de,images_big,17,978-83-7301-691-0.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1iBa9QtXWI/AAAAAAAACbw/3nzI_5TcHjM/s200/Historia-piekna_Umberto-Eco-Girolam-Michele-de,images_big,17,978-83-7301-691-0.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Czytam "&lt;b&gt;Pokonanych&lt;/b&gt;". Jutro idę po "&lt;b&gt;Serce narodu koło przystanku&lt;/b&gt;" Nowaka&amp;nbsp; i "&lt;b&gt;Historię piękna&lt;/b&gt;" Eco. Czeka też na mnie najnowsza Sarah Waters czyli "&lt;b&gt;Ktoś we mnie&lt;/b&gt;". Taki początek weekendu mi bardzo odpowiada :)&lt;br /&gt;Byłam w kinie na "&lt;b&gt;Avatarze&lt;/b&gt;" i zgodnie z oczekiwaniami jestem pod dużym wrażeniem. Owszem, sama opowieść trochę naiwna i czasami niezamierzenie śmieszna, ale ja cały seans siedziałam jak zaczarowana.Rany Julek, co za efekty! NIE-SA-MO-WI-TE! Cudowne. Miałam ochotę podskakiwać na fotelu z radości, gdy widzialam, ba!,&amp;nbsp; miałam na wyciągnięcie ręki niektóre elementy scenografii.&amp;nbsp; Do kin, ludziska:)))Mary, Ty też kochana P:)))&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-8301523823053799365?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/8301523823053799365/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=8301523823053799365' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/8301523823053799365'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/8301523823053799365'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/01/nowe-oblicze-bloga.html' title='&quot;Nowe&quot; oblicze bloga ;)'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1iBg5utVWI/AAAAAAAACcA/tuOZGR8uAcA/s72-c/Ktos-we-mnie_Sarah-Waters,images_big,3,978-83-7648-247-7.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-8980295798797138157</id><published>2010-01-16T15:23:00.007+01:00</published><updated>2010-01-20T21:41:30.894+01:00</updated><title type='text'>Problemy z blogiem</title><content type='html'>&lt;span class="initialcap"&gt;O&lt;/span&gt;d kilku dni nie ładuje mi się poprawnie strona z moim blogiem a precyzując: ładuje i nie może przestać.&lt;br /&gt;Do tego zniknęły mi niektóre opcje na stronie, więc zmieniam szablon, bo ewidentnie to jego wina. Oj, paskudny.&lt;br /&gt;Szkoda mi, bo się przyzwyczaiłam a od kilku godzin szukam i... oczywiście nic mi się nie podoba. A to za ciemne tło, a to za jasne, a to obrazek brzydki :(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proszę więc się nie przejmować zmianami.&lt;br /&gt;Nim się zdecyduję ostatecznie pewnie kilka(naście) razy ujrzycie inny szablon.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="initialcap"&gt;PODSUMOWANIE&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez te kilka dni ślęczałam nad css czy jakoś tak. Nauczyłam się zmieniać tło, dodawać różnego rodzaju patterny, rozróżniać linkbary od sidebarów, itd ;))).&lt;br /&gt;Dzisiaj chciałam się dowiedzieć, do czego służą np. wektory, ale niestety dalej nie wiem chociaż one same strrrrasznie mi się podobają.&lt;br /&gt;A całkiem niedawno znalazłam kolejną wskazówkę, jak uatrakcyjnić bloga (czytaj: pozwolić zaszaleć właścicielce czyli mła we własnej osobie). Zapraszam &lt;a href="http://lajfmajster.pl/2009/05/24/jak-dodac-inicjal-do-postow-na-bloggerze"&gt;tutaj&lt;/a&gt;, jeśli komuś podobają się moje niebieskie literki;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale i tak, gdybym mogła wrócić do starego szablonu... nie wahałabym się ani chwili:(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze jedno: moje wymuskane tło pokazuje się &lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;tylko na Operze i Firefoxie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;. Na IE niestety tło zostaje białe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;DOPISEK:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(17.01.10)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten szablon jest tylko na chwilkę. Prace nad nowym właśnie trwają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;DOPISEK nr 2:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten jest nieco "zachowawczy" ale zdecydowanie najbardziej mi się podoba. To chyba właściwy kierunek moich poszukiwań. Spróbuję jeszcze nad nim popracować i zobaczyć czy wszystkie opcje działają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;DOPISEK nr 3&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(rany! mam nadzieję, że ostatni)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję za kibicowanie i pomoc:)&lt;br /&gt;Poprzedni szablon, który "wisiał" nieco dłużej, chociaż miał swój niewątpliwy urok to jednak wydawał mi się troszkę "dziecinny". Ten z kolei ma mnóstwo możliwości (niby można wstawić aż do 8 kolumn! - szaleństwo). Mogę w nim zmieniać kolory, czcionki, ramki, itd. Poprzedni był tego pozbawiony.&lt;br /&gt;Jest zdecydowanie lepszy w edycji, no i sprawia wrażenie bardziej... hm... profesjonalnego.&lt;br /&gt;Pomału zacznę składać go w całość - głównie chodzi o linki do Waszych blogów i choć to dużo pracy, to lubię mieć je na stronie u siebie i widzieć na bieżąco Wasze aktualizacje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym wciąż szukam zestawu odpowiednich kolorów a to zdecydowanie nie jest taka prosta sprawa;) Zwłaszcza po tych kilkudniowych zmaganiach z szablonem, kiedy dostaję już oczopląsu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co prawda nie wykluczam jeszcze jednej zmiany, ale styl pozostanie ten sam. Zastanawiam się po prostu, czy wybrać wzór z marginesami po obu stronach a nie tak jak teraz, gdy mam dwa marginesy skupione na prawej stronie. Ale na razie zostawiam tak, jak jest.&lt;br /&gt;Już nie marudzę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-8980295798797138157?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/8980295798797138157/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=8980295798797138157' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/8980295798797138157'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/8980295798797138157'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/01/problemy-z-blogiem.html' title='Problemy z blogiem'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-2602382133568456371</id><published>2010-01-14T14:03:00.000+01:00</published><updated>2010-01-14T14:03:57.903+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Marianna i róże" Janina Fedorowicz, Joanna Konopińska</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S05F8WKaXLI/AAAAAAAACGo/AHAzQ6wyVQg/s1600-h/Marianna-i-roze_Janina-Fedorowicz-Joanna-Konopinska.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 184px; height: 280px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S05F8WKaXLI/AAAAAAAACGo/AHAzQ6wyVQg/s320/Marianna-i-roze_Janina-Fedorowicz-Joanna-Konopinska.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5426351504071744690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Marianna i róże"&lt;/span&gt; to książka, która miała trudną i pełną wybojów drogę do czytelnika.&lt;br /&gt;Najpierw, w czasach komunizmu, wydawcy wzbraniali się przyjąć tekst do druku, bo nie wierzyli, że ktokolwiek zechce poczytać sobie o codziennym życiu polskiego ziemiaństwa.&lt;br /&gt;Mylili się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy tytuł ukazał się na rynku, zainteresowanie nim było tak duże, że w mig nakład się wyczerpał. Nawet drugie wydanie, w 1995 roku, nie zmieniło sytuacji: "Marianna i róże" na aukcjach internetowych osiągała zawrotne sumy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zwlekajcie więc, bo właśnie teraz macie ten komfort, że możecie wejść do pierwszej, lepszej księgarni i ściągnąć z półki dzieło Janiny Fedorowicz i Joanny Konopińskiej, uiścić w kasie należność, udać się do domu, obwieścić rodzinie, że oto nastał dzień "pizzy na telefon" i zniknąć w pokoju z książką w ręku (pamiętajcie jednak, by wyrwać sępom choć kilka kawałków pizzy - tym sposobem dłużej wytrzymacie przy czytaniu, głód w każdym bądź razie Was nie zmorzy ;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomnienia Marianny, matki  siedmiorga dzieci, pani domu i oddanej patriotki, czyta się prawie jednym tchem. Prawie, bo na jedno posiedzenie książka jest zbyt długa i niestety  czasami przynudnawa.&lt;br /&gt;Ale na szczęście fragmenty tzw. męczące, są w zdecydowanej mniejszości. Chyba, że ktoś lubi czytać o powstaniu kółek rolniczych, poznawać życiorysy osób zaangażowanych w rozwijanie się owych nowinek gospodarczych, itd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym, to &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;pasjonująca saga rodzinna&lt;/span&gt;. Z pełnokrwistą główną bohaterką, którą zazwyczaj darzy się sympatią. Zazwyczaj, gdyż Marianna bywa również jęczącą, mocno konserwatywną i niesprawiedliwą kobietą - ale właśnie za tę łyżkę dziegciu jeszcze bardziej polubiłam panią Jasińską z Malinowskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka ma w sobie gwar i rozgardiasz domu pełnego ludzi, bezwiednie wciąga czytelnika w wir wielopokoleniowej rodziny. Jest pełna szczegółów i informacji o przeszłości, podanych w niesamowicie smaczny sposób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wzruszały mnie fragmenty, gdy Marianna podkreślała swój patriotyzm i to nie tylko perorując o miłości do ojczyzny. Cóż takiego mogła robić ta oddana Matka Polka? Na przykład nie kupować w sklepach niemieckich, nie sprzedawać ziemi Niemcom, wysyłać dzieci do szkół prowadzonych przez Polaków itd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielokrotnie relacje Marianny, jej poglądy tak dzisiaj "staroświeckie" i opowieści o dzieciach, pobudzały mnie do życzliwego śmiechu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Relacja Marianny z uczestnictwa w spotkaniu Sienkiewicza z polskimi wielbicielami jego talentu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"Jest to mężczyzna mniej więcej w wieku Michała, niezbyt wysoki, ale prezentujący się bardzo elegancko, ciemnej cery, bardzo jeszcze przystojny i zwracający na siebie oczy i uwagę wszystkich. Róża &lt;span style="font-style: italic;"&gt;[najstarsza córka państwa Jasińskich]&lt;/span&gt; twierdzi, iż zauważyła z całą pewnością, że Sienkiewicz ma krzywe nogi, ale takie uwagi o naszym największym pisarzu uważam za zupełnie niestosowne, tym bardziej jeżeli je robi młoda panna, która moim zdaniem w ogóle nie powinna zauważać nóg u mężczyzny."&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Jak to Marianna zapobiegła narodzinom kolejnej polskiej poetki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Stefcia &lt;span style="font-style: italic;"&gt;[piąta z kolei córka państwa Jasińskich]&lt;/span&gt;  i wiersze! Stefcia, przepisująca z własnej woli wiersz sobie na pamiątkę! Nie może mi się to wprost pomieścić w głowie! A może Stefcia będzie poetką? {...}  Zresztą może jej to przejdzie. Na wszelki wypadek dałam jej przez ostatnie trzy dni wieczorem na przeczyszczenie. Przy wszystkich wyskokach dziewczynek od tego zaczynam. Uważam to za środek wypróbowany i prawie niezawodny. Bo jeżeli nie pomoże, w każdym razie na pewno nie zaszkodzi.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Pragmatyczna Marianna z wizytą we Wrocławiu a wieżowce...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Nie brak za to domów kolosów. Nawet kamienice w Rynku, złocone na frontach, z bardzo wymyślnymi zakończeniami najwyższych pięter i dachów, liczą po pięć, a nawet siedem i osiem pięter. Nie mam pojęcia, jak wyglądają mieszkania na tylu piętrach, jak się tam lokatorzy codziennie wdrapują, jak się tam robi przeprowadzki czy wynosi trumny ze zmarłymi?&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Oprócz tych zabawnych scen, znajdziemy w książce całą gamę różnych emocji.&lt;br /&gt;Są smutne chwile i straszne czasy, są ciężkie dni, jest w końcu świadomość, że tych, tak żywych i wręcz namacalnych we wspomnieniach pani Jasińskiej ludzi, już nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najgorszy moment podczas lektury tej książki przeżyłam, gdy po przeczytaniu ostatniego wpisu Marianny z listopada 1926 roku, zerknęłam na kolejną stronę. Znalazłam krótkie informacje o dalszych losach członków rodziny, którą tak polubiłam. Poznałam daty ich śmierci. A przecież wciąż jeszcze żyłam tym niezwykłym klimatem, który stworzyła Marianna i miałam uczucie, że poznałam przyszłość. Paskudną i beznadziejną. Bo zabrała po kolei Mariannę, Michała, Różyczkę, Jadzię... ale to już przeszłość przecież.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zazdroszczę Wielkopolanom tej książki. Bardzo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-2602382133568456371?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/2602382133568456371/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=2602382133568456371' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2602382133568456371'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2602382133568456371'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/01/marianna-i-roze-janina-fedorowicz.html' title='&quot;Marianna i róże&quot; Janina Fedorowicz, Joanna Konopińska'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S05F8WKaXLI/AAAAAAAACGo/AHAzQ6wyVQg/s72-c/Marianna-i-roze_Janina-Fedorowicz-Joanna-Konopinska.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-4860035797332107299</id><published>2010-01-13T21:33:00.001+01:00</published><updated>2010-01-13T21:34:06.683+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Achtung! Banditen!" Wojciech Albiński</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S04sb8fd66I/AAAAAAAACGg/sq9J-wb-X9s/s1600-h/Achtung-Banditen_Wojciech-Albinski,.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 204px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S04sb8fd66I/AAAAAAAACGg/sq9J-wb-X9s/s320/Achtung-Banditen_Wojciech-Albinski,.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5426323459634228130" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Po Albińskiego sięgnęłam zachęcona okładką. Sugerowała, że w środku znajdę, to co mnie ostatnimi czasy bardzo interesuje: wspomnienia a do tego prezentowane z perspektywy dziecka. &lt;/div&gt;&lt;span&gt;&lt;/span&gt;Nie pomyliłam się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Achtung! Banditen!"&lt;/span&gt; to zbiór kilkudziesięciu (29 dokładnie) opowiadań, które w większości rozgrywają się w okresie drugiej wojny światowej. Głównym bohaterem i narratorem jest Wojtek: to jego spostrzeżenia, obserwacje i doświadczenia budują tę opowieść.&lt;br /&gt;Jak dorasta się w czasach wojny? Czy idea "dzieciństwa"  ma wówczas rację bytu czy staje się czystą abstrakcją? Czy istnieje coś, co może ocalić niewinność człowieka żyjącego w okresie "zwyczajnej apokalipsy"?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Albiński stawia te pytania i stara się na nie odpowiedzieć w każdej z 29 &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;literackich miniatur&lt;/span&gt;, w których odbijają się różne postawy, zjawiska, charaktery ludzkie. Kilkoma zdaniami potrafi nakreślić niezapomniane, przynajmniej dla mnie, sceny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto mamy opis handlarki, która swój stragan ustawiła na peronie dworca. Tego samego, przy którym zatrzymywały się pociągi z jeńcami, więźniami, głodnymi i spragnionymi... na stoisku piętrzyły się dojrzałe pomidory, soczyste owoce. Handlarka na wyciągnięte ręce zareagowała najpierw tym, że usiadła zwrócona tyłem do wagonów. Po chwili jednak zrejterowała: nie była&lt;br /&gt;w stanie znieść spojrzeń wwiercających się jej w plecy. Prychając, zamyka więc stragan i niepyszna wraca do domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli nie robi to na Was wrażenia, to wińcie mnie. Autor posługuje się językiem z precyzją godną chirurga, po mistrzowsku przybliża klimat strasznych i, jakkolwiek to zabrzmi, zabawnych chwil tamtego okresu. Styl czasami jest realistyczny, co wydaje się jak najbardziej oczywiste ale autor nie stroni też od poetyckości, która chyba decyduje o niezwykłości tego tytułu.&lt;br /&gt;Pozbawiony martyrologicznego ducha, rodem ze szkolnych podręczników, utwór broni się właśnie poprzez bohatera, któremu towarzyszymy w codziennym odkrywaniu świata, w młodzieńczym dziwowaniu się. A że to czas wojny, to stajemy twarzą w twarz z nienawiścią, strachem, głodem, śmiercią ale i miłością, dobrocią, radością wreszcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moim zdaniem "Achtung! Banditen!" to doskonale napisana historia, z utrwalonymi na papierze scenami z życia mieszkańców okupowanej Warszawy i okolic. Być może to opowieść, którą słyszeliście już wiele razy, ale czy już opowiadał Wam ją mały chłopiec o imieniu Wojtek?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-4860035797332107299?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/4860035797332107299/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=4860035797332107299' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/4860035797332107299'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/4860035797332107299'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/01/achtung-banditen-wojciech-albinski.html' title='&quot;Achtung! Banditen!&quot; Wojciech Albiński'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S04sb8fd66I/AAAAAAAACGg/sq9J-wb-X9s/s72-c/Achtung-Banditen_Wojciech-Albinski,.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-7728292352870427633</id><published>2010-01-05T16:09:00.003+01:00</published><updated>2010-01-06T19:26:02.882+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos za stosem'/><title type='text'>Porządki noworoczne. I stosiki dwa.</title><content type='html'>Powrót do blogowania zaczęłam od podczytywania Was. Od kilku dni intensywnie buszuję po znajomych miejscach i odkrywam nowo powstałe. Och, jak mi tego brakowało!&lt;br /&gt;Ale wiedziałam, że póki nie dysponuję czasem, zaglądać mi tam nie wolno. Bo gdy zajrzałam... długo nie trzeba było czekać: "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pokonani&lt;/span&gt;" Iriny Gołowkiny na ten przykład już przywędrowali do mnie. A to za sprawą... wytykać czy nie? A powiem! Kasi.eire z &lt;a href="http://notatkicoolturalne.blox.pl/2009/11/Pokonani-Irina-Golowkina.html"&gt;Notatek Coolturalnych&lt;/a&gt;. Dziękuję za inspirującą recenzję:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed chwilą uaktualniłam zakładki, a nawet zrobiłam kilka zdjęć, które już za momencik, już za chwileczkę tutaj wrzucę. Zacznę może od prezentu książkowego. Pod choinką czekała na mnie "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nigella ekspresowo&lt;/span&gt;". Lubię jej podejście do gotowania i jedzenia. Lubię jej przepisy, chociaż kilka razy okazało się, że to co smakuje Anglikom niekoniecznie będzie zjadliwe dla mnie. Polecam zapiekane jajka ze śmietaną czyli &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=1uDJ0reoZtI"&gt;Oeufs en Cocotte&lt;/a&gt;. Mniam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S0M_x0kCczI/AAAAAAAACEw/7VyO61RrTMM/s1600-h/Prezent_Nigella.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 283px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S0M_x0kCczI/AAAAAAAACEw/7VyO61RrTMM/s400/Prezent_Nigella.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423248501440148274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jak najlepiej zainaugurować powrót do blogosfery? Stosikiem, rzecz jasna! Przez dwa miesiące gromadziłam pracowicie (choć niektóre to dosłownie z ostatniej chwili) i mogę z dumą zaprezentować:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S0NP_BpYZaI/AAAAAAAACFA/NTO4kLZk68I/s1600-h/stosik19.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 236px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S0NP_BpYZaI/AAAAAAAACFA/NTO4kLZk68I/s320/stosik19.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423266320476562850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Grzbiety prężą:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. "Pokonani" Irina Gołowkina&lt;br /&gt;2. "Proszę bardzo" Anda Rottenberg&lt;br /&gt;3. "Życie, instrukcja obsługi" Georges Perec&lt;br /&gt;4. "Marianna i róże" J. Fedorowicz, J. Konopińska&lt;br /&gt;5. "20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła"&lt;br /&gt;6. "Czarny ogród" Małgorzata Szejnert&lt;br /&gt;7. "Mój znak" Jerzy Illg&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Przy Mikołaju zaś pozują:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S0NRVfjaR9I/AAAAAAAACFI/CD6xd2QPkes/s1600-h/stosik20.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S0NRVfjaR9I/AAAAAAAACFI/CD6xd2QPkes/s320/stosik20.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423267805973333970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;1. "Obcy w obcym kraju" R.A.Heinlein&lt;br /&gt;2. "Marina" Carlos Ruiz Zafon&lt;br /&gt;3. "Między zabójstwami" Aravind Adiga&lt;br /&gt;4. "Eve Green" Susan Fletcher&lt;br /&gt;5. "Lekcje ciemności" Dariusz Czaja&lt;br /&gt;6. "Nic do stracenia" Lee Child&lt;br /&gt;7. "Żywe srebro" Neal Stephenson&lt;br /&gt;8. "Pensjonat" Piotr Paziński&lt;br /&gt;9. "Proroctwo sióstr" Michelle Zink&lt;br /&gt;10. "Na wschód od słońca" Julia Gregson&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Większośc to... moje i tylko moje skaaarby. W euforię wprawiły mnie również książki z biblioteki:).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i na koniec sesja zdjęciowa mojego pokoju. Po remoncie należało mu się to.  Kolor ścian jest inny niż na moich fotkach, najbliżej mu do oryginału na fotce z fragmentem nowego żyrandolu (dzięki siostra:).&lt;br /&gt;No to jedziemy:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S0NTrLu2i_I/AAAAAAAACFQ/5rqcFN_80ss/s1600-h/pokoj2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S0NTrLu2i_I/AAAAAAAACFQ/5rqcFN_80ss/s320/pokoj2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423270377632992242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S0NUMx3uh1I/AAAAAAAACFg/jeC5fQTJ2ug/s1600-h/zyrandol.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S0NUMx3uh1I/AAAAAAAACFg/jeC5fQTJ2ug/s320/zyrandol.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423270954806445906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S0NT4iL7AsI/AAAAAAAACFY/oIHEyEY0414/s1600-h/pokoj1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S0NT4iL7AsI/AAAAAAAACFY/oIHEyEY0414/s320/pokoj1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423270606998799042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;No i Gaja. Obrażona, bo na dzisiejszym spacerze okazało się, że nie zawsze można być pierwszym w gonitwach. Prześcignięta przez mniejszego pieska o wygladzie charta... nie może się z tego otrząsnąć. Pocieszam ją jak umiem. "Gaja, on na pewno był na doppingu"&lt;br /&gt;:)&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S0NU8mJAxvI/AAAAAAAACFo/fziphs5DYfg/s1600-h/gaja8.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S0NU8mJAxvI/AAAAAAAACFo/fziphs5DYfg/s400/gaja8.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423271776291440370" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po tych fotoopowieściach czas powrócic do spisywania wrażeń z lektur. Na pierwszy ogień idzie &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Achtung! Banditen!"&lt;/span&gt; Wojciecha Albińskiego. Do przeczytania więc.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-7728292352870427633?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/7728292352870427633/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=7728292352870427633' title='Komentarze (24)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/7728292352870427633'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/7728292352870427633'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2010/01/porzadki-noworoczne-i-stosiki-dwa.html' title='Porządki noworoczne. I stosiki dwa.'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S0M_x0kCczI/AAAAAAAACEw/7VyO61RrTMM/s72-c/Prezent_Nigella.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>24</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-5485157515235367650</id><published>2009-12-23T22:25:00.004+01:00</published><updated>2010-01-16T13:19:31.348+01:00</updated><title type='text'>Wesołych Świąt!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1GuxS8GvjI/AAAAAAAACHQ/cPCKXQkMf0A/s1600-h/choinka2009jpg.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 253px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1GuxS8GvjI/AAAAAAAACHQ/cPCKXQkMf0A/s320/choinka2009jpg.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5427311187878919730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;em&gt; Wesołych Świąt, Kochani!&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-5485157515235367650?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/5485157515235367650/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=5485157515235367650' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5485157515235367650'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5485157515235367650'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/12/wesoych-swiat.html' title='Wesołych Świąt!'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/S1GuxS8GvjI/AAAAAAAACHQ/cPCKXQkMf0A/s72-c/choinka2009jpg.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-6413951695698904248</id><published>2009-12-23T21:26:00.019+01:00</published><updated>2010-01-16T13:17:37.752+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='proza życia'/><title type='text'>I w końcu mamy święta! No prawie.</title><content type='html'>Uwielbiam ten czas, chociaż człowiek zagoniony niemożliwie. Jednak wystarczy pomyśleć o tym, co nadejdzie już za chwilkę, już za momencik... Tak działa magia:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;div&gt;Prezenty prawie wszystkie już zapakowane - wyżyłam się artystycznie, wykorzystując do tego celu celofan, papier brokatowy i puncher choinkowy. Część kulinarna, o dziwo, w tym roku również jakby szybciej nam poszła. Jutro powinniśmy skończyć wszystko około 14? Planujemy spacer przed Wigilią - co dla nas wszystkich jest wielkim szokiem, bo zazwyczaj przygotowania do kolacji kończyliśmy tuż przed samą kolacją... :)&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;Czytelniczo u mnie trochę lepiej - kończę niezwykłą powieść Toni Morrison &lt;strong&gt;"Odruch serca",&lt;/strong&gt; która jest równie dobra jak genialna "Umiłowana". Przed snem podczytuję sobie &lt;strong&gt;"Hakawati. Mistrza opowieści"&lt;/strong&gt; Rabiha Alameddine'a i cieszę się, ze trafiłam na ten tytuł właśnie teraz, bo trudno wymarzyć sobie lepszą świąteczną lekturę.&lt;/p&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Nie podobał mi się za to &lt;strong&gt;"Posłaniec"&lt;/strong&gt; Markusa Zusaka - mocna naiwna i prezentująca oczywistości jako prawdę objawioną. Bardzo ta powieść kojarzyła mi się z "Alchemikiem", za którym również nie przepadam. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;W kolejce czekają &lt;strong&gt;"Achtung! Banditen!"&lt;/strong&gt; Wojciecha Albińskiego oraz &lt;strong&gt;"Lekcje ciemności"&lt;/strong&gt; Dariusza Czai. To z tych ambitniejszych pozycji. Za czytadła robią &lt;strong&gt;"Marina"&lt;/strong&gt; Zafona oraz &lt;strong&gt;"Na ratunek"&lt;/strong&gt; Sophie Hannah.&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;/p&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SzKI8u4iNlI/AAAAAAAACC4/GG_B5eQzIwY/s1600-h/Achtung-Banditen_Wojciech-Albinski,images_big,25,978-83-7414-715-6.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SzKI8u4iNlI/AAAAAAAACC4/GG_B5eQzIwY/s1600-h/Achtung-Banditen_Wojciech-Albinski,images_big,25,978-83-7414-715-6.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;p align="left"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SzKJkgFKnrI/AAAAAAAACDQ/ok8PON-rlVE/s1600-h/Marina_Carlos-Ruiz-Zafon,images_big,29,978-83-7495-770-0.jpg"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SzKI8u4iNlI/AAAAAAAACC4/GG_B5eQzIwY/s1600-h/Achtung-Banditen_Wojciech-Albinski,images_big,25,978-83-7414-715-6.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tak w skrócie. Pozdrawiam i proszę o jeszcze odrobinę cierpliwości:)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-6413951695698904248?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/6413951695698904248/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=6413951695698904248' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6413951695698904248'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6413951695698904248'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/12/i-w-koncu-mamy-swieta-no-prawie.html' title='I w końcu mamy święta! No prawie.'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-5521832400227732554</id><published>2009-11-29T19:31:00.000+01:00</published><updated>2009-11-29T19:31:54.752+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='proza życia'/><title type='text'>Einstein, książki i ... obowiązki</title><content type='html'>No tak, nie było mnie. A gdzie byłam, jak mnie nie było? Niestety, ani to wycieczka na Hawaje czy lot w kosmos (choć pewnie za karę można by mnie tam wystrzelić;) - zwyczajnie i po prostu nie miałam czasu. Do tego zanosi się na to, że poprawa możliwa będzie dopiero...  w lutym? Może trafi mi się parę dni wytchnienia, to postaram się tutaj pojawić. To jest ta wersja najpaskudniejsza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta, powiedzmy bardziej różowa, zakłada, że mniej więcej od połowy grudnia będę już panią własnego czasu. Za to trzymam kciuki:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zaglądam ani na swojego bloga ani na Wasze, bo wiem, czym mi to grozi ;) Postanowiłam sobie, że gdy już się wszystko uspokoi pomalutku będę sobie czytała Wasze... archiwa:)&lt;br /&gt;I wierzcie lub nie, ale tym się pocieszam i na to czekam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Larssona przeczytałam, ale od tego czasu do listy dopisać mogę jedynie "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rozbite okno&lt;/span&gt;" Deavera (raczej nie zostanę wielbicielką tandemu Amelia/Lincoln). Doczytuję "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Godzinę czarownic&lt;/span&gt;", która miewa swoje wzloty ale i upadki. Mój główny zarzut to maniera pisarki, pasująca chyba jedynie przy tworzeniu telenoweli. Za długie i często o niczym - ale czekam na wątki toczące się w Nowym Orleanie i chyba jedynie dlatego jeszcze nie rzuciłam tej powieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słucham namiętnie "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Narrenturm&lt;/span&gt;" - to nie typowy audiobook, to raczej teatr radiowy z całą plejadą aktorów, muzyką, odgłosami deszczu, palącego się ogniska... cudowna sprawa! Polecam gorąco. Nawet tym, którzy stronią od fantastyki, bo to raczej powieść historyczna z domieszką folkloru ludowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby nie natłok pracy, byłabym teraz we Wrocławiu na &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Festiwalu Kryminału&lt;/span&gt; :( Co prawda Mankell zrejterował ale i tak program jest niezwykle ciekawy: chciałabym choćby posłuchać, co ma do powiedzenia taka Leena Lehtolainen czy nasza rodzima Olga Tokarczuk. Albo zobaczyć i się przekonać, czy Jens Lapidus rzeczywiście jest taki przystojny, jak na fotce zamieszczonej w książce? (przy możliwościach Photoshopa może się przecież okazać pryszczatym, świńskim blondynem). Świetlicki, Wollny, Śliwiński, Grin... no żyć nie umierać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to postawiłam się i wyrwałam na spotkanie z Małgorzatą Szejnert i Jerzym Illgiem. Och, było cudnie:)&lt;br /&gt;Zwłaszcza Illg jest prawdziwym samograjem. Zarzuca mu się snobizm i "chwalipięctwo", ale pokażcie mi człowieka, który pisząc frazę, w której musi się zmieścić zestaw taki jak: "ja, Miłosz, Szymborska, spotkanie" nie sprowokuje do określonego odzewu. "Wow" to odzew z tych najbardziej lajtowych ;).&lt;br /&gt;Szejnert z kolei jest... posągowa. Trudno mi ją opisać, ale ciesze się niezmiernie, że miałam możliwość posłuchania jej a z Illgiem pośmiania się na dokładkę. Fantastyczni ludzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co Einstein ma z tym wszystkim wspólnego? Ano ma. Bo jak by mi było mało, władowałam się jeszcze w kolejny remont. Duży pokój ma już odświeżone ściany, nowe meble już stoją ale mój pokój wciąż jest "przed". Mam już farbę i tapetę (zamiar: trzy ściany w kolorze brudnego wrzosu, jedna wytapetowana na ciemny fiolet ze srebrnymi maziajami) ale nie mam pojęcia co zrobić z książkami? Gdzie  je przetransportuję na czas remontu? I tutaj właśnie pan Einstein wchodzi na scenę. 700 woluminów to dużo czy mało? Dla czytelnika: mało, zdecydowanie za mało, ale już dla remontującego członka ekipy: w cholerę dużo!&lt;br /&gt;Wypisz, wymaluj: relatywizm. Gdyby tak mi tłumaczono fizykę w szkole, wybrałabym inny kierunek studiów ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na dokładkę: znalazłyśmy już suknię ślubną dla mojej siostry. Pokazałabym ją Wam, ale pan młody jeszcze jej nie widział, bo to niespodzianka, więc lepiej nie kusić losu:) Ale jest cudowna! Po przymierzeniu z 50 egzemplarzy, siostra była już mocna "zdenerwowana". Nie tym, że nie ma ładnych sukien. Są, i to od groma i trochę. Ale żadna nie była "tą jedyną". Z tych 50 odrzuciłyśmy jedynie z 10. Pozostałe 40 trafiały na listę: do zastanowienia się. Horror!&lt;br /&gt;Aż w końcu... założyła kolejną i powiedziała, że tej już nie ściąga :) Pod koniec czerwca zasypię Was fotkami:) Sukienka kojarzy mi się ze stylem Audrey Hepburn. Piękna, ale niezwykle subtelna i wysmakowana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to na razie tyle. Wracam do kieratu, ale pamiętam O Was i postaram się odezwać, jak tylko będę miała czas. A potem... ja, książki i Wasze blogi. To też fraza, która nieodmiennie wywołuje u mnie jedyny możliwy odzew: Wow!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ściskam gorąco, tęskniąca Inblanco&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-5521832400227732554?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/5521832400227732554/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=5521832400227732554' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5521832400227732554'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5521832400227732554'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/11/einstein-ksiazki-i-obowiazki.html' title='Einstein, książki i ... obowiązki'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-6398469789879020090</id><published>2009-10-21T20:32:00.000+02:00</published><updated>2009-10-21T20:33:20.762+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='o książkach'/><title type='text'>Mam, mam, mam!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/St9TBhH8iRI/AAAAAAAACBs/pzpIgLy6JVg/s1600-h/Zamek-z-piasku-ktory-runal_Stieg-Larsson.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 208px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/St9TBhH8iRI/AAAAAAAACBs/pzpIgLy6JVg/s320/Zamek-z-piasku-ktory-runal_Stieg-Larsson.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5395122164149815570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem jak Wy, ale ja już dokładnie wiem, co będę robiła przez kolejne 24 godziny.&lt;br /&gt;Plan jest jeden i skrystalizował się po wizycie w Empiku, który ma już w sprzedaży 3 część Millenium Stiega Larrsona, czyli &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Zamek z piasku, który runął"&lt;/span&gt;!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/St9Tcis0soI/AAAAAAAACB8/lm9kcIBCOwg/s1600-h/ray_charles9.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 198px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/St9Tcis0soI/AAAAAAAACB8/lm9kcIBCOwg/s200/ray_charles9.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5395122628429394562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za chwilę zacznę czytać: mam już przygotowane wiadro herbaty, dwie płyty ocieplające mroźne skandynawskie klimaty, czyli Raya Charlesa i jego &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Genius loves company&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"&lt;/span&gt; oraz Elli Fitzgerald &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Ella Fitzgerald Si&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;ngs the George and Ira Gershwin Songbook"&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/St9TqoJkDNI/AAAAAAAACCE/gKNDGF2O3wY/s1600-h/ellaF.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 200px; height: 178px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/St9TqoJkDNI/AAAAAAAACCE/gKNDGF2O3wY/s200/ellaF.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5395122870410284242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze czekolady i paluszków z makiem, ale odpokutowuję wcale nie tak dawne łasuchowanie. Wiadro herbaty ma wystarczyć :(&lt;br /&gt;Idę czytać, czytać, czytać...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-6398469789879020090?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/6398469789879020090/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=6398469789879020090' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6398469789879020090'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6398469789879020090'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/10/mam-mam-mam.html' title='Mam, mam, mam!'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/St9TBhH8iRI/AAAAAAAACBs/pzpIgLy6JVg/s72-c/Zamek-z-piasku-ktory-runal_Stieg-Larsson.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-3269172606471296716</id><published>2009-10-18T22:35:00.000+02:00</published><updated>2009-10-18T22:37:10.456+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos za stosem'/><title type='text'>Nie jeden, a dwa. Stosiki.</title><content type='html'>Ostatnio wzbogaciłam się o:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(ale nim zacznę wyliczać od razu uspokoję, to nie tylko efekt zakupów, bo bym zbankrutowała, niestety ;) W obu wieżyczkach są również i zbiory biblioteczne)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;STOSIK NR 1&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/StdU5u6ML0I/AAAAAAAACBk/wnA0BYz1vKE/s1600-h/stosik18B.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 394px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/StdU5u6ML0I/AAAAAAAACBk/wnA0BYz1vKE/s400/stosik18B.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392872429620834114" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(można kliknąć)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;1. Sylwia Chutnik "Kieszonkowy atlas kobiet"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;2.Kazimierz Orłoś "Dziewczyna z ganku"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;3. Ida Fink "Wiosna 1941"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;4. Erri De Luca "Montedidio"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;5. Bohdan Sławiński "Królowa Tiramisu"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;6. Jacques Chessex "Wampir z Ropraz"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;7. Catrin Collier "Ostatnie lato"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;8. Michał Komar "Wtajemniczenia"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;9. Martha Grimes "Pod Anodynowym Naszyjnikiem"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;10. Anne Rice "Godzina Czarownic"&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;STOSIK NR 2&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/StdUxMPTtUI/AAAAAAAACBc/chjL99a6_oI/s1600-h/stosik18A.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 380px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/StdUxMPTtUI/AAAAAAAACBc/chjL99a6_oI/s400/stosik18A.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392872282875213122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;1. Ian McEwan "Amsterdam"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Ian McEwan "Pierwsza miłość, ostatnie posługi"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Ian McEwan "W pościeli"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Katharine McMahon "Róża Sewastopola"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Camilla Lackberg "Księżniczka z lodu"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Wojciech Jagielski "Nocni wędrowcy"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Kate Morton "Zapomniany ogród"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Christian Jungersen "Wyjątek"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Chyba nie da się ukryć, jaki autor ostatnio mną zawładnął?&lt;br /&gt;A jesień może się wypchać P:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-3269172606471296716?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/3269172606471296716/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=3269172606471296716' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3269172606471296716'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3269172606471296716'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/10/nie-jeden-dwa-stosiki.html' title='Nie jeden, a dwa. Stosiki.'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/StdU5u6ML0I/AAAAAAAACBk/wnA0BYz1vKE/s72-c/stosik18B.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-5967229680813516848</id><published>2009-10-15T12:10:00.000+02:00</published><updated>2009-10-15T12:10:00.221+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Zła krew" Grzegorz Gortat</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/StbzmHlIM1I/AAAAAAAACBU/Vaqp7IUsulY/s1600-h/Zla-krew_.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 230px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/StbzmHlIM1I/AAAAAAAACBU/Vaqp7IUsulY/s320/Zla-krew_.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392765440018101074" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Moja babcia miała pewne magiczne pudełko, którego pragnęłam nade wszystko. Czarne, z nadal widocznymi złotymi i czerwonymi wzorkami, pomimo że farba w wielu miejscach była już wytarta.&lt;br /&gt;W zasadzie zwykła, blaszana puszka po herbacie - a dla mnie idealne miejsce na skarby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście przedmiot pożądania w końcu stał się moją własnością i biegałam z nim przez kilka dni, rozkoszując się dźwiękami, jakie wydawały toczące się w puszce zdobycze.&lt;br /&gt;Najcenniejszy był eliksir - niewprawne oko wprawdzie mogło stwierdzić, że flakonik (pusta buteleczka po "perfumach" z ZSRR) jest pusty, ale ja wiedziałam swoje: gdy zajdzie potrzeba z buteleczki uda mi się wycisnąć ostatnią kroplę tego cennego daru. Kto wie? Może uratuję życie jakiemuś zbłąkanemu księciu? ;)&lt;br /&gt;Do czarów mogło również posłużyć jojo, kupowane podczas odpustów: było kolorowe, owinięte w folię a za sznurek do pociągania służyła gumka. Fałszywe jojo, które zawsze psuło się w ten sam sposób: odrywała się gumka i zostawała mi do zabawy jedynie miękka piłeczka. Ale szeleściła i uwodziła barwami, więc była cenna.&lt;br /&gt;Miałam tam jeszcze ułamany guzik z błękitnej masy perłowej, historyjki z gumy Donald (ależ one pachniały!), kredkę świecową w jedynym wówczas właściwym kolorze, czyli ... różowym:) Pewnie były i inne skarby, ale już ich nie pamiętam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego o tym piszę? Bo to niesamowite, jak bardzo zmienia się postrzeganie świata. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Percepcja dziecka  a dorosłego, to jakby dwie alternatywne rzeczywistości&lt;/span&gt;. I mam nieodparte wrażenie, że teraz przyszło mi żyć w znacznie uboższej wersji rzeczywistości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przypomniało mi się to wszystko, podczas lektury &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Złej krwi"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gortat w swojej książce narratorem uczynił małego chłopca, urodzonego w latach 50. ubiegłego wieku. Dorastał w okresie, kiedy pamięć o wojnie wciąż była żywa a socjalizm się panoszył i rozpychał. Straszne czasy, o których niby już wszystko napisano i nie można dodać nic nowego. Temat przez to pewnie i nudny, bo ileż można czytać o biedzie czy propagandzie w czasach Polski Ludowej? &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Zła krew"&lt;/span&gt; nie jest książką przełomową, która by pokazała nieznany mi dotąd fragment tamtej rzeczywistości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, ale jest niezwykła, bo pokazała ów świat oczami małego chłopca, który codzienność PRL-u zamknął w magicznej, blaszanej puszce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"Nadjeżdża tramwaj. Biegiem puszczamy się do przystanku. masa żelastwa, która w ciemnosci sunie ze zgrzytem prosto na nas, napawa mnie lękiem".&lt;/blockquote&gt;Ten "żelazny smok" dołączył do kolekcji Michała, młodego bohatera powieści. Jego zbiory bowiem to nie tylko kolorowe szkiełka udające rubiny, wykradzione w krwawej walce z rąk groźnych piratów, to także &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;strachy i lęki&lt;/span&gt;, które zazwyczaj nie mają dostępu do świata dorosłych.&lt;br /&gt;To również &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;dziwy i cuda&lt;/span&gt;, nad którymi młody Michał nie może przejść obojętnie, bo i jak?&lt;br /&gt;Wizyta prawdziwego Francuza z Francji, walka bokserska pomiędzy Polakiem a Murzynem z Brazylii, pokaz siłacza o ogromnej mocy - wszystko to grzechotało w metalowej puszce bohatera i nadawało niezwykłego szlifu prozaicznym przecież zdarzeniom.&lt;br /&gt;Tęsknię za takim postrzeganiem rzeczywistości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale świat, w którym przyszło dorastać bohaterowi nie zawsze pozwalał na ubarwianie go  własną wyobraźnią. Nawet z tej dziecięcej perspektywy widoczne były &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;absurdy i nieludzkość "socjalizmu z ludzką twarzą"&lt;/span&gt;, nie zmniejszyła się siła nienawiści, którą tak wielu żywiło do ludzi niepasujących do owych czasów, do tych, którzy nie chcieli się dostosowywać.&lt;br /&gt;Podobała mi się też odwaga autora w konsekwentnej kreacji głównego bohatera. Michał jest interesującym, ciekawym świata dzieckiem, ale bywa też okrutny i tchórzliwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytułowa zła krew to fatum ciążące nad bohaterem. Wychowywany przez matkę, bo rodzice się rozwiedli z powodu pijaństwa i ogólnej mierności ojca, wciąż się zastanawiał, kiedy do głosu dojdą cechy odziedziczone po nieobecnym rodzicielu. Nawet miłość do literatury była czymś podejrzanym, bo jego własny ojciec też uwielbiał czytać... Nie znaczy to jednak, że Michał wykorzystywał swoje "przeklęte dziedzictwo"  do rozgrzeszenia i przyzwolenia. Nie, każdy zły czyn, każde niewłaściwe zachowanie było gorączkowo roztrząsane i analizowane: czy właśnie ostatecznie poddał się truciźnie czy wciąż ma szansę na odcięcie się od niej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten sam problem autor umieścił na znacznie szerszej płaszczyźnie. Drugim narratorem, który na kilka chwil przejmuje opowieść od Michała, jest Żyd Johann Fajner:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Złej krwi nie można mieszać z dobrą. Jak człowiek coś takiego usłyszy, to z początku gotów pomyśleć: no, to wcale nie takie głupie. Dolej kubek zepsutego wina do stągwi dobrego, a całą stągiew zakwasisz. Ale wino to nie krew. No i ile trzeba by tej złej krwi, żeby zepsuła dobrą? Czy wystarczy kropla z palca? A może kubek? Albo dwa? Tego się nie da zmierzyć. Ale jak się zrobiło jeden krok, dlaczego nie zrobić następnego? Żeby mieć pewność, stuprocentową pewność, musimy wytoczyć całą złą krew, postanowili, niech nic nie zostanie, ja takiego sposobu myślenia nie rozumiem, ja nawet nie podejmuję się go wytłumaczyć, ja ci tylko słowo w słowo powtarzam. Nie potrafię wskazać w całej tej ideologii jednego punktu, wobec którego rozum by się nie buntował. A czy w takiej sprawie, py-tam, potrzebny byłby aż wybitny rozum? Skazać syna za winy ojca, bo niby w ich żyłach płynie ta sama krew — mądrze to tak? A co dopiero odnieść ten punkt widzenia do całego narodu?&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Fajner po raz pierwszy doświadczył ostracyzmu w czasach młodości, bo nie chciał podporządkować się woli ojca i tak jak on spędzić całego życia na studiowaniu świętej księgi. Wybrał inną drogę: został pisarzem. Po wojnie, po powrocie do Łodzi, po raz kolejny spotyka się z odrzuceniem. Tym razem przez sąsiadów, którzy zawsze wskazują palcem na Żyda. No i nadchodzi rok 1968...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieszkańcy kamienicy Michała to&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; zbiór rozmaitych i ciekawych person&lt;/span&gt;. Spostrzeżenia na ich temat, którymi dzieli się bohater bywają naprawdę zabawne. Właśnie dzięki tej wspomnianej już przeze mnie dziecięcej perspektywie, ludzie ci staja się mniej straszni w swoim ograniczeniu, pysze i zawiści. Ten zabieg naprawdę udał się autorowi, bo choć groza obecna jest prawie na każdej karcie tej książki, to jednak odpowiednio łagodzi ją Michał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytelnik przecież i tak wie, co się wydarzyło w marcu 1968 roku,  zna hasła, które głosiła ówczesna władza, jest świadomy ówczesnej reakcji społecznej.&lt;br /&gt;To dzięki głównemu bohaterowi, który przytacza dialogi,  nowomowa komunistów wydaje się śmieszna:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Ludzie sieją panikę, uspokajał towarzysz Policki. Nawet w socjalistycznym kraju trafiają się degeneraci. Niech komuś się nie wydaje, że władza ludowa i z takimi nie potrafi sobie poradzić. Natomiast seryjni mordercy, zaznaczył, zdarzają się wyłącznie na Zachodzie, stanowiąc dobitną ilustrację nawarstwiania się problemów społecznych w kapitalizmie, wypaczeń w gospodarce i sferze socjalnej, za którymi stoi odhumanizowany kapitał, to nieludzkie narzędzie odpowiedzialne za nierówny podział dóbr, ciemiężenie tamtejszej klasy pracującej.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Grzegorzowi Gortatowi udało się pokazać Polskę z przełomu lat 50 i 60, jako miejsce nie do końca złe i okropne. Nie uciekł od trudnej i brzydkiej prawdy o tamtych czasach; pisał o uwikłaniu się wielu przyzwoitych ludzi w układy i zależności, ale to były też czasy, kiedy to sąsiedzi spotykali się, by razem pooglądać telewizję, by porozmawiać, pewnie też i by się pochwalić nową meblościanką, ale czy to aż taki straszny grzech?&lt;br /&gt;Napiętnowane zostały wydarzenia marcowe i nieprawdopodobne konsekwencje roku 1968. Autor nie miał złudzeń, nie unika jednoznacznej oceny takich i podobnych zachowań, ale pokazuje jednocześnie, że można z owych pogardzanych czasów wyłuskać kilka skarbów, by  zamknąć je w blaszanej puszce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie jest cukierkowy obraz świata, z krawędziami wygładzonymi przez idylliczne dzieciństwo, bo nawet owo  magiczne pudełko w końcu okazuje się tylko starą, porysowaną i powgniataną puszką po herbacie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-5967229680813516848?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/5967229680813516848/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=5967229680813516848' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5967229680813516848'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5967229680813516848'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/10/za-krew-grzegorz-gortat.html' title='&quot;Zła krew&quot; Grzegorz Gortat'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/StbzmHlIM1I/AAAAAAAACBU/Vaqp7IUsulY/s72-c/Zla-krew_.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-9101212160835382355</id><published>2009-10-14T19:27:00.002+02:00</published><updated>2009-10-14T19:32:33.115+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='o książkach'/><title type='text'>Cytat z Gortata</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/StYKah0LyxI/AAAAAAAACBM/bynUH8avTUA/s1600-h/Zla-krew_.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 230px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/StYKah0LyxI/AAAAAAAACBM/bynUH8avTUA/s320/Zla-krew_.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5392509054692870930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Właśnie piszę notatkę o wrażeniach, których mi dostarczyła lektura książki Gortata pt. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Zła krew"&lt;/span&gt;. Piszę i piszę i wyszło mi strasznie długie a to i tak jeszcze nie podzieliłam się wszystkimi refleksjami. Rozbijam więc wpis na dwa i teraz podaruję Wam jeden z najpiękniejszych fragmentów tej książki, przynajmniej wg mnie. Jest o miłości do książek i o początku pięknej przyjaźni z "Braćmi Karamazow". Narrator ma tutaj 11 - 12 lat?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co zaznaczyłam wytłuszczonym drukiem - ileż razy ja dokonywałam takich kalkulacji?&lt;br /&gt;I założę się, że większośc z Was robila tak samo:)  Święta Bozego Narodzenia zawsze pachniały piernikiem, pomarańczami, choinką ale i stosem książek, cierpliwie wybiernych w bibliotece.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote style="color: rgb(153, 51, 153);"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Sawończuk wypożyczał mi książki bez słowa komentarza. Ani zachęcał, ani odradzał — ograniczał się do buchalterii. Kiedy położyłem przed nim na stole Braci Karamazow, z każdego tomu wyjął karty biblioteczne przepisał sygnatury na moją kartę czytelnika. Gotowe. Na Karamazowów trafiłem przypadkiem. Trzy grube tomy przyciągały uwagę. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Zbliżało się Boże Narodzenie, trzy opasłe tomiska to w sumie ponad tysiąc stron tekstu, czytania na dwa tygodnie.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; Dostojewski? Nie znałem. „Historia pewnej rodzinki", przeczytałem na pierwszej stronie. Fiodor Pawłowicz Karamazow, przeczytałem, żenił się dwa razy, miał trzech synów, przeczytałem, byt typem nikczemnym i rozpustnym, hulał, pił i łajdaczył się, czytałem z rosnącym zainteresowaniem, kłamał, bałamucił i oszukiwał, obie żony doprowadził do śmierci, o wychowanie synów troszczył się tyle co nic, wreszcie spotkał go tragiczny i niewyjaśniony zgon. Niosłem Karamazowów na nasze poddasze, które mama w przypływie dobrego humoru nazywała mansardą, wdychałem zapach kleju i farby drukarskiej, czterech Karamazowów w trzech solidnych tomach wdrapywało się ze mną po wypaczonych schodach, w półmroku, trzymając się chwiejnej poręczy. Dostojewski — mistrz prozy psychologicznej, przeczytałem w szkolnej encyklopedii. Przeżył pełne sześćdziesiąt lat, był więc jednym z tych starych pisarzy, oświeconych starców, dla których poligonem doświadczalnym stało się własne życie.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że choć na moment zapomnieliście o paskudnej aurze za oknem. Jeśli nie, to może dodam, że jakby nie patrzeć, święta Bożego Narodzenia już tuż, tuż... ;)&lt;br /&gt;A &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Zła krew"&lt;/span&gt; jest naprawdę dobra! Jutro opowiem o niej więcej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-9101212160835382355?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/9101212160835382355/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=9101212160835382355' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/9101212160835382355'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/9101212160835382355'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/10/cytat-z-gortata.html' title='Cytat z Gortata'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/StYKah0LyxI/AAAAAAAACBM/bynUH8avTUA/s72-c/Zla-krew_.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-6641058342846831696</id><published>2009-10-08T21:47:00.002+02:00</published><updated>2009-10-08T21:56:25.774+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Intruz" Stephenie Meyer</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Ss5AYhLfVZI/AAAAAAAACA8/jN7fGGq0fzI/s1600-h/Intruz_..jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 182px; height: 280px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Ss5AYhLfVZI/AAAAAAAACA8/jN7fGGq0fzI/s400/Intruz_..jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5390316593976661394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Biblioteka miała tylko jeden egzemplarz tej książki a internetowy katalog uprzejmie pokazywał, że w kolejce zamawiających ustawiło się... 7 osób. Może to nie dziki tłum, ale pierwszy raz dane mi było zobaczyć na własne oczy taką cyfrę przy zamówieniach. Wcześniejszy rekord też należał do Meyer i jej "Zaćmienia" (5 osób).&lt;br /&gt;Potem długo, długo nic i... na trzecim miejscu książka Pollacka "&lt;span id="kitek"&gt;&lt;span id="kitek"&gt;Po Galicji. O chasydach, Hucułach, Polakach i Rusinach" ale tutaj tłum ograniczył się do 3 osób ;)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;I choć nie przebrnęłam przez I tom sławnego cyklu wampirzego, uznając, że Meyer kiepsko pisze  i jeszcze bardziej kiepsko konstruuje bohaterów, niespodziewanie dla siebie poczułam się zaintrygowana "Intruzem".&lt;br /&gt;Czy to ta lista oczekujących? Nie wiem. A może pogoda? Spadające ciśnienie? ;)))&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(jakoś w Polsce wiele rzeczy zrzuca się na ciśnienie, zauważyliście? ;) &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy więc nadarzyła się okazja, by przeczytać tę powieść nie dałam się długo prosić. I wbrew obawom i z dużym zaskoczeniem powiem, że podobało mi się :) Nadal mam duże zastrzeżenia co do umiejętności Meyer, wciąż nie ciągnie mnie do poznawania historii Belli i Edwarda, ale &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Intruz"&lt;/span&gt; okazał się przyjemnym wypełniaczem czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To opowieść sf:  nie ma tutaj jednak ani statków kosmicznych  ani opisów nowych technologii. Jeśli musiałabym jakoś określić gatunek, do którego należy "Intruz" byłaby to &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;fantastyka humanistyczna&lt;/span&gt;. Meyer zdecydowanie interesuje kondycja moralna współczesnego człowieka; to, jak bardzo jesteśmy winni zła wyrządzanego innym ludziom, sobie samym, planecie. Jej ocena jest miażdżąca, choć tli się też płomyczek nadziei, że Człowiek może nie jest całkowicie spisany na straty...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętacie &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Piąty element"&lt;/span&gt; Bessona gdy bohaterka grana przez Millę Jovovich ogląda telewizję? I widzi wojny, głód, choroby, nienawiść? Była przerażona, zszokowana, przejęta. Podobnie reagują Obcy, którzy w powieści Meyer dokonali bezkrwawej inwazji na Ziemię, niejako "za karę".&lt;br /&gt;Intruzi potrzebują do egzystowania ciała, potrzebują żywiciela, w którego się wcielają: dosłownie i w przenośni. Opanowując człowieka, poznają jego przeszłość, emocje, pragnienia i pomimo oburzenia przemocą, która wg obcych dominowała czy wręcz rządziła życiem na Ziemi, są zachwyceni doznaniami, które wiążą się z byciem człowiekiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak nie każdy nosiciel pokornie się poddaje: i właśnie o takiej niesfornej nosicielce imieniem Melanie oraz zamieszkującej jej ciało i umysł obcej o imieniu Wagabunda jest to historia. Historia bardzo ciekawa i pomysłowa (choć z pewnością nie oryginalna, ale mi to nie przeszkadzało), jednak z powodzeniem mogłaby autorka ją skrócić o jakieś 200-300 stron. W pewnym momencie okazuje się bowiem, że nasza bohaterka po prostu przemieszcza się z jednego pomieszczenia do drugiego, po drodze natykając się na różnych ludzi, z czego niewiele wynika. I robi tak przez dłuuuugi czas, zbyt długi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym argumentacja autorki nie bardzo trzyma się, za przeproszeniem, kupy. Wg niej Obcy to dobre, pozytywnie myślące istoty, w których nie ma za grosz złości i agresji - na tym buduje owe postaci i tak uzasadnia ich zachowania. Najmniejszy objaw przemocy wywołuje u nich ogromny wstrząs - no więc skoro tak, to jakim cudem "likwidują" rozumną rasę? Wiedząc, że ludzie oprócz nienawiści znają też inne silne uczucia: miłość, oddanie, wierność, zaufanie. Jednym słowem poznają możliwości człowieka i... nic. Nie ma wyrzutów sumienia, próby wycofania się z inwazji. Hmmm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co mi się podobało? Pomysł &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;koegzystencji&lt;/span&gt;: Melanie i Wagabudny - ich wzajemne relacje, odkrywanie siebie nawzajem, uczenie się. Zwyczajnie byłam też ciekawa, jak to się wszystko zakończy? Czy miłość i dobro zatriumfuje*?  Machałam ręką na nielogiczności w zachowaniu wspólnoty, która stworzyła coś na kształt pierwotnego plemienia i pomysłowo radziła sobie z przetrwaniem a do której dociera Wanda (czyli 2 w 1= Melanie + Wagabunda).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strasznie chciałam wiedzieć, co się dalej wydarzy i to największa zaleta tej powieści.&lt;br /&gt;Ma ciekawą fabułę, ale poza truizmami niewiele w niej znalazłam. Jednak jako wciągająca opowieść się broni i ja nie żałuję wcale ale to wcale, że ją przeczytałam :) &lt;span style="font-style: italic;"&gt;(ale to pewnie wina spadającego ciśnienia;)))&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Na jesienny ponury wieczór sprawdza się niczym pachnące wanilią krówki:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Czy forma zatryumfuje jest jeszcze stosowana? Czy to już przesadny archaizm? Ciekawe.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-6641058342846831696?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/6641058342846831696/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=6641058342846831696' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6641058342846831696'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6641058342846831696'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/10/intruz-stephanie-meyer.html' title='&quot;Intruz&quot; Stephenie Meyer'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Ss5AYhLfVZI/AAAAAAAACA8/jN7fGGq0fzI/s72-c/Intruz_..jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-1212092794456384676</id><published>2009-10-06T17:12:00.000+02:00</published><updated>2009-10-06T17:15:04.837+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spotkania autorskie'/><title type='text'>Paweł Huelle: melancholijny Człowiek Północy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/83LwFf5eiPg&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/83LwFf5eiPg&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;źródło : Opolska Telewizja Internetowa&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;W zeszłym tygodniu wybrałam się na spotkanie autorskie, chcąc poznać autora rewelacyjnego &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Weisera Dawidka"&lt;/span&gt; - powieści, którą zachwycałam się w czasie studiów. Huelle potrafi pięknie opowiadać: o sobie, literaturze, malarstwie, swoich marzeniach, wzlotach i upadkach.&lt;br /&gt;Spotkanie, które prowadziła Dorota Różycka,  rozpoczęło się od deklaracji pisarza, że silnie odczuwa przynależność do Północy. Jest, jak stwierdził, Człowiekiem Północy, który od pewnego czasu cierpi na głęboką melancholię, spowodowaną... marzeniem o Południu:). To konflikt, który jak obrazowo ujął Huelle, można oddać za pomocą dwóch filmowców: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bergman kontra Fellini&lt;/span&gt;. I już na wstępnie mnie tym kupił;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy raz byłam też na spotkaniu, podczas którego autor czytał swoje dzieła. Huelle "odegrał" z podziałem na role pokaźny fragment niepublikowanego dotąd opowiadania* i wyszło mu to fantastycznie! Mnie najbardziej podobał się moment, kiedy udawał rosyjskiego urzędnika z okresu carskiej Rosji: dudnił wówczas głębokim basem - nie stroniąc od nadawania głosowi cieńszej barwy, gdy wymagał tego tekst.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otwarcie opowiadał o swoich mistrzach literackich, do których zalicza przede wszystkim: Nabokova, Manna, Hrabala. Jego utwory zresztą doskonale korespondują z tym zauroczeniem, bo wystarczy  przywołać choćby &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Castorpa"&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Mercedes-Benz. Z listów do Hrabala"&lt;/span&gt;. Wg Huellego literatura to podejmowany wciąż na nowo dialog: z innymi rodzajami sztuki, z innymi autorami i ich dziełami. Nie ma racji bytu więc coś takiego jak &lt;span style="font-style: italic;"&gt;dzieło oryginalne&lt;/span&gt;, bo w obecnych czasach wszystko jest już tylko wariacją na temat, który był przetwarzany wielokrotnie. Czy wobec tego współczesna literatura to tylko wtórność? Nie. Bo ów dialog, który od lat prowadzą ze sobą różni twórcy, może być niesamowicie ciekawy.&lt;br /&gt;Historia literatury dla pisarza to nic innego jak... pudło rezonansowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Huelle przyznał się także, że jest niespełnionym malarzem. Gdy był nastolatkiem wziął kilka lekcji u profesora rysunku i usłyszał, że jest zupełnie pozbawiony talentu w tym zakresie. Postanowił więc zostać poetą, bo jak twierdzi, poezja jest niczym esencja istnienia - żadna proza nie potrafi oddać tego, co w kilku wersach świetny wiersz. Jednym z jego ulubionych poetów jest mieszkający w Opolu &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tomasz Różycki&lt;/span&gt;, który również był na tym spotkaniu i na zakończenie miałam okazję usłyszeć kilka utworów obu tych literatów. Podobały mi się i to bardzo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale Huelle to przede wszystkim prozaik, choć jak sam siebie definiuje: prozaik, któremu nie udało się zostać poetą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście mam autograf, ale zapomniałam aparatu. Byłam zła, bo oświetlenie tym razem było fantastyczne i mogłabym szaleć do woli i zaprezentować Wam Huellego en face, z lewego i prawego profilu a nawet z &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Profil_perdu"&gt;profilu perdu&lt;/a&gt; ;)))&lt;br /&gt;(nie żeby był specjalnie piękny, bardziej chodziło by tutaj o moją niedawno odkrytą potrzebę "dokumentowania" wszystkiego;). Znalazłam jednak na you tube fragment tego spotkania, które rejestrowane było przez młodego człowieka reprezentującego &lt;a href="http://www.wizja.opole.pl/"&gt;Opolską Telewizję Internetową&lt;/a&gt;, o której to istnieniu wcześniej nie miałam pojęcia. A pomysł wydaje się świetny, więc trzymam za nich kciuki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* opowiadanie ukaże się nakładem Znaku. Jak twierdzi Huelle zadzwoniono do niego z wydawnictwa z prośbą o napisanie opowiadania z...  duszą, czym go bardzo zaskoczyli, i od razu zadał sobie pytanie, czy wobec tego inne jego utwory nie maja owej duszy? ;)&lt;br /&gt;Znak wyda w grudniu zbiór opowiadań (z duszą!) polskich prozaików, w tym będzie i "Do kresu" Huellego, którego fragment miałam okazję usłyszeć. I o ile się nie mylę, będzie to ta &lt;a href="http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2545,tytul,Pod%20dobr%C4%85%20gwiazd%C4%85.%20Opowiadania"&gt;książka&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na zakończenie wiersz Huellego, w którym pojawia się nie kto inny, jak Tomasz Różycki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Krasnogruda&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Gdy schodziłem w dół, do jeziora, słyszałem &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Dźwięk miedzianych trąbek i buczenie trzmiela. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Słońce. Słońce. A pod nim obłoki. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Sierpień. I była niedziela. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Dwór w zieleni pokrzyw.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Łopian. Lebioda. Pokrzyk belladonna. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Kościółek litewski. Droga bita żwirem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Wioska starowierów. Wileńska madonna. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;I brzmiały naraz różne głosy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Kobiety. Dzieci. Mężczyźni. I księża.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Także Poeta z ganku czytał wiersz&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;O miłości, co wszystko zwycięża. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Przeklęte niech będą słowa – „popiół”. „zapomnienie”, &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Tak jak „ nicość” i „pustka” – śpiewali chasydzi, &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Wirując na klepisku. Jaśniała gwiazda Wenus.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Pachniało zboże. Wszyscy byli żywi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;&lt;span&gt; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Gdy wracałem szosą, do domu, widziałem &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Nad łąką bociany i klucze żurawi. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 18pt;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Świerszcze. Świerszcze. Nad nimi obłoki. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;      &lt;em&gt;&lt;span style="font-size: 10pt; font-family: Verdana;"&gt;Sierpień. I Mesjasz, który nikogo nie zbawi.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-1212092794456384676?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/1212092794456384676/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=1212092794456384676' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/1212092794456384676'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/1212092794456384676'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/10/pawe-huelle-melancholijny-czowiek.html' title='Paweł Huelle: melancholijny Człowiek Północy'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-8667530815512393231</id><published>2009-09-30T12:08:00.000+02:00</published><updated>2009-09-30T12:08:42.570+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>Michael Grant  "Gone.Zniknęli"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SsMqlo7gSMI/AAAAAAAAB_w/D248y84bMcY/s1600-h/Gone-Znikneli-.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 211px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SsMqlo7gSMI/AAAAAAAAB_w/D248y84bMcY/s320/Gone-Znikneli-.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387196405395769538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Przed chwilą przeczytałam recenzję tej książki u &lt;a href="http://miastoksiazek.blox.pl/2009/09/Uwaga-wciaga-nie-zaczynaj-przed-weekendem.html"&gt;Padmy&lt;/a&gt;. I zgadzam się z Nią w 100 %.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzeczywiście, okładka jest koszmarna. Gdyby jeszcze miała nawiązywać do filmu, to zrozumiałabym taki chwyt marketingowy, bo wzrokowcy i wielbiciele kina, omijający zazwyczaj księgarnie, mogliby się na to złapać. Ale tak ?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Język również pozostawia wiele do życzenia. Jak dla mnie mocno zubożały, chociaż pojawiają się "trudne" słowa, które na bieżąco tłumaczy jedna z głównych bohaterek. Za Alice  zresztą ciągnie się pewien smrodek dydaktyczny, bo często jest ona tą, która objaśnia zagadnienia z różnych dziedzin (np. fizyki, biologii). Te edukacyjne wstawki mnie irytowały, ale jeśli nastolatkom do których książka jest skierowana, to nie będzie przeszkadzać, to już się nie czepiam. I od razu powiem, że nie jest tego dużo - łatwo w spiętrzeniu wydarzeń, które funduje czytelnikom autor, to zwyczajnie przeoczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy zaczęłam czytać, od razu pomyślałam: Świetnie! Dam książkę do przeczytania 12, 13-latkom. W trakcie lektury zaczęłam przesuwać granicę wieku: najpierw do gimnazjum, potem liceum, wreszcie czas studiów... ;))) Bowiem powieść z sf przemienia się w mrożący krew w żyłach horror. Jest strasznie i krwawo ale ciężko się oderwać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O czym jest książka? Oto pewnego dnia, nagle, znikają wszyscy dorośli oraz osoby powyżej 15 roku życia. Ci, którzy zostają są zdani tylko na siebie i wbrew pozorom nie mogą przestawić się na jakże początkowo oczywistą wersję życia pt. "wieczne wakacje" czy "słodkie leniuchowanie" - muszą zająć się choćby niemowlakami i małymi dziećmi. Trzeba stworzyć podwaliny nowego społeczeństwa: służbę zdrowia, straż pożarną, policję. A po władzę zazwyczaj sięgają niewłaściwi ludzie... I tak się również dzieje w Perdido Beach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zniknięcie dorosłych to jednak nie koniec niespodzianek. Zmianie ulega również przyroda,  niegdyś przyjazna, a przynajmniej niegroźna, staje się teraz jednym z głównych zagrożeń dla człowieka. Taki kot w bibliotece... niby chodzące uosobienie łagodności, powolności i melancholizmu - błąd! Słodki mruczuś zdecydowanie się zmienił. W co? He, he, he!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autor stworzył coś na kształt &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;współczesnego westernu&lt;/span&gt;, gdzie dzielny szeryf z grupką przyjaciół musi walczyć z bandą złych i lubujących się w zadawaniu bólu potworów, którzy przejęli władzę w miasteczku.&lt;br /&gt;Czy młodzi ludzie ulegli demoralizacji dopiero po zniknięciu dorosłych? Nie, ale wtedy puściły wszelkie bariery. Ci, którzy teraz oceniają zachowanie Caine'a i jego świty, nie maja siły przebicia, bo są tylko dziećmi, najczęściej wystraszonymi i obawiającymi się o własne życie. Na strachu właśnie Caine  buduje swoje imperium. Na szczęście pojawia się garstka odważnych.&lt;br /&gt;Ekipa Sama składa się z kilku osób, którym autor przypisał charakterystyczne cechy: geniuszka, złota rączka, tchórz, uzdrawiaczka. Takie szufladkowanie postaci znacznie ułatwiło pracę pisarzowi, ale pozostawia duży niedosyt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dużo się w tej książce dzieje, jedno wydarzenie goni następne&lt;span style="font-style: italic;"&gt;. &lt;/span&gt;Znikają dorośli, pojawiają się dziwne moce, zwierzęta ulegają całkowitej przemianie, żywność powoli się kończy, źli staja się jeszcze bardziej źli, ci, którzy zbłądzili otrzymują drugą szansę, do głosu dochodzą tajemnice z przeszłości, itd. Przypomina mi to teledysk, w którym kolejne obrazki pojawiają się i znikają z prędkością światła. Tzw. target powinien być zachwycony!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo kilku wad, książkę czytało mi się znakomicie: podziębiona siedziałam wczoraj do 1 w nocy, by móc się dowiedzieć, jak to się skończyło. I już nie mogę się doczekać kolejnej części, która będzie nosiła przyprawiający o dreszcze tytuł: Głód.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lektura powieści trochę przypomina mi te emocje, które wyzwalają się podczas obozowiska w lesie: wieczorem, przy ognisku, ktoś zaczyna snuć opowieść... straszna opowieść...&lt;br /&gt;Dlaczego tak bardzo lubimy się bać?&lt;br /&gt;:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-8667530815512393231?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/8667530815512393231/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=8667530815512393231' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/8667530815512393231'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/8667530815512393231'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/09/michael-grant-goneznikneli.html' title='Michael Grant  &quot;Gone.Zniknęli&quot;'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SsMqlo7gSMI/AAAAAAAAB_w/D248y84bMcY/s72-c/Gone-Znikneli-.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-3811028018855779293</id><published>2009-09-29T17:16:00.007+02:00</published><updated>2009-09-29T17:22:36.864+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='teatr'/><title type='text'>"Opowieści Lasku Wiedeńskiego" Ödön von Horwáth</title><content type='html'>Maja Kleczewska - reżyserka teatralna, laureatka Paszportu Polityki za 2006 rok. Wyreżyserowała m.in. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Makbeta"&lt;/span&gt; oraz &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Opowieści Lasku Wiedeńskiego"&lt;/span&gt; - wymieniam tutaj jedynie sztuki, które  były lub są wystawiane w opolskim Teatrze Dramatycznym im. Jana Kochanowskiego.&lt;br /&gt;Co ciekawe, każda jej opolska premiera wiąże się ze skandalem. Zarówno utwór Szekspira jak i Horwatha w interpretacji Kleczewskiej zostały ostro skrytykowane: za brutalność, wulgaryzmy, nagość, szarganie autorytetów, itd.&lt;br /&gt;Jakaś taka zaściankowość wychodzi przy tej okazji z krytykantów, moim zdaniem, żeby nie powiedzieć dosadniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja jestem zdeklarowaną wielbicielką talentu reżyserki. Jej postrzeganie świata jest pozbawione wszelakich złudzeń: nie ma więc miejsca na pocieszające poklepywanie po ramieniu, nie uda się również próba zdystansowania się od koszmaru, bo Kleczewska nie respektuje podziału na widzów i aktorów. O nie, wszyscy jesteśmy bohaterami tej samej sztuki, wszyscy bierzemy udział w tym samych wydarzeniach, współtworzymy je.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Opowieści Lasku Wiedeńskiego"&lt;/span&gt; powstały w 1931 roku  by zarejestrować, jak bestia  zwana faszyzmem podnosi swój ohydny łeb . Z tego, co się zorientowałam większość inscenizacji, umieszcza akcję właśnie w takim czasie i miejscu, jak zaproponował to autor.&lt;br /&gt;Kleczewska jednak przeniosła akcję do polskiego miasteczka, w czasy nam współczesne. I pokazała przerażający Polaków Portret Własny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SsIlbAEAMbI/AAAAAAAAB_o/hJNi5OyumLk/s1600-h/olw4.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SsIlbAEAMbI/AAAAAAAAB_o/hJNi5OyumLk/s320/olw4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386909250092020146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na scenie początkowo jest pusto. Po bokach stoją białe, plastikowe krzesła. Na lewo ustawiono 4 odbiorniki telewizyjne, które przez cały czas trwania przedstawienia są włączone. Dodatkowo, po prawej i po lewej stronie wymalowane są boksy startowe z numerami, na których czasami ustawiają się aktorzy w oczekiwaniu na swoje wejście. Z biegiem czasu pojawia się coraz więcej rekwizytów: deska do prasowania, suszarka, wózek, stoisko z watą cukrową, stoisko z gazetami i okularami przeciwsłonecznymi. Po fragmencie z wypoczynkiem na plaży, podłogę zaśmiecają stare gazety, jakieś szmaty, plastikowe kubki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sztuka ma wielu bohaterów, czasami na scenie kłębi się prawdziwy tłum. Dzięki temu widz zostaje w dwójnasób zaatakowany: z jednej strony przez chaos, gwar, tumult z drugiej przez pstrokaciznę, tandetną kolorystykę aktorskich kostiumów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SsIlVhYSvoI/AAAAAAAAB_g/qzbG6CA6pMc/s1600-h/olw3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SsIlVhYSvoI/AAAAAAAAB_g/qzbG6CA6pMc/s320/olw3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386909155956276866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka razy w trakcie przedstawienia bohaterem staje się tzw bohater zbiorowy. Scena jest we władaniu dzikiej sfory, która gotowa jest zarówno na tańce przy muzyce techno, popijanie piwka, śpiewanie pieśni patriotycznych jak i na lincz niepasującej do nich dziewczyny. Wszystko to robione jest z tym samym zaangażowaniem; energii starczy również by dać się ponieść entuzjazmowi, gdy na scenę wjeżdża papamobile z... Janem Pawłem II w środku. Ci sami ludzie wiwatują na cześć religijnego autorytetu, by za chwilę stać się uosobieniem skręcającej się z żądzy i egotyzmu pokraki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SsIlN34aAtI/AAAAAAAAB_Y/1bRzJhuf5Zw/s1600-h/olw2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SsIlN34aAtI/AAAAAAAAB_Y/1bRzJhuf5Zw/s320/olw2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386909024557597394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale nagle perspektywa się  zmienia i z tłumu wyłaniamy pojedyncze postaci, których losy uważnie śledzimy.&lt;br /&gt;Można więc zadać sobie pytanie: na ile udział w wydarzeniach konkretnych osób jest wynikiem ich samodzielnych i świadomych wyborów a na ile zadziałała psychologia tłumu? Nie wiem, czy to Horwath czy Kleczewska, ale konkluzja jest smutna: człowiek to zwierzę, zwierze stadne, którego do przodu gna chęć zdobycia dwóch "towarów": seksu i pieniędzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektóre sceny były, hm, śmieszne ale zdecydowanie przeważały takie, które mnie przerażały. Miałam ochotę zamknąć oczy i przeczekać, albo nawet uciec.&lt;br /&gt;Na mnie największe wrażenie zrobił taniec w stylu brazylijskim, wykonany przez aktorkę, która grała starzejącą się kobietę, wdowę, bojącą się starości i samotności. Jej kartą przetargową w zdobywaniu mężczyzn były pieniądze, ale nawet one nie zatrzymały Alfreda, małomiasteczkowego playboya i lenia. Ze strachu przed odrzuceniem próbuje uwieść młodego studenta....&lt;br /&gt;Światła gasną, jedyny strumień kieruje się na aktorkę, która pomału przypina sobie akcesoria: wściekle różowy pióropusz na głowę i drugi na pupę. Rozbrzmiewa samba... kobieta rozpoczyna swój taniec godowy: rozpaczliwy, porażający, uwłaczający. Aktorka, która odegrała tę scenę włożyła w nią całą swoją energię, tam nie było udawania, miarkowania. Niesamowite. Dosadne ale jakże prawdziwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jaka jest kondycja największej wartości w społeczeństwie, czyli rodziny? Mizerna. Ludzie skupiają się przy telewizji, tam toczy się życie rodzinne: przy grającym pudle się rozmawia o ważnych sprawach i przy nim spędza całe dnie. Na ożywienie można jedynie liczyć, gdy okaże się, że Hanka z "M jak miłość" postanowi się rozwieść a że własny syn jest bydlakiem? Nad tą kwestia bardzo łatwo przejść do porządku dziennego. Pocieszeniem może być smaczna kaszanka lub wskazanie winnych wszystkiego złego, czyli... Żydów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scena, która wywołała uśmiech? Gdy Alfred zakochuje się w Mariannie. Siedzą nad brzegiem jeziora (Alfred w uroczych panterkowych stringach:) i nagle Marianna zaczyna nucić melodię z filmu Antczaka "Noce i dnie". Na jeziorku są lilie... wiecie co było dalej? Tak. Alfred wszedł do wody i zaczął wyławiać lilie dla ukochanej, która wciąż nuciła znany wszystkim utwór. Cudne to było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SsIlFqsFFVI/AAAAAAAAB_Q/3s2bVZn28uI/s1600-h/olw1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SsIlFqsFFVI/AAAAAAAAB_Q/3s2bVZn28uI/s320/olw1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5386908883577279826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sztuka w interpretacji Kleczewskiej, w wykonaniu doskonałych aktorów, jest moim zdaniem fantastyczna. Mocna, pulsująca dźwiękiem i barwami, nabrzmiała od oskarżeń pod adresem współczesnego społeczeństwa, niezapomniana. Trudna, bo ciężko polubić bohaterów "Opowieści Lasku Wiedeńskiego" - ja najbardziej współczułam wdowie. Marianna, która teoretycznie miała być niewinną dziewczyną, mnie nie przekonała. I to moje jedyne zastrzeżenie: Judyta Paradzińska przerysowała postać, która przez to stała się groteskowa a nie wiarygodna w swoich pragnieniach doświadczenia prawdziwej, czystej miłości.&lt;br /&gt;Poza tym nie mam żadnych zastrzeżeń. Wspaniałe przedstawienie.&lt;br /&gt;Bis!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-3811028018855779293?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/3811028018855779293/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=3811028018855779293' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3811028018855779293'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3811028018855779293'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/09/opowiesci-lasku-wiedenskiego-odon-von.html' title='&quot;Opowieści Lasku Wiedeńskiego&quot; Ödön von Horwáth'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SsIlbAEAMbI/AAAAAAAAB_o/hJNi5OyumLk/s72-c/olw4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-5183220425890673595</id><published>2009-09-21T13:35:00.000+02:00</published><updated>2009-09-21T13:38:40.810+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='o książkach'/><title type='text'>Palác Knih</title><content type='html'>Nie opowiadałam Wam jeszcze jak to zostałam porwana? Czas to naprawić! Niestety, nie ma to żadnego związku z dramatycznym alarmem  &lt;a href="http://pchlitarg-katja.blogspot.com/2009/09/suchajcie-suchajcie.html"&gt;Katji127&lt;/a&gt;, który pozwolę sobie tutaj zacytować:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"... dziś w nocy przylatuje ufo i porywa najpiękniejsze kobiety. Wiem to na pewno. Ale Wy się nie bójcie niczego, nie lękajcie się&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; porwania i śpijcie spokojnie."&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Cudny tekst, prawda? :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czwartek wieczorem (10.09) kazano mi się spakować, zabierając rzeczy na 4 dni (czyli ile walizek potrzebowałam? Kto zgadnie? P;).&lt;br /&gt;W piątek rano wyruszyliśmy i po jakimś czasie już wiedziałam... Jedziemy do mojej ukochanej Pragi! Co z tego, że pełnej turystów, co z tego, że z nieuprzejmymi kelnerami, co z tego, że wypełnionej po brzegi kiczowatymi suvenirami. Mimo to, kocham to miasto, choć sama nie wiem do końca, dlaczego.&lt;br /&gt;Może za widok na Pragę z Petrina? Gdy po wspinaczce na wzgórze, zziajana i zasapana, miałam okazję zobaczyć to świecące niczym bożonarodzeniowa choinka cudo? Kiczowate? Do bólu! A że rozkłada mnie na łopatki przy okazji... to jsem ja:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Knedliki oczywiście zaliczone, przejście po Moście Karola - obowiązkowo, stanie w tłumie przy Staromestske Radnicy i czekanie na paradę figurek, wyłaniających się z Orloja - zaliczone, choć zawsze najbardziej podoba mi się ten pomruk tłumów już po całym "wydarzeniu" - słychać taki dźwięk, jakby z balonika uciekało powietrze....:) Zaliczyliśmy i inne obowiązkowe obiekty - a jakże. Planowaliśmy wypad do Muzeum Muchy, ale okazało się, że zostawiamy to na nasz kolejny wyjazd do Pragi. Jeśli to ma być powód naszej kolejnej wizyty, to czemu nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W którymś momencie rozdzieliliśmy się, bo ja koniecznie chciałam się wybrać do &lt;a href="http://www.neoluxor.cz/"&gt;Palacu Knih&lt;/a&gt; na Vaclavskem Namesti a że innych chętnych nie było, wybrałam się jeno ja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłam, widziałam i obfotografowałam. Dla Was:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kliknięcie na fotki w magiczny sposób je powiększy;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SrUm76O0f2I/AAAAAAAAB-g/cL6WH_VkRDc/s1600-h/Praga_1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 283px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SrUm76O0f2I/AAAAAAAAB-g/cL6WH_VkRDc/s400/Praga_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383251740276850530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SrUnRxBymnI/AAAAAAAAB-o/VGQ0UAMi1u8/s1600-h/Praga_2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 283px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SrUnRxBymnI/AAAAAAAAB-o/VGQ0UAMi1u8/s400/Praga_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383252115763403378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SrUnqxqZSgI/AAAAAAAAB-w/aEjiL0gaHsc/s1600-h/Praga_3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 283px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SrUnqxqZSgI/AAAAAAAAB-w/aEjiL0gaHsc/s400/Praga_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383252545430440450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SrdfTxQGNOI/AAAAAAAAB-4/q2GIjHME7aI/s1600-h/1111.jpg"&gt;Polski akcent&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 283px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SrdfTxQGNOI/AAAAAAAAB-4/q2GIjHME7aI/s400/1111.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383876672787723490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SrdhP8GY7bI/AAAAAAAAB_A/Lu4DRvEPpv0/s1600-h/Praga_4.jpg"&gt;Nie wiem, czemu ale jak zobaczyłam "Obchodnika se smrti"&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SrdhP8GY7bI/AAAAAAAAB_A/Lu4DRvEPpv0/s1600-h/Praga_4.jpg"&gt; od razu pomyślałam o ... Mary:)))&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 283px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SrdhP8GY7bI/AAAAAAAAB_A/Lu4DRvEPpv0/s400/Praga_4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383878806003576242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;No i jeszcze sjesta przy espresso i kolorowej prasie. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Proč Angelina žarlí ?"&lt;/span&gt; temat rzeka na ten przykład. Przy kawiarnianym stoliku, posilając się czekoladowym mufinem, taka dyskusja była bardzo ożywcza i energetyzująca;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SrdkoFHI0mI/AAAAAAAAB_I/IyPKSX0oi90/s1600-h/IMG_0107.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SrdkoFHI0mI/AAAAAAAAB_I/IyPKSX0oi90/s320/IMG_0107.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5383882519274377826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-5183220425890673595?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/5183220425890673595/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=5183220425890673595' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5183220425890673595'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5183220425890673595'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/09/palac-knih.html' title='Palác Knih'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SrUm76O0f2I/AAAAAAAAB-g/cL6WH_VkRDc/s72-c/Praga_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-7643698430132678520</id><published>2009-09-10T14:33:00.000+02:00</published><updated>2009-09-10T14:33:36.668+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Ukojenie" Ian McEwan</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SqjxYz5AtBI/AAAAAAAAB-Y/L3W1BXf2LGk/s1600-h/Ukojenie_Ian-McEwan.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 202px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SqjxYz5AtBI/AAAAAAAAB-Y/L3W1BXf2LGk/s320/Ukojenie_Ian-McEwan.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379815163442541586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ta historia nie mogłaby się toczyć w innym mieście. Wenecja jest tutaj nie tylko tłem dramatycznych wydarzeń; to miasto, które oddycha, sapie i spływa potem, wypluwając z siebie niezliczone tłumy turystów.&lt;br /&gt;Owa personifikacja udała się autorowi nad wyraz. Gdy bohaterowie poruszali się w gąszczu podobnych do siebie uliczek, gdy wybrana przez nich droga nagle niepokojąco się zwężała, miałam wrażenie, że miasto okrutnie igra sobie z ludźmi, że chce ukarać intruzów, którzy jakby zupełnie byli nieświadomi, że poruszają się po żywym organizmie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;McEwan w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Ukojeniu"&lt;/span&gt; uczynił bohaterami dwoje młodych ludzi: Mary i Colina, którzy są razem od kilku lat. W ich związku okres żarliwej namiętności ustąpił stagnacji, rutynie i przyzwyczajeniu do jakże oczywistej obecności tej drugiej osoby. Spędzają razem wakacje w upalnej Wenecji, która jawi się jako największy koszmar każdego turysty. Ich potworne znudzenie zostaje przerwane pojawieniem się na scenie ekscentrycznej pary: Roberta i Caroline, którzy mieszkają w pięknym pałacu na wodzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I zaczyna się prawdziwy taniec modliszki. Kto kogo? Hm. Trzeba przeczytać:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Największe wrażenie wywarła na mnie niesamowita atmosfera tego opowiadania. Autor doskonale cieniuje grozę: od lekkiego zdumienia i niepokoju po najprawdziwsze ciarki przerażenia. Na dodatek bohaterowie są tak niesamowicie bezwolni, pozbawieni werwy, podatni na wpływy, że o irytację nie trudno, ale nie dlatego, że są niewiarygodni w swych zachowaniach. Wręcz przeciwnie: McEwan po raz kolejny udowodnił, że kilkoma zdaniami potrafi stworzyć bogaty portret psychologiczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote style="font-style: italic;"&gt;Teraz tęskniła za takim ukojeniem, pragnęła choćby częściowo kontrolować czas i wydarzenia. Niekiedy czuła się jak lunatyczka; całe miesiące uciekały, nie zostawiając w jej pamięci żadnego śladu, ani trochę nienaznaczone jej świadomym działaniem.&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote style="font-style: italic;"&gt;Colin i Mary przeszli na drugą stronę i pod wpływem impulsu zapuścili się w węższe uliczki - może dlatego, że zwodniczo wiodły w ciemność, a może przyciągnął ich zapach smażonych ryb. Ulice nie były niczym oznakowane. Turyści, spacerując bez celu, wybierali trasę tak, jak wybiera się kolory, nawet sposób, w jaki się gubili, był ich świadomym wyborem, aktem woli. A kiedyż to ostatnio Colin i Mary dokonali razem jakiegoś wyboru?&lt;/blockquote&gt; &lt;blockquote style="font-style: italic;"&gt;Aż się chciało nią przejść, lecz w samotności, bez żadnych wskazówek czy zobowiązań wobec osoby towarzyszącej. Spacerować nią jak człowiek całkowicie niezależny; uwolnić się od męczącej gry w psychologiczne uwarunkowania, być radośnie otwartym i uważnym na percepcję, na świat, który zapiera dech w piersiach, bezustannie atakując zmysły, a który tak łatwo i często się ignoruje, wypiera w imię niezbadanych ideałów osobistej odpowiedzialności, obywatelstwa; wejść w tę uliczkę teraz i po prostu pójść przed siebie byłoby rzeczą tak prostą.&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote style="font-style: italic;"&gt;Rozmawiali o poglądach na temat seksu, nie wspominając jednak o własnych - niewątpliwie to właśnie owo ciche porozumienie sprawiało, że byli tak przewrażliwieni na swoim punkcie i że tak łatwo raniło ich odkrywanie odmienności własnych potrzeb i pragnień.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego ta opowieść kończy się tragicznie? Może dlatego, że ani Mary ani Colin nie potrafili pozbyć się maski? Grali przed sobą tak długo, że już sami nie wiedzieli, czego tak naprawdę pragną, nie potrafili się porozumieć. Doskonałe są fragmenty, gdy McEwan każe swoim bohaterom po raz pierwszy od dłuższego czasu "porozmawiać". To było prawie tak, jakby uczyli się na nowo chodzić...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słyszałam, że film &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f10264/Wszystko+dla+go%C5%9Bci,1990"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"The &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;" class="aka"&gt;Comfort of Strangers&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; z Rupertem Everettem i Natashą Richardson umiejętnie oddaje nastrój panujący w książce. Z chęcią się o tym przekonam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Ukojenie"&lt;/span&gt; choć zdecydowanie ukojenia ta powieść nie przyniesie. Ale jest świetnym materiałem do analizy i zgłębiania ludzkich charakterów: jakże czasem pokrętnych i mrocznych...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-7643698430132678520?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/7643698430132678520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=7643698430132678520' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/7643698430132678520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/7643698430132678520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/09/ukojenie-ian-mcewan.html' title='&quot;Ukojenie&quot; Ian McEwan'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SqjxYz5AtBI/AAAAAAAAB-Y/L3W1BXf2LGk/s72-c/Ukojenie_Ian-McEwan.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-4596794877008040451</id><published>2009-08-30T22:43:00.000+02:00</published><updated>2009-08-30T22:49:38.759+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Letnik z Mierzei" Kazimierz Orłoś</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sprk5YxTCjI/AAAAAAAAB-Q/sNe7lZidBgo/s1600-h/Letnik-z-Mierzei_..jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sprk5YxTCjI/AAAAAAAAB-Q/sNe7lZidBgo/s320/Letnik-z-Mierzei_..jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375860779773004338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Przypadkowo wybrana książka. Przyjemne zaskoczenie. Łagodne, poetyckie preludium do zbliżającej się nieuchronnie jesieni. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Idealne pożegnanie lata&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie znam twórczości Orłosia, w zasadzie nawet nie potrafiłam go do tej pory umiejscowić w polskiej prozie, czym oczywiście nie ma się co chwalić. Poczytałam jednak trochę o tym &lt;a href="http://www.kazimierzorlos.art.pl/"&gt;prozaiku&lt;/a&gt; i już wiem coś więcej, poza tym, że to literat i ma sławnego syna, co było moją wiedzą (nadużycie!) wyjściową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść jest krótka, bo liczy sobie niespełna 150 stron. Głównym bohaterem jest 69-letni Józef, który niespodziewanie odbywa podróż w przeszłość. Wszystko za sprawą zapomnianych już dwóch listów od pewnej dziewczyny, z którą spotykał się podczas  wakacji, spędzanych corocznie nad morzem. Były lata 50. Oni mieli po 17 lat, ona zaszła w ciążę, on o niej zapomniał...&lt;br /&gt;Nie obawiajcie się, nie zdradziłam Wam tajemnic fabuły, bo o tym związku można przeczytać już na drugiej stronie książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Józef postanawia pojechać nad Mierzeję Wiślaną, by ... no właśnie? Po co? Nie wie tego do końca bohater, nie wie i czytelnik. I to jest właśnie cecha charakterystyczna powieści: pełno w niej &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;niedopowiedzeń&lt;/span&gt;, które w naturalny sposób łączą się z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;nostalgiczną atmosferą&lt;/span&gt; panującą w "Letniku z Mierzei".&lt;br /&gt;Tutaj niewiele się dzieje, nie ma nagłych zwrotów akcji, nie ma spektakularnych wydarzeń. Jest za to wyznanie starego człowieka, który stara się sam przed sobą znaleźć usprawiedliwienie tego co zrobił, czego zaniechał. Wyjazd okazuje się być impulsem do spowiedzi, do podsumowania całego dotychczasowego życia. Melancholijnego podsumowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść pozbawiona wabików w postaci dynamicznych wątków, jest mimo wszystko niezmiernie wciągająca. Trudno było mi się oderwać. Może to ta, tak sugestywnie oddana, atmosfera wczesnej jesieni w sennym, polskim miasteczku? A może to kwestia empatii, którą odczuwałam w stosunku do głównego bohatera? Józef jest przeraźliwie samotny, towarzyszy mu niczym nieodłączny cień, przygnębiająca pustka. I od któregoś momentu - ja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Letnik z Mierzei" zaskoczył mnie i tym, że ta bolesna konfrontacja przeszłości z teraźniejszością, wywołała tyla refleksji, o które się raczej nie podejrzewałam, sądząc, że "mam jeszcze czas, jeszcze jestem młoda". To może być &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;groźna iluzja&lt;/span&gt;, nie sądzicie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta historia to dla mnie opowieść o nieuchronności przemijania, o niemożności dokonywania zmian w zastygłym i uformowanym już czasie przeszłym. Ale paradoksalnie, ta sama niedostępna, jak by się mogło zdawać przeszłość, nagle staje się płynna, delikatnie falująca pod wpływem wspomnień. Pozwala bohaterowi w pewien sposób na powrót. Czy to przyniesie mu ukojenie? Da rozgrzeszenie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Styl jest zadziwiająco oszczędny. Krótkie, proste zdania, częste powtórzenia,  nadają właściwy ton tej historii. Treść jest, moim zdaniem niezwykle bogata,poetycka,  więc jak sądzę owa forma wypowiedzi została wybrana w ramach przeciwwagi. Chyba trudno wyobrazić sobie lepsze rozwiązanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Letnik z Mierzei"&lt;/span&gt; kojarzy mi się z unoszącymi się w powietrzu nitkami babiego lata. Przygnębiający to widok, bo niesie w sobie zapowiedz końca, ale przy tym niezwykle piękny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gorąco polecam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-4596794877008040451?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/4596794877008040451/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=4596794877008040451' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/4596794877008040451'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/4596794877008040451'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/08/letnik-z-mierzei-kazimierz-oros.html' title='&quot;Letnik z Mierzei&quot; Kazimierz Orłoś'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sprk5YxTCjI/AAAAAAAAB-Q/sNe7lZidBgo/s72-c/Letnik-z-Mierzei_..jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-6252143778639417290</id><published>2009-08-29T14:41:00.000+02:00</published><updated>2009-08-29T14:52:21.497+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Co przeciętny warszawiak wie o Opolu?", czyli przegląd opolskich czasopism literackich</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Spki_j0ZWaI/AAAAAAAAB-I/qO5uHTeQgG0/s1600-h/Strony_1-2_09.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 160px; height: 221px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Spki_j0ZWaI/AAAAAAAAB-I/qO5uHTeQgG0/s400/Strony_1-2_09.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5375366105585506722" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"Przeciętny warszawiak wie o Opolu tyle, co przeciętny Polak. Ile mu doniosą na pierwszych stronach ogólnopolskie media i Internet. Że bestia, że Niemców jak mrówek, że afery w ratuszu i że proces Jakubowskiej. Że stolica polskiej piosenki przygotowuje się do festiwalu, a gwiazdy lubią amfiteatr, bo to przecież taki amfiteatr, że nie sposób go nie lubić. Festiwal, jaki jest, każdy widzi. Jak polska piosenka, czasem fajny, częściej nudny."*&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten fragment pochodzi z reaktywowanego po siedmiu latach periodyku społeczno-kulturalnego "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Strony&lt;/span&gt;". Czasopismo rodem z Opola, duchem jak sądzę, również.&lt;br /&gt;Wrocław ma "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Odrę&lt;/span&gt;", Poznań "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czas Kultury&lt;/span&gt;" a Opole "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Strony&lt;/span&gt;".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugim, pochodzącym z Opolszczyzny tworem, jest "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Red&lt;/span&gt;". Nie wiem, jak wiedzie mu się teraz, bo numer, który mam przed sobą, pochodzi z grudnia 2007 roku, aczkolwiek kupiony w bieżącym,  co niestety chyba źle wróży...&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(edit: sprawdziłam w necie: ostatni numer pochodzi z 2008 roku)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czytujecie czasopisma literackie? Czy znaleźliście takie, które w pełni odpowiadają Waszym potrzebom? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ja na pierwsze pytanie odpowiem: tak, na drugie: nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazjonalnie sięgam po "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nowe Książki&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dialog&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Lampę&lt;/span&gt;". Kiedyś kupowałam NK regularnie, miałam skompletowane dwa lub trzy roczniki, ale teraz szkoda mi  miejsca na kolejne numery. Przeglądam je w czytelni i to mi wystarcza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawda jest taka, że nie ma czasopisma skierowanego do przeciętnego czytelnika, a za takiego się uważam, któremu nie jest potrzebna lektura eseju o wpływie XII-wiecznej poezji serbskiej na rozmnażanie się pingwinów. Ja chcę dostać do ręki pozycję, w której szeroko opisywane będą zjawiska pojawiające się we współczesnej prozie, portrety twórców, analizy ich utworów itd. Czy stworzenie takiego pisma, bez języka, który bardziej pasuje do dysertacji doktorskiej, to zbyt wiele? A może właśnie zbyt mało? Za mało ambitnie? Że albo "Tina" albo "Zeszyty literackie"? Nic po środku? Nie wiem, ale czarno to widzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są jednak pewne namiastki:&lt;br /&gt;Z przyjemnością czytuję czwartkowy dodatek do GW "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Duży format&lt;/span&gt;", w którym drukowane są świetne reportaże i często bardzo dobre teksty o literaturze, teatrze, filmie.  Ale z bólem serca zauważam, że literaturze, z numeru na numer, poświęca się coraz mniej miejsca. W aktualnym wydaniu, w dziale "Książki" pojawia się... jedna recenzja! Jedna!!!&lt;br /&gt;Podobnie rzecz się miała z dziennikową "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kulturą&lt;/span&gt;" - gdy zaczynali, dział literacki nie był bynajmniej traktowany po macoszemu. A teraz? Dzisiejszy numer to niestety wyjątek, gdyż dostajemy cztery stronice o Mrożku. Pewnie Mrożek nadal dobrze się sprzedaje. Poza tym ewenementem,  miejsca dla książek mają coraz mniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dodatek o książkach&lt;/span&gt;" w Rzeczpospolitej bardzo lubię i tutaj nie zauważyłam jakoś zmian na gorsze (choć przyznaję, że nie udało mi się kupić dwóch ostatnich numerów, a że wydawane raz w miesiącu, to trochę czasu już minęło...). Bardzo sobie cenię ten dodatek, ale mógłby być obszerniejszy. Zdecydowanie obszerniejszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sporadycznie podczytuję dział poświęcony literaturze w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tygodniku Powszechnym&lt;/span&gt;. Lekturę "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Przekroju&lt;/span&gt;" zaczynałam od zerknięcia na recenzje książkowe, dopiero potem przechodziłam do  rysunków Raczkowskiego :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łaknę tekstów o kulturze, a nawet, niektórych może zaboleć to słowo, o pop-kulturze. Marzę o piśmie, w którym obok recenzji najnowszej powieści Rankina czy Bernharda, pojawi się np. napisana przyjaznym dla odbiorcy językiem analiza "Zbrodni i kary" czy np. próba wyjaśnienia fenomenu popularności Jane Austen, która mimo XXI wciąż ma się świetnie i nie straszne są jej nawet przekłady własnej twórczości na język filmowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Strony" i "Red" nie spełniają tych wymagań, ale oczywiście od razu byłam tego świadoma. Znalazłam jednak kilka artykułów, które mnie żywo zainteresowały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Strony"&lt;/span&gt; za główny temat tego numeru obrały sobie twórczość Tymoteusza Karpowicza. Możemy więc zaczytać się w interpretacjach jego utworów, w artykułach udowadniających jak wielki wpływ na poezję tergo pana miała muzyka symfoniczna i oratoryjna, podsłuchać rozmowy tzw. ludzi kultury, gdy wymieniają się błyskotliwymi uwagami o recepcji dzieł Karpowicza, itd. Przyznaję, nie to nie moja działka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to bardzo podobał mi się esej Mieczysława Orskiego pt. "Proza post-naturalistycznej maniery", biorący na tapetę &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;polską prozę współczesną&lt;/span&gt;, w której panuje umiłowanie do fatalizmu, pesymizmu, stylistyki naturalistycznej  przy zupełnym ignorowaniu choćby najmniejszych przejawów istnienia tej drugiej strony: światła, radości lub, o zgrozo, dobra. Dociekliwy autor zauważa również jak ważną rolę odgrywa w większości tych utworów postać ojca: zazwyczaj tyrana, pijaka, despoty lub Wielkiego Nieobecnego. Świetnie się to czytało. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Oberwało się przy tym ulubieńcom&lt;/span&gt; "krytyki czasopiśmienniczo-żurnalistycznej", do których autor zalicza Ignacego Karpowicza, Krzysztofa Vargę, Sławomira Shutego, Dawida Bieńkowskiego, Mariusza Maślankę, itd. I to, jak ich skwitował!&lt;br /&gt;Przeczytajcie sami:&lt;br /&gt;"(...) autorzy efektownie i efektywnie (por. szeroki asortyment nagród pieniężnych, honorowych, "paszportów kulturalnych", nagród samorządów przydzielanych często książkom o których po roku-dwóch się zapomina) promowani w popularnych gazetach (...)."&lt;br /&gt;Z jednej strony owe nazwiska, kojarzące się jednak z twórczością cokolwiek niszową, okazują się być "popularne"i to w tym brzydkim rozumieniu tego słowa, a do tego promowane! Podwójne zaskoczenie:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobał mi się również "kącik" Olgi Tokarczuk, w którym zebrane zostały refleksje pisarki na różne tematy. A zaczyna się to tak: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Jestem starą feministką i..."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jakiż potencjał ma ten początek zdania! Cóż za figlarna ironia :) Gdybym kiedyś miała napisać książkę, to to zdanie uważałabym za świetne otwarcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są również wiersze opolskiej poetki, Ireny Wyczółkowskiej, o dziwo, naprawdę dobre. Nie znałam wcześniej jej twórczości. Błąd. Teraz postaram się to naprawić.&lt;br /&gt;Zaciekawiły mnie także artykuły o przeszłości Drohobycza czy przybliżające życie codzienne w  Opolu ad. 1914.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasopismo liczy 346 stron, ma interesującą szatę graficzną, działy poświęcone literaturze, teatrowi, muzyce (Aleksander Kościów!), historii, wydarzeniom  lokalnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest kilka rzeczy, które mi się bardzo nie podobały. Cudowny wiersz jeszcze cudowniejszego Juliana Kornhausera pt. "Dziecko patrzy jak piszę" został okrutnie potraktowany przez suchą, akademicką rozprawkę, której za oręż posłużyła teoria literatury.&lt;br /&gt;Grafiki Jana Berdaka, które mają wzbogacić wydanie, mnie niepomiernie irytowały. Mają w sobie ducha siermiężnych lat 70., odrzucają mnie jak kawiarnie czerpiące wzornictwo z okresu "małej stabilizacji", z obowiązkową szklaną popielniczką  i bukiecikiem sztucznych kwiatów na stoliku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem ciekawa, jak będzie ewoluował ten tytuł. Następny numer też kupię i trzymam kciuki za powodzenie:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A że wyszło mi tak dłuuugo, to o "Red" przy następnej okazji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli dotarliście ze mną aż tutaj, to mam nadzieję, że teraz na pytanie postawione w tytule notki, warszawiak, poznaniak, łodzianin, do wyliczanki, w której znajduje się obowiązkowo festiwal doda też... "Strony". &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Opolskie "Strony"&lt;/span&gt; :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję za uwagę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;*Krzysztof Feusette, "Ale czy kura wie?", Strony 1-2/2009, str. 341&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-6252143778639417290?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/6252143778639417290/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=6252143778639417290' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6252143778639417290'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6252143778639417290'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/08/co-przecietny-warszawiak-wie-o-opolu.html' title='&quot;Co przeciętny warszawiak wie o Opolu?&quot;, czyli przegląd opolskich czasopism literackich'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Spki_j0ZWaI/AAAAAAAAB-I/qO5uHTeQgG0/s72-c/Strony_1-2_09.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-7226294886087961242</id><published>2009-08-23T16:39:00.000+02:00</published><updated>2009-08-23T16:40:26.969+02:00</updated><title type='text'>Niedzielne czytanie w obrazkach + bonus stosikowy</title><content type='html'>Dopiero dzisiaj uświadomiłam sobie, że w moim przypadku można stworzyć odrębną kategorię czytania: niedzielne czytanie. Zdecydowanie wyróżnia się  na tle pozostałych sześciu dni tygodnia: mam więcej czasu, mniej obowiązków i wybitną awersję do opuszczania wygodnej sofy.&lt;br /&gt;Niedzielna to zazwyczaj (choć nie zawsze) taki typowy leniwy dzień, z wolno sunącymi wskazówkami zegarka, z relaksującą ciszą ( a bo to i auta za oknem nie jeżdżą i nie dzwoni telefon, z kolejnym zaproszeniem na pokaz wełny wielbłądziej o cudownych właściwościach...).&lt;br /&gt;Spokój, cisza i książki.  Czy jakościowo niedzielne czytanie jest inne od tego powszedniego? Nie.&lt;br /&gt;Tylko mam po prostu więcej czasu na celebrowanie tegoż zajęcia :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj skupiłam się głównie na dwóch czasopismach: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Strony"&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Red"&lt;/span&gt;, o których napiszę obszerniej jutro lub we wtorek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SpFSC9FGR9I/AAAAAAAAB94/TqvaYl42Ia0/s1600-h/niedzielneCzytanie.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 283px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SpFSC9FGR9I/AAAAAAAAB94/TqvaYl42Ia0/s400/niedzielneCzytanie.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373166041138874322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(kliknięcie na fotkę powiększy ją)&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze stosik, na który nie załapały się dwa najnowsze nabytki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;1.  Nasz wspólny przyjaciel - Charles Dickens&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2.  Krzesło Eliasza -Štiks Igor&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;To byli wielcy nieobecni.&lt;br /&gt;Czas na uwiecznionych na fotce.&lt;br /&gt;Od góry:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SpFTR6zHGlI/AAAAAAAAB-A/azc1ct3bcwc/s1600-h/stosik16.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 390px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SpFTR6zHGlI/AAAAAAAAB-A/azc1ct3bcwc/s400/stosik16.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373167397736225362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;3.    Krew z kamienia - Donna Leon&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4.    Ewangelia ognia - Michel Faber&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5.    Tryptyk - Karin Slaughter&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6.    Ukojenie - Ian McEwan&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7.    Letnik z mierzei - Kazimierz Orłoś&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8.    Panowie z Pitchfork - Kamil Gruca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9.    Złoty notes - Doris Lessing&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10.  Powrót - Victoria Hislop&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11.  Strony nr 1-2/2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-7226294886087961242?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/7226294886087961242/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=7226294886087961242' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/7226294886087961242'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/7226294886087961242'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/08/niedzielne-czytanie-w-obrazkach-bonus.html' title='Niedzielne czytanie w obrazkach + bonus stosikowy'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SpFSC9FGR9I/AAAAAAAAB94/TqvaYl42Ia0/s72-c/niedzielneCzytanie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-8174586880775659491</id><published>2009-08-21T15:29:00.000+02:00</published><updated>2009-08-21T15:40:21.709+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminały'/><title type='text'>W skrócie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/So6hBU7i1dI/AAAAAAAAB9I/SpntTos1cgc/s1600-h/Zdazyc-przed-zmrokiem..jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 202px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/So6hBU7i1dI/AAAAAAAAB9I/SpntTos1cgc/s320/Zdazyc-przed-zmrokiem..jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5372408449669977554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jest kilka książek, które przeczytałam, ale to było tak dawno i  nieprawda, że nie stworzę osobnej notki o każdej z nich. Zresztą, niekoniecznie wszystkie na takową zasługują. Ale zmotywowana prośbą &lt;a href="http://nenneke.blox.pl/"&gt;Nenneke&lt;/a&gt;, wyciągnę z zakamarków niepamięci, co się da:)))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;"Zdążyć przed zmrokiem" Tana French&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i cóż ja mogę napisać? Na moim ulubionym &lt;a href="http://forum.gazeta.pl/forum/f,33434,Kryminaly_i_sensacje.html"&gt;forum&lt;/a&gt; książka w zasadzie święciła triumfy, więc szykowałam się na ucztę, a dostały mi się raczej ochłapy z być może i suto zastawionego stołu, ale cóż z tego? Ochłapy to ochłapy, ukryć się nie da.&lt;br /&gt;No dobrze, porzucając tę kuchenną metaforykę, postaram się wyjaśnić o co mi w ogóle chodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak dla mnie ta powieść to przykład kryminału z pretensjami do bycia czymś więcej. Mamy bohatera z przeszłością, który w dzieciństwie przeżył prawdziwą traumę. Ryan jest teraz policjantem, któremu dostaje się sprawa powiązana zarówno miejscem jak i pewnymi okolicznościami z wydarzeniami, o których nasz stróż prawa wolałby nie pamiętać.&lt;br /&gt;O tym, że śledztwo w zasadzie dotyka go osobiście wie jedynie partnerka z pracy Ryana, Cassie.&lt;br /&gt;Obserwujemy zmagania bohatera z jego przeszłością, poczuciem winy, próbami wyjaśnienia dwóch tragedii: zniknięcia jego przyjaciół oraz morderstwa dziewczynki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj zdecydowanie widać chęć autorki, by niepostrzeżenie zamienić gatunki: z powieści kryminalnej zrobić powieść psychologiczną. Tylko, że właśnie owo niezdecydowanie wyszło na złe Tanie French. Jako powieść kryminalna, dla mnie była, trochę zbyt męcząca w czytaniu. Jęczący Ryan nie pchał akcji na przód i szczerze mówiąc coś się tam zaczyna dziać dopiero w połowie książki. Do tego czasu wolno przedzierałam się przez stronice. Potem, gdy akcja ruszyła, było naprawdę nieźle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No więc powieść psychologiczna? Tutaj z kolei reakcje bohaterów były zbyt... stereotypowe? Ich rozterki emocjonalne były najczęściej zwyczajnie oczywiste, chociaż kilka razy mnie pozytywnie zaskoczyła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednakowoż... nie uważam tej książki za zupełną pomyłkę. Podobało mi się i to bardzo, że autorka zachowała zimną krew i nie zakończyła sentencją : i żyli długo i szczęśliwie. Bohaterowie ponoszą konsekwencje swoich głupich decyzji, tchórzostwa, chwili zapomnienia. I choć było mi ich żal, to uważam, że nie mogło się to inaczej skończyć.&lt;br /&gt;Podsumowując: jak dla mnie za mało kryminału, za dużo szkolnej psychologii. Z pewnością nie jest to zła powieść, ale bardzo nierówna. Są świetne fragmenty, a są i takie, że ziewając zmuszałam się do towarzyszenia bohaterowi na kolejnej stronie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale z chęcią przeczytam kolejną powieść pani French, mimo wszystko :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/So6iS0Na4LI/AAAAAAAAB9Y/9_vmyEchRpk/s1600-h/czernKruka.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 226px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/So6iS0Na4LI/AAAAAAAAB9Y/9_vmyEchRpk/s320/czernKruka.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5372409849635856562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Czerń kruka" Ann Cleeves&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobry kryminał. Sprawnie napisany, z budzącym grozę miejscem wydarzeń (oczywiście zasypanym śniegiem), gdzie przejmujące zimno ma wpływ i na przyrodę i na ludzi.&lt;br /&gt;Sama fabuła, sposób jej prowadzenia, nie jest niczym nowym. Można nawet stwierdzić, że autorka także lubi skandynawską odmianę gatunku, chociaż Skandynawowie mają już tylu naśladowców, że w zasadzie trudno tu jednoznacznie wskazać źródło natchnienia... Mógłby to być i Simon Beckett, mogłaby i Anne Holt. To w zasadzie nieistotne, istotne natomiast jest to, że pisarka nie próbuje wykreować czegoś więcej ponad to, co obiecuje blurb na okładce:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote style="font-style: italic;"&gt;Zimny noworoczny ranek. Na zasypanych śniegiem Szetlandach kruki krążą nad ciałem zamordowanej nastolatki. Strach paraliżuje spokojną osadę. Ludzie zamykają się w domach. Atmosfera podejrzliwości narasta. Wszyscy zgodnie osądzają winnym zbrodni upośledzonego umysłowo samotnika.&lt;br /&gt;Śledztwo ma prowadzić inspektor Jimmy Perez. Po latach pracy w Szkocji wrócił na wyspy szukać zapomnienia. Wielkie dochodzenia już go nie ekscytują. Przestał zabiegać o sukcesy. Ale ta sprawa wywołuje w nim dawny dreszcz...&lt;/blockquote&gt;Otrzymałam więc dokładnie to, czego się spodziewałam. Przyzwoite kryminalne czytadło, ze szczyptą dreszczyku, ciekawie poprowadzonymi postaciami  i zaskakującym finałem. Nic wyjątkowego, ale i na kawior się nie nastawiałam, że powrócę do porównań kulinarnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hmm... Coś mi się zdaje, że czas na obiad?&lt;br /&gt;:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-8174586880775659491?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/8174586880775659491/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=8174586880775659491' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/8174586880775659491'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/8174586880775659491'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/08/w-skrocie.html' title='W skrócie'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/So6hBU7i1dI/AAAAAAAAB9I/SpntTos1cgc/s72-c/Zdazyc-przed-zmrokiem..jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-7586833156988039439</id><published>2009-08-20T00:03:00.000+02:00</published><updated>2009-08-20T00:03:00.238+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='proza życia'/><title type='text'>Podryw "na książki"</title><content type='html'>Taki "podryw" przydarzył mi się już dwa razy. Nie, nie, nie żebym się chwaliła, bo zaraz się przekonacie, że niestety, nie można tego zapisać w rubryce: podboje miłosne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy incydent miał miejsce dawno i był przyjemnie krótki. W małej księgarni doczepił się do mnie starszy facet,  po 50-tce, typ zakurzonego intelektualisty, hołdujący modzie z roku gdzieś tak 1975, w każdym bądź razie z pewnością nie był świadomy istnienia lat 80. czy 90 o wieku 21 nawet nie wspominając. Obcisły, czarny golf (nylon?) i szare dzwony, sylwetka licha zakończona rybią paszczą. Romantycznie stwierdził, że on z miłości do książek może nawet nic nie jeść ale "Dzienniki" Kisiela to sobie kupi, co też i ja powinnam uczynić (nie jeść czy kupić dzienniki? Cham!)&lt;br /&gt;Może Was to zaszokuje, ale zupełnie mnie nie oczarował, więc pospiesznie zakończyłam tę znajomość, choć ów intelektualista coś tam jeszcze perorował w moim kierunku, podczas gdy ja leniwie sunęłam do kasy, bynajmniej nie z Kisielowymi "Dziennikami".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Incydent numer dwa (i trzy ale z tym samym gościem, więc policzyłam go hurtowo) wydarzył się w tym tygodniu. I znowu, nie mogę się pochwalić, bo lgną do mnie starszawi goście, z dziwną aparycją, podczas gdy posągowi bruneci, mogący stanowić konkurencje dla Davida (tego od Anioła)  jakoś nie podrywają w księgarniach. Błąd, panowie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój znajomy nr 2 wygląda cokolwiek dziwnie. Bardzo pasuje tutaj określenie, jakie ostatnio usłyszałam od Lynette Scavo: wygląda jakby zbyt dużo czasu spędził w tunelu aerodynamicznym... Wypisz, wymaluj, mój "adorator".&lt;br /&gt;Gdy zagaił do mnie, stałam przed regałem z literaturą piękną i od razu wiedziałam, ze my już się znamy. Dwa lata tremu spędziłam pół godziny opędzając się od tego gościa, bo ja grzeczna dziewoja jestem, więc subtelnie aczkolwiek zgryźliwie dawałam dziadkowi do zrozumienia, żeby poszedł sobie precz! Nie poskutkowało. Musiałam odwołać się do pradawnych metod: słownictwo rynsztokowe z pogróżkami w końcu zadziałało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiedziałam więc, że i tym razem facet, który mnie już nie pamiętał, tak łatwo się nie podda i raczej nie pojmie moich godnych najwyższego uznania, intelektualnych gierek słownych. Hm...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozwój sytuacji? Proszę bardzo, oto jego zarys:&lt;br /&gt;Najpierw usłyszałam:&lt;br /&gt;- Tyle ksiązek...ciężki wybór...&lt;br /&gt;Odburknęłam coś w rodzaju:&lt;br /&gt;- Hrr -  nawet nie podnosząc wzroku znad książki, którą trzymałam w ręce (miała twardą oprawę, co w przebiegu akcji okaże się znaczące). Facet zmierzył mnie od stóp do głowy, przysunął się bliżej i konfidencjonalnie szepnął:&lt;br /&gt;- Co, mąż będzie krzyczał?&lt;br /&gt;- Nie, mąż nie krzyczy, tylko od razu wali w pysk - odpowiedziałam, po czym z hukiem zatrzasnęłam książkę (owe wspomniane wyżej twarde okładki dodały więc dramatyzmu, już i tak dramatycznej sytuacji, nie sądzicie?). I odeszłam, nie niepokojona więcej przez intruza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The End&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-7586833156988039439?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/7586833156988039439/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=7586833156988039439' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/7586833156988039439'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/7586833156988039439'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/08/podryw-na-ksiazki.html' title='Podryw &quot;na książki&quot;'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-3646153216949256510</id><published>2009-08-19T22:49:00.001+02:00</published><updated>2009-08-19T22:57:39.640+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Reading challenge'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Połówka żółtego słońca" Chimamanda Ngozi Adichie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SoxYm1GT2-I/AAAAAAAAB8Q/2D51M0mVEP4/s1600-h/Polowka-zoltego-slonca_.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 202px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SoxYm1GT2-I/AAAAAAAAB8Q/2D51M0mVEP4/s320/Polowka-zoltego-slonca_.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371765879657978850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Połówka żółtego słońca&lt;/span&gt;" to powieść, nie boję się użyć tego słowa, ważna - przynajmniej dla mnie. Tekst prezentujący dramatyczne losy nigeryjskich bliźniaczek i związanych z nimi ludźmi, intryguje zarówno wciągającą fabułą jak i przemyśleniami polityczno-historycznymi czy społeczno-obyczajowymi. Jeśli do tego dodam, że autorce doskonale udało się uciec przed hermetycznym zamknięciem tekstu w lokalnym mikrokosmosie, co moim zdaniem jest główną wadą polskich twórców, to jak sądzę, mam pełne prawo by zawołać: Adichie rulez!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ja wiem o Nigerii? Ba, co ja wiem o Afryce? Poza ogólnikowymi stwierdzeniami, wśród których niestety znajdą się określenia w zasadzie pejoratywne, typu masakra, skrajna bieda, analfabetyzm, ludobójstwo, walki plemienne, niewiele jest takich, które nastrajają optymistycznie. Tak jakoś się złożyło, że postrzegam ten kontynent przez pryzmat nieustannie toczonych walk, a nie poprzez piękno przyrody, bogactwo kulturowe czy choćby pociągającą egzotykę przejawiającą się dla mnie w każdym prawie aspekcie życia mieszkańców Nigerii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak, moim głównym grzechem było, pewnie podświadome, ale jednak, postrzeganie Afryki jako pewnej całości, którą przecież nigdy nie była i raczej nie będzie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Może i panafrykanizm jest pojęciem europejskim - odezwała się panna Adebayo - ale w szerszym kontekście my wszyscy stanowimy jedną rasę.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;- W jakim szerszym kontekście? - zapytał pan. - W szerszym kontekście białych ludzi! Czy ty nie dostrzegasz tego, że my nie jesteśmy tacy sami? Że tylko biali nas takimi widzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Ten grzech białego człowieka jest brzemienny w skutki, ale Adichie nie obarcza odpowiedzialnością za los Nigeryjczyków jedynie Europejczyków, choć kto wie, kto pierwszy rzucił kamyczkiem zapowiadającym lawinę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Oczywiście, oczywiście, ale chodzi mi o to, że dla Afrykanów jedyną autentyczną formą tożsamości jest tożsamość plemienna - odrzekł pan. - Jestem Nigeryjczykiem, ponieważ biali stworzyli Nigerię i narzucili mi tę tożsamość. Jestem czarny, bo biali stworzyli czarnego, który ma jak najbardziej różnić się od ich białego. Ale byłem łbem, zanim jeszcze biali się tu pojawili.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/blockquote&gt;To &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;pytanie o tożsamość&lt;/span&gt;, o podwaliny ludzkiej egzystencji mocno mną wstrząsnęły. Jeśli bohater ma rację, to o jego duchowym spadku, o korzeniach kulturowych (acz nie tylko) zadecydowało ograniczone i rasistowskie spojrzenie białych. A to już jedna z najbardziej &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;barbarzyńskich ingerencji&lt;/span&gt; w życie człowieka i przy tym &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;niewyobrażalnie intymna&lt;/span&gt;, o jakiej przyszło mi przeczytać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo podobała mi się  konstrukcja tekstu. Opowieść o Olannie i Kainene toczy się w latach 60. ubiegłego wieku. Poznajemy dzieje miłości młodego naukowca, Odenigba i Olanny, Brytyjczyka Richarda i silnej, pozbawionej wszelkich sentymentów Kainene. Każda z tych postaci jest inna, każda została &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;doskonale sportretowana&lt;/span&gt;, nasycona indywidualizmem. Siostry, mimo, że są bliźniaczkami różnią się od siebie zarówno mentalnie jak i fizycznie. Ich relacje są raczej pełne dystansu, czasami wrogości a czasami, choć najrzadziej,  miłości. Losy tych czterech osób będą się wzajemnie przenikać i na siebie oddziaływać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adichie uporządkowała tę opowieść w czterech rozdziałach, ale wydarzenia w nich opisane nie zostały opowiedziane chronologicznie. Pierwszy rozdział toczy się na początku lat 60, kiedy bohaterowie się poznają, zakochują w sobie; kiedy Nigeria to nadal państwo jednoczące wiele grup etnicznych; kiedy na horyzoncie nie widać zapowiedzi chaosu i rzezi.&lt;br /&gt;Gdy rozpoczyna się drugi rozdział autorka wprowadza czytelnika od razu w sam środek koszmaru wojny domowej: tej toczonej w Nigerii/Biafrze oraz tej pomiędzy Olanną i Odenigbą, Olanną a Kainene, itd. Nie mamy pojęcia, jakie wydarzenia zapoczątkowały ten dramat. Co się stało? Dlaczego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozdział trzeci daje na to odpowiedź, ale wydarzenia, które rekonstruuje dla nas autorka postrzegamy już z zupełnie innej perspektywy. Wiemy, co czeka bohaterów, co się zaraz stanie, co spowoduje ta czy inna decyzja... I nagle środek ciężkości się przesunął. Z tym, że jedynie dla czytelnika, który już jest w pewnym sensie &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;wszechwiedzący&lt;/span&gt;, podczas gdy bohaterowie wciąż skupiają swe siły na sprawach nieistotnych i błahych. Ale tylko my o tym wiemy...&lt;br /&gt;Świetnie rozegrane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo polubiłam Richarda, zakompleksionego Brytyjczyka, zakochanego bez pamięci w Kainene. Jest w zasadzie postacią, której najmocniej dostało się od autorki. Ciapowaty, mało męski, niezdecydowany, ale przy tym wzbudzający sympatię. Owszem, sympatię pomieszaną z irytacją ale wydaje mi się, że Richard koniec końców został zrehabilitowany.&lt;br /&gt;Adichie wyposażyła tego bohatera w rozterki, które są i mi bardzo bliskie. Gdy wybucha wojna, która odcisnęła tragiczne piętno na życiu wszystkich Nigeryjczyków, Richard mówi:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote style="font-style: italic;"&gt;Żyję, jak żyłem. Moje życie nie zmieniło się - powiedział do Kainene. - Powinienem jakoś zareagować, coś powinno się zmienić.&lt;br /&gt;- Nie możesz stworzyć sobie w głowie scenariusza i zmusić się do tego, żeby zgodnie z nim postępować. Richardzie, musisz pogodzić się z życiem - odparła cicho.&lt;br /&gt;Ale on nie potrafił pogodzić się z życiem. Nie wierzył, że życie może pozostać niezmienione dla tych wszystkich innych ludzi, którzy byli świadkami masakry. A potem przeraził się jeszcze bardziej na myśl, że być może sam nie jest nikim więcej jak tylko ohydnym podglądaczem. Nie obawiał się o swoje życie, a zatem dla niego masakra była czymś zewnętrznym, nie dotyczyła go, obserwował ją przez obojętne okulary świadomości, że jest bezpieczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Jak można żyć dalej, jak gdyby nigdy nic, po obejrzeniu w telewizji kolejnej relacji np. z Iraku, z Afganistanu? Przecież COŚ się powinno zmienić...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gorąco polecam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-3646153216949256510?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/3646153216949256510/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=3646153216949256510' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3646153216949256510'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3646153216949256510'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/08/poowka-zotego-sonca-chimamanda-ngozi.html' title='&quot;Połówka żółtego słońca&quot; Chimamanda Ngozi Adichie'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SoxYm1GT2-I/AAAAAAAAB8Q/2D51M0mVEP4/s72-c/Polowka-zoltego-slonca_.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-308822372489439142</id><published>2009-08-09T19:03:00.001+02:00</published><updated>2009-08-09T19:29:09.155+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos za stosem'/><title type='text'>Na dobry początek</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sn8A3BQMLGI/AAAAAAAAB64/z3hFlGqbBn0/s1600-h/stosik15.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 236px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sn8A3BQMLGI/AAAAAAAAB64/z3hFlGqbBn0/s320/stosik15.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5368010226078067810" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wciąż poskramiam poczciwą szarą codzienność ale taka jest chyba cena za dłuuugie wakacje :) Pomiędzy stosikami ciuchów do prasowania, ciuchów do szafy nr 1, ciuchów do szafy nr 2 oraz stosikami z wszelakiej maści przedmiotami (matko jedyna, bez iluż to rzeczy nie jestem już w stanie się obejść? Makabra! ), uskładałam w ramach relaksu stosik książkowy.&lt;br /&gt;Widoczne jest w nim ciągle jeszcze tchnienie lata, prawda? Właśnie pod kątem wakacyjnej laby były dobierane.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;blockquote&gt;Od góry:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I.B. Singer - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cienie nad rzeką Hudson&lt;/span&gt; (audiobook)&lt;br /&gt;I. McEwan - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Marzyciel&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;T. Wieringa - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Joe Speedboat&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;L. Padura - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gorączka w Hawanie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;A. Bloom - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Daleko stąd&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;M. Lesbre - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czerwona sofa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Sjowall/Wahloo - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mężczyzna, który rozpłynął się w powietrzu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;M. Czajkowska - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Herbert i "Kochane Zwierzątka"&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-308822372489439142?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/308822372489439142/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=308822372489439142' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/308822372489439142'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/308822372489439142'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/08/na-dobry-poczatek.html' title='Na dobry początek'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sn8A3BQMLGI/AAAAAAAAB64/z3hFlGqbBn0/s72-c/stosik15.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-9092822276563102129</id><published>2009-08-08T10:52:00.003+02:00</published><updated>2009-08-08T11:08:28.298+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='proza życia'/><title type='text'>Nie było mnie ale już jestem :)</title><content type='html'>&lt;p&gt;Przepraszam, że zniknęłam tak bez słowa ale nie sądziłam, że takie długie wojażowanie mi wyjdzie. Najpierw miały być dwa tygodnie a potem doszło kolejne zaproszenie i zaszyłam się w dzikiej głuszy, gdzie komórka nie łapie zasięgu, komputerów niet, w telewizji tylko program 1 a 2 juz mocna śnieży:) Było świetnie, choć "pioniersko" (mam na myśli taka latrynę na ten przykład... brrr:) &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Właśnie robię pranie, rozpakowuję się i pomalutku odtajam. Czytałam mało, co mnie trochę martwiło ale i sprawiło, że nabrałam apetytu. Za to okazało się, że kocham polskiego bluesa. Breakout po prostu wymiata:)  &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Złapię oddech, ogarnę się trochę i wracam. Do Was :)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pozdrawiam gorąco :)))&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-9092822276563102129?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/9092822276563102129/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=9092822276563102129' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/9092822276563102129'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/9092822276563102129'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/08/nie-byo-mnie-ale-juz-jestem.html' title='Nie było mnie ale już jestem :)'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-1426229066385854671</id><published>2009-07-01T19:52:00.001+02:00</published><updated>2009-07-01T19:57:52.373+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminały'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Bagnista Islandia</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Skto5Y02XrI/AAAAAAAAB6Q/KjT2v-FJVN8/s1600-h/W-bagnie..jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 176px; height: 280px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Skto5Y02XrI/AAAAAAAAB6Q/KjT2v-FJVN8/s320/W-bagnie..jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5353487917185916594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nim dostałam w ręce tę książkę, wyobraźnia była już od dłuższego czasu pobudzana zachwytami na forum kryminały i sensacje. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Arnaldur Idridason&lt;/span&gt; rósł i rósł w moich oczach - niczym balonik lub piłka plażowa ;) Proces nadymania się autora na szczęście został zatrzymany przez przezorne wydawnictwo, które zdecydowało się ulżyć w mych cierpieniach poprzez prosty fakt wypuszczenia na rynek pierwszej części opowieści o inspektorze Erlendurze Sveinssonie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawno mi się to nie zdarzyło, żebym od razu, w dniu premiery (ha! w przeddzień postanowiłam zadzwonić do księgarni i zapytać czy przypadkiem nie mają jej już w sprzedaży. Młody człowiek, o cokolwiek sennym głosie (to już powinno mi dać do myślenia, ale rozbestwiony konsumpcjonizm już szalał - nie do zatrzymania, jak tornado!) orzekł po wykonaniu kilku kliknięć w klawiaturę, że  mają na stanie ten tytuł. Popędziłam, rozejrzałam się po sklepie i jak zbłąkana owieczka zapytałam sprzedawczynię o książkę. Okazało się , że owszem mają &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"W bagnie"&lt;/span&gt; ale w transporcie. Do sklepu trafi pod sam wieczór! Na drugi dzień rano pies był bardzo zdziwiony wczesną porą drugiego spaceru i kierunkiem tegoż.&lt;br /&gt;Kupiłam i w ten sam dzień przeczytałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jak to bywa z tak nadętymi oczekiwaniami okazały się cokolwiek na wyrost. To z pewnością nie jest islandzka wersja Mankella. Idridason ma zupełnie inny styl tworzenia: suche, krótkie zdania. Brak postaci, których los mógłby nas zainteresować i poruszyć. Główny bohater pozostał dla mnie obcy, nawet gdy zamykałam książkę a przecież towarzyszyłam mu przez 300 stron! Problemy inspektora są, jakby tu rzec, standardowe: rozwodnik, dwoje dzieci z którymi w zasadzie nie ma kontaktu, samotnie zajadający w domu kolacje, którą kupił gdzieś na mieście. Zimno, mokro, ponuro. I w przyrodzie i w duszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akcja zaczyna się od znalezienia zwłok Holberga, starszego mężczyzny, który zmarł w wyniku urazu głowy. Na zwłokach zabójca położył kartkę z dziwnym zdaniem, które autor zdradza dopiero po jakimś czasie. I ten chwyt mi się nawet podobał, bo strasznie byłam ciekawa, co też tam jest nabazgrane? Dlaczego tak to przykuło uwagę inspektora?&lt;br /&gt;Śledztwo prowadzi do nieprzyjemnych dla denata wniosków: był szują i było kilka osób, które mogły chcieć jego śmierci.  Ludzie, których los powiązał z Holbergiem zazwyczaj źle na tym wychodzili. Czytelnicy dowiadują się o tych nieszczęśnikach coraz więcej i coraz bardziej kibicują zabójcy Holberga...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niby wszystko w tej powieści jest na swoim miejscu. Niby jest logicznie poprowadzona intryga, teoretycznie ciekawa fabuła, ale ciąży mi brak bohatera, którego bym polubiła. Erlendur jest... nijaki, nawet z swoimi problemami z córką narkomanką. Nudny i nieciekawy. Taka jakaś zimna ryba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Islandia jest wyraźniejsza w książce Idridason niż u Yrsy Siguardottir. Ja przynajmniej tak to odbieram. Jednak obraz, który teraz mi się maluje w wyobraźni, raczej mnie odstręcza od tego miejsca. Może to jednak wina filmu?&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SktpHcmzEqI/AAAAAAAAB6Y/hxsi0oLKDDc/s1600-h/bagno.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 216px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SktpHcmzEqI/AAAAAAAAB6Y/hxsi0oLKDDc/s320/bagno.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5353488158718890658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo po przeczytaniu książki obejrzałam film, nakręcony na podstawie tego utworu Idridasona. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Bagno"&lt;/span&gt; w reżyserii &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Baltasara Kormákura&lt;/span&gt; jest jednym z najbardziej przygnębiających filmów, jaki widziałam w życiu. Zdecydowanie reżyser postawił na stylistykę naturalistyczną i wszystko jest w tym obrazie odpychające. Począwszy od ludzi, skończywszy na przyrodzie.&lt;br /&gt;Bohaterowie są paskudni zewnętrznie (tak brzydkiej kobiety, która grała policjantkę, już dawno nie widziałam) a jak do tego trafi się jeszcze brzydki charakter to mamy maszkarę pełną gębą na ekranie telewizora.&lt;br /&gt;Inspektor mieszka w przygnębiająco bezosobowym blokowisku, gdzie nawet czystość na klatkach sprawia wrażenie szpitalnej sterylności. Gdy bohater wchodził do swojego mieszkania zwyczajnie mu współczułam: dom powinien być miejscem ciepłym, pachnącym obiadem lub ciastem, rozbrzmiewającym głosami a Erlendur zamiast tego trafia do noclegowni. On moim zdaniem nie miał domu, a jedynie miejsce, w którym może przekimać do rana i znowu iść do pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedna z mocniejszych scen tego filmu, to moment, gdy Erlendur spożywa swój posiłek. Obraz utrzymany w różnych barwach szarości a inspektor zajada coś w kolorze brei. Nie zdradzę, co to było, by nie psuć ... "przyjemności" oglądania. Dla ludzi o silnych nerwach! Obrzydliwe acz hipnotyzujące.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to wszystko moim zdaniem sprawiło, że film jest zdecydowanie lepszy od książki! Mocny, wyrazisty, bezkompromisowy.&lt;br /&gt;Fabuła odrobinę się różni od pierwowzoru, ale moim zdaniem to tylko wyszło na lepsze filmowi. Tutaj co prawda też nie polubiłam Erlandura, choć wydał mi się bardziej ludzki niż w książce, za to postać młodszego detektywa, może zbyt nachalnie pokazana jako "swojski chłop", jednak wzbudziła moją sympatię. I lubię go chyba też za to, że dzięki niemu uśmiechnęłam się dwa razy w tym filmie.  Raz, gdy prowadził "wywiad", drugi raz, gdy "gonił' łysego potwora. "Bagno" to taki film, gdzie uśmiech, wierzcie mi, to coś jak wybryk natury. Dlatego tak dobrze zapamiętałam owe zaskakujące epizody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy wyjdzie kolejny Idridason już go nie kupię. Ale jeśli w bibliotece  się pojawi, to z pewnością go wypożyczę. Film polecam, choć nie na niedzielne popołudnie. Ja oglądałam go w nocy i gdy skończyłam było parę minut po dwunastej. Wiedziałam, że nie dam rady zasnąć po tej dawce naturalizmu w czystej postaci, musiałam znaleźć jakiś odstresacz. "Gilmore girls" ze swoim lukrem ponad miarę zdały egzamin śpiewająco. O pierwszej w nocy, po łyknięciu jednego odcinka, mogłam położyć się spać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, gdyby ktoś mi chciał zafundować wycieczkę do Islandii - dziękuję, nie skorzystam. Ja słaba kobita jestem...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-1426229066385854671?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/1426229066385854671/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=1426229066385854671' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/1426229066385854671'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/1426229066385854671'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/07/bagnista-islandia.html' title='Bagnista Islandia'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Skto5Y02XrI/AAAAAAAAB6Q/KjT2v-FJVN8/s72-c/W-bagnie..jpg' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-971966233670677448</id><published>2009-06-23T15:06:00.000+02:00</published><updated>2009-06-23T15:07:29.382+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Artystek portret (nie)własny</title><content type='html'>Poświęciłam niedawno trzy wieczory na poznanie czterech kobiet. Pierwsze spotkanie okazało się zadziwiająco nudne i prozaiczne, drugie pozwoliło mi obserwować zadziwiający talent, a trzecie... po raz kolejny okazało się, że nic nie pokona tego duetu: młodej dziewczyny i dojrzałej kobiety. Wszystkie cztery panie to artystki: poetka, piosenkarka i aktorki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc poniedziałek należał do &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sylvii Plath&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Sylvia"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;reżyseria Christine Jeffs&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SkDSX0R7iTI/AAAAAAAAB5w/2w268tMsJTI/s1600-h/sylvia_ver2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 224px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SkDSX0R7iTI/AAAAAAAAB5w/2w268tMsJTI/s320/sylvia_ver2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5350507663928822066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się, czy powinnam tak od razu zacząć od pytania retorycznego? Ale to jest jedna z pierwszych rzeczy, która przychodzi mi na myśl. Jak można było powierzyć tę rolę Gwyneth Paltrow? No jak?&lt;br /&gt;Nie wiem, czy to wina również i  scenariusza, ale wg mnie Sylvia w tym filmie została zredukowana do roli kury domowej, która tak naprawdę będzie szczęśliwa stojąc przy garach i gotując dla męża, jeśli ten akurat łaskawie będzie znajdował się w pobliżu. A może to jednak wina Paltrow? Że widziałam tam tylko opowieść o zdradzanej, nieszczęśliwie zakochanej kobiecie, która przypadkiem potrafiła pisać? Mnie zupełnie nie przekonała ta historia.&lt;br /&gt;&lt;p style="text-align: left;"&gt;A może to kwestia tego, że najbardziej znanym dziełem poetki jest jej dramatyczna biografia?O Plath można przeczytać zarówno w poważnych periodykach jak i w kolorowych pisemkach dla pań, gdzie analiza jej związku z Tedem wciśnięta jest pomiędzy porady o tym, jak wywabić plamę z kawy a przepisami czytelniczek na ciasta z truskawkami. Tragiczna opowieść stała się pożywką dla żądnych sensacji i mam wrażenie, że właśnie na tym postanowiono zbudować ten film. Szkoda. A Paltrow? Jak dla mnie rozegrała to jedną miną, wiarygodna może była jedynie jako zakochana kobieta, ale mroczna poetka? Nie. Ja tego nie kupuję.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;Wtorek to cudowne chwile z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Edith Piaf&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Niczego nie żałuję"&lt;br /&gt;reżyseria: Olivier Dahan&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SkDSi1j8iUI/AAAAAAAAB54/xDsXi0FjtuQ/s1600-h/piaf.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 234px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SkDSi1j8iUI/AAAAAAAAB54/xDsXi0FjtuQ/s320/piaf.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5350507853251381570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Marion Cotillard mnie oczarowała. Podziwiam to, na co odważyła się w tym filmie, bo czasami jej gra była tak intymna, tak pozbawiona hamulców, że ja naprawdę zobaczyłam piękno i upodlenie, które towarzyszyło Piaf, czy precyzując: które sama tworzyła.&lt;br /&gt;&lt;p style="text-align: left;"&gt;Cotillard może i miała ułatwione zadanie, bo zagrała w filmie typu "Rain Man", "Błysk" "Piękny umysł" czy  "Moja lewa stopa" gdzie kreacja aktorska opiera się w większości na zagraniu fizycznością, co mnie zawsze wydawało się o znacznie bardziej "widowiskowe" i co za tym idzie, łatwiejsze do zagrania.Tutaj trudność mogła polegać na bezwzględnej, odzierającej czasami z godności i człowieczeństwa prezentacji widzom francuskiej śpiewaczki, by za chwilę pokazać jej  nieprawdopodobną kruchość i delikatność.  Zastanawiam się jednak, czy fani Piaf, tacy, którym film nie  był potrzebny, by poznać koleje życia ich idolki, oceniają ten film pozytywnie? Bo może być odebrany jako obrazoburczy.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: left;"&gt;Bardzo też podobał mi się pomysł, by sceny z pobytu w Stanach sfotografować w innej tonacji. Epizody te zostały cudownie pokolorowane, z pastelowymi barwami dominującymi zarówno w dekoracjach jak i ubraniach. No i słońce - takie kalifornijskie, rodem z plakatu zachęcającego do kupna rodzynków kalifornijskich. Ta stylizacja, tak odmienna od tej błękitno-brunatnej dominującej w zasadzie przez cały film, wydała mi się zabawna i pomysłowa.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: left;"&gt;A w środę przyszedł czas na ponowne obejrzenie &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Wszystko o Ewie"&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;"Wszystko o Ewie"&lt;br /&gt;reżyseria Joseph L. Mankiewicz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SkDS03uSntI/AAAAAAAAB6A/3ceBoslRaYk/s1600-h/davis.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 228px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SkDS03uSntI/AAAAAAAAB6A/3ceBoslRaYk/s320/davis.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5350508163069288146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam ten film od czasu, gdy zobaczyłam go po raz pierwszy. Z pewnością dużą rolę odgrywa tutaj fakt, że główną rolę powierzono niezapomnianej Bette Davis, którą to mogłabym oglądać i oglądać. Lubię też jej kreację w "Jezabel" ale tego tytułu już tak dawno nie widziałam, że nie wiem, co jest prawdą a co wyidealizowanym przeze mnie obrazem.&lt;br /&gt;Niestety, choć film nadal mnie porusza, to da się zauważyć egzaltowaną grę aktorów, zwłaszcza panowie grali z taką siłą ekspresji, jakby chodziło o film niemy. Davis ma o tyle ułatwione zadanie, że wciela się w gwiazdę teatru, kobietę świadomą swej pozycji i wpływów, więc nawet jeśli można odbierać jej grę jako trącącą myszką, to moim zdaniem z pewnością nie w tym filmie. Bo tutaj to ewentualne "przerysowanie" pasowało jak ulał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobrze. O czym jest to opowieść? O dwóch kobietach: starzejącej się gwieździe (40 lat! w tamtych czasach to prawie jak wyrok...) i niewinnej z pozoru, oddanej wielbicielce talentu Margo Channing (Bette Davis) Ewie Harrington (Anne Baxter).&lt;br /&gt;Obserwujemy, jak krok po kroku, młoda i śliczna Ewa wkrada się w życie Margo. Staje się niezastąpiona. To, jak manipuluje swoją idolką, jak ją osacza przyprawia o dreszcz. Czasami przypominało mi to "Sublokatorkę" z Bridget Fondą i Jennifer Jason Leigh, ale tam okrążanie ofiary, choć również dramatyczne to jednak pozbawione było owych delikatnych niuansów, które budują  film Mankiewicza.&lt;br /&gt;Zderzenie tych dwóch bohaterek to wspaniały pretekst do rozważań o kobiecości, sztuce, oddaniu swej pasji, poświęceniu. Można się zastanawiać nad starością, obłudą i pozbawioną wszelkich zahamowań ambicją pchającą wciąż i wciąż do przodu, bez oglądania się za siebie.&lt;br /&gt;Gdy Ewa pokazuje swe prawdziwe oblicze, gdy się zmienia na oczach Karen, trudno zapanować nad emocjami. Wspaniała scena, wspaniale zagrane.&lt;br /&gt;A już scena końcowa, z lustrami... majstersztyk!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obejrzenie filmów o kobietach artystkach zaowocowało... choć nadal nie mam ochoty na czytanie wierszy Plath, które ja odbieram jako niezwykle hermetyczne i depresyjne,  i mówiąc wprost niezrozumiałe dla mnie, to z ochotą sięgnę po jej dziennik i listy. Chciałabym się dowiedzieć o niej czegoś więcej, czegoś co wychodzi poza jej tragiczny związek z Tedem.&lt;br /&gt;Piaf... to oczywiście piosenki. Pamiętam, jak w podstawówce miałam przez kilka miesięcy na jej punkcie bzika. Z kasety magnetofonowej (to ci dopiero archeologiczne sformułowanie) non stop odtwarzałam te francuskie melodie. Nie wiedziałam jednak, że moje ukochane "Je ne regrette rien" zostało przez nią zaśpiewane stosunkowo późno i w takich okolicznościach. Od tygodnia znowu towarzyszą mi piosenki tej niezwykłej kobiety.&lt;br /&gt;A Davis? Wspaniały głos, uroda daleka od klasycznej, godna pozazdroszczenia kariera. "All about Eve" to dla mnie swego rodzaju memento, o którym czasami zdaję się zapominać...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-971966233670677448?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/971966233670677448/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=971966233670677448' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/971966233670677448'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/971966233670677448'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/06/artystek-portret-niewasny.html' title='Artystek portret (nie)własny'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SkDSX0R7iTI/AAAAAAAAB5w/2w268tMsJTI/s72-c/sylvia_ver2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-2894946015070317212</id><published>2009-06-10T21:34:00.001+02:00</published><updated>2009-06-10T22:35:19.206+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminały'/><title type='text'>"Dziewczyna, która igrała z ogniem" Stieg Larsson</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Si_6mysyVAI/AAAAAAAAB40/mt0OPeMyajg/s1600-h/Dziewczyna-ktora-igrala-z-ogniem..jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 206px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Si_6mysyVAI/AAAAAAAAB40/mt0OPeMyajg/s320/Dziewczyna-ktora-igrala-z-ogniem..jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5345766827063661570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To mogłaby być opowieść o tym, jak pewien kryminał podziałał kojąco i terapeutycznie. Po zanurzeniu się w bezwzględnym obrazie Szwecji jaki mi zafundował &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zaremba&lt;/span&gt; w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Polskim hydrauliku"&lt;/span&gt; potrzebowałam natychmiast jakiegoś mocnego kontrapunktu, jakiejś bajeczki o kraju Wallandera i proszę, Larsson mi ją podarował. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Dziewczyna, która igrała z ogniem"&lt;/span&gt; to przy Zarembie łagodne bajanie o kraju, w którym, i owszem, mieszkają źli ludzie, ale gdzie im tam do demoralizacji bohaterów Zaremby... brrr...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To mogłaby być właśnie taka opowieść, ale nie będzie. Będzie za to o podniesieniu pluszowej, czerwonej zasłony i o tym, co za nią ujrzałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taa... lubię Larssona. Zarówno pierwsza część trylogii Millenium, jak i druga, bardzo mi się podobała. Obie przyjemnie długaśne, pozwalają poznać bohaterów i ich mikroświat.&lt;br /&gt;Pierwsza część skupiała się na Blomkviście, druga ma za to na celowniku Lisbet Salander.&lt;br /&gt;Akcja, tradycyjnie już, nie rusza z kopyta od pierwszej strony. Tutaj na wprowadzenie autor potrzebował jakiś 200 stron! Ale jak to się czyta... przy 300 stronie jest już tak, że niecierpliwie kartkowałam książkę, by sprawdzić, co będzie dalej i kiedy pojawi się ten bohater, którego niecierpliwie wypatrywałam.  Dystans 150 stron to była mordęga - ale się doczekałam! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chcę pisać entej  recenzji  wychwalającej &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Dziewczyny, która igrała z ogniem"&lt;/span&gt;, bo to się mija z celem. Ja się o tym już naczytałam w prasie, internecie.&lt;br /&gt;Ci, którzy polubili pierwszą część trylogii Larssona dostają do ręki równie dobry produkt; ci którym ten styl nie przypadł do gustu, powinni sobie darować i to tomiszcze, bo ja nie dostrzegam zasadniczych różnic pomiędzy tymi dwoma tytułami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie była to doskonała rozrywka, z odpowiednim tempem wydarzeń, w miarę lubianymi bohaterami i dobrze poprowadzonym wątkiem kryminalnym. Czyta się znakomicie, chociaż mogę też zrozumieć argumenty przeciwników, że za długie, za rozwlekłe, bohaterowie plastikowi i rodem z anime. Dostrzegam problem, ale że, egoistycznie mówiąc, nie mój ci on, to nadal pałam miłością do dzieł Larssona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas jednak na powrót do pluszowej, czerwonej zasłony. Podniosłam jej rąbek już w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet"&lt;/span&gt;, ale szybko się wycofałam. Tym razem kotara rozsunęła się z ogłuszającym, metalicznym dźwiękiem i oślepiło mnie neonowe światło.&lt;br /&gt;Bo oto, moi mili, ukazał się moim oczom szwedzki sex shop...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie macie wrażenia, że Lisbeth to taka &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;lateksowa zabawka&lt;/span&gt; autora?&lt;br /&gt;Niezależna, mądra, odważna, nieprzewidywalna, biseksualna i otwarta na nowe doznania. A już jak zafundowała sobie operację plastyczną, no to wymiękłam... Marzenie każdego faceta, któremu nad głową gdera przewidywalna do bólu żonka... czyż nie?&lt;br /&gt;I to tyle na temat wiarygodności tej postaci P:) Abstrahując od sceny w lesie (sic!).&lt;br /&gt;Albo Erika? Kolejny twór, którego nie pojmuję. Małżonek akceptuje zdrady, ba! zgadza się na trójkącik, a Erikę podnieca myśl o mężu pieszczonym przez innego mężczyznę... Dobra. To nie kwestia pruderii (taką mam nadzieję:) - ale nikt mi nie wmówi, że taka sytuacja nie byłaby podstawą do kłótni, zazdrości, awantur. No nie wierzę i już.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po lekturze reportaży Zaremby śmiem twierdzić, że to rozbuchanie seksualne bohaterów, ta "skaza" Szwedów, zresztą nie jedyna, to efekt tego, o czym tak pięknie acz wstrząsająco pisze autor "Polskiego hydraulika". Jaka jest więc tego przyczyna? Ha! Dobrobyt! Uwierzylibyście? Ofiary dostatniego życia...&lt;br /&gt;Innymi słowy, cytując podwórkowego klasyka, pana Józka: "Pani, w dupach im się poprzewracało". Trafnie i dosadnie. Pasuje do świata stworzonego przez Larssona, ale za cholerę nie przystaje do tego, o czym pisze Zaremba. Bo tamta Szwecja nijak się ma do ludowych mądrości, którymi można by ją sobie "oswoić" i nawet pan Józek nie sprosta wyzwaniu, ale o tym innym razem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-2894946015070317212?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/2894946015070317212/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=2894946015070317212' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2894946015070317212'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2894946015070317212'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/06/dziewczyna-ktora-igraa-z-ogniem-stieg.html' title='&quot;Dziewczyna, która igrała z ogniem&quot; Stieg Larsson'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Si_6mysyVAI/AAAAAAAAB40/mt0OPeMyajg/s72-c/Dziewczyna-ktora-igrala-z-ogniem..jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-2884795880169213815</id><published>2009-06-05T16:10:00.001+02:00</published><updated>2009-06-05T16:10:28.795+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Tak wyszło" Amelie Nothomb</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SikkqriVnBI/AAAAAAAAB4s/HWrSFns4vwM/s1600-h/Tak-wyszlo_Amelie-Nothomb,..jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 220px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SikkqriVnBI/AAAAAAAAB4s/HWrSFns4vwM/s320/Tak-wyszlo_Amelie-Nothomb,..jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5343842748511656978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Amelie Nothomb.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Amelie Nothomb. Józef Ignacy Kraszewski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Amelie i nasz Józef... oboje płodni, co niemiara. Biblionetka podaje, że wydano po polsku 15 utworów tej drobnej Belgijki, co jak mniemam, nie wyczerpuje tematu jej dorobku?&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(edit: już wiem, Ania z &lt;a href="http://www.dziennik-literacki.pl/readarticle.php?article_id=232"&gt;Dziennika literackiego&lt;/a&gt; podaje, że Nothomb ma na swoim koncie 63 książki! Przyznaję, że trochę mnie to ścięło z nóg. Pytanie postawione poniżej powinno brzmieć, kiedy Nothomb przegoni J.I.K a nie czy to w ogóle zrobi...)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Twórczości Józefa Ignacego nie podejmuję się podliczyć na wspomnianej Biblionetce, zresztą  po co, skoro wikipedia  podliczyła i informuje uprzejmie, że autor "Czarnej perełki" napisał 232 powieści!&lt;br /&gt;I tak się od pewnego czasu zastanawiam, czy Nothomb dogoni Kraszewskiego...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dość tych żartów ;)&lt;br /&gt;Ale prawda jest taka, że Nothomb to dla mnie zagadka. Czyta mi się ją przyjemnie, ale nie ufam jej za bardzo. Może przyczyną braku zaufania jest owa niewiarygodna, jak dla mnie, płodność twórcza autorki? Bo tak gdzieś podświadomie (i zapewne ulegając stereotypom) uważam, że poważne dzieło powinno dojrzewać niczym wino. Najpierw w, przepraszam za dosadność, głowie autora a potem na papierze czy też na jego komputerze i ten proces powinien przynajmniej "trochę" potrwać, na tyle by produkt mógł... sfermentować.&lt;br /&gt;Dopiero czymś takim należy się dzielić z  czytelnikami...&lt;br /&gt;Czy to czyni ze mnie czytelniczkę-bigotkę ? ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Tak wyszło"&lt;/span&gt; to zadziwiająca historia o wejściu w czyjąś skórę. Olaf Sildur puka do drzwi Baptiste Bordave, by skorzystać z telefonu. Nim jednak zdąży się połączyć z wybranym numerem umiera a nawet pada trupem w przedpokoju przeciętnego, poczciwego i nudnego Baptiste'a. Tenże postanawia zmienić swoje przeciętne, poczciwe i nudne życie i podszyć się pod Olafa. Niemożliwe? Nie. Groteskowe? I owszem.&lt;br /&gt;Ale jeśli w pierwszej scenie Nothomb przywołuje &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Proces "&lt;/span&gt; Kafki oraz &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Obcego"&lt;/span&gt; Camusa, to już wiemy, że wszystko jest możliwe i niczemu nie należy się dziwić. Więc się nie dziwiłam i czekałam, co będzie dalej, przyjmując za punkt wyjścia to, że żadne znane mi prawa nie będą w tej powieści obowiązywały...&lt;br /&gt;Dalsze losy Baptiste'a-Olafa są  iście kafkowskie. Realizm zniknął, zastąpiony przez fantasmagorię, która wysuwa roszczenia do Stania Się Namacalną Rzeczywistością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale pomijając zadziwiającą i interesującą opowieść Olafa, należy się zastanowić, po co to wszystko?&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"Sigrid bez końca wpatrywała się w biel i chyba wiem, o czym myślała. Dla mnie ta biel była bielą czystej karty"&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;To ostatnie dwa zdania tej króciutkiej opowiastki. Nie wiem, czy to nie nadinterpretacja, ale dla mnie to przywołanie kolejnego nazwiska: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jana Jakuba Rousseau&lt;/span&gt; i jego pojęcia "tabula rasa". A oznacza to ni mniej ni więcej, że oto bohaterzy mogą bez końca zaczynać wszystko od nowa. Baptiste był Olafem ze Szwecji, ale czy za rok nie może zostać np. Bobem z Texasu? Zresztą imiona nie maja to kompletnie znaczenia:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;- Jak pani na imię?&lt;br /&gt;Uśmiechnęła się.&lt;br /&gt;- Tak, jak panu się spodoba.&lt;br /&gt;- Jak to?&lt;br /&gt;- A jak pan chce, żebym się nazywała?&lt;br /&gt;- Ja niczego nie chcę. Proszę mi tylko powiedzieć, jak ma pani na imię.&lt;br /&gt;- Nie mam imienia (...)&lt;br /&gt;- A jakie imię wybrał dla pani Olaf?&lt;br /&gt;- Nie powiem nie chce podpowiadać niczego pańskiej wyobraźni.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;W ten sposób można stwarzać siebie po wielokroć, czyż nie? Czy to ucieczka przed nudą? Śmiercią? Zaszufladkowaniem? Czy bohaterowie są pozytywnymi postaciami czy negatywnymi? Szczerze powiem, że nie polubiłam ani Mężczyzny ani Kobiety. Ale oni siebie też nie lubią, więc chyba nie można mi się dziwić? Może przeszkadzała mi ich bezustanna gra? Ze sobą, z partnerem, ze światem.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Po raz pierwszy w życiu czułem się wolny. To doznanie było tak silne, że wspomnienia związane z Baptiste'em Bordave'em odpłynęły, że tak powiem, w siną dal, czego najlepszym dowodem moja rozmowa telefoniczna z dostawcą wina. Czysta karta: który dorosły by o tym nie marzył?&lt;br /&gt;Ale wolności nie może obarczać podejrzliwość. Człowiek, który postanowił być wolny, nie może mieć myśli małostkowych, drobiazgowych, wyrachowanych. Dlaczego ktoś powiedział to, a nie tamto itp. Chciałem żyć z rozmachem, rozkoszować się istnieniem. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;A nic tak nie pozwala poznać upojenia swobodą jak podszycie się pod obcego człowieka.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Główny bohater pragnie być wolny. Chce rozkoszować się swoją nową egzystencją. To rozumiem, bo każdy czasami marzy by być kimś innym, prowadzić ciekawsze, bogatsze życie. Ilu z nas o czymś takim nie fantazjowało? Ale realizacja tego marzenia w wykonaniu Baptiste'a mnie rozczarowała... ja widziałam tam tylko ową pustkę, którą sfilmowała wspomniana w książce podróżniczka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka warta przeczytania, zwłaszcza gdy można o niej z kimś podyskutować. Sądzę, że byłoby ciekawie... np. co by powiedział mój rozmówca, gdybym stwierdziła, że to opowieść o udogodnieniach i pułapkach jakie niesie ze sobą internet?&lt;br /&gt;Tam tak łatwo o zmianę tożsamości. Można nałożyć maskę plującego żółcią trolla, nienawidzącego wszystkiego i wszystkich, by za chwilę przeobrazić się w dżentelmena z pasją wypowiadającego się o winach na forum lub własnym blogu? I wyjdzie ze mnie pesymistka, ale uważam, że to wcale nierzadko spotykane zjawisko.&lt;br /&gt;Tylko czy to rozdwojenie jaźni czy też multipleksowa osobowość, którą każdy z nas posiada? A internet umożliwił wypuszczenie na wolność owych bestii i baranków, które do tej pory siedziały sobie cichutko... ?&lt;br /&gt;I z tym pytaniem Was zostawiam, bo idę o tym podyskutować z moim drugim a może ósmym ja? Ta osobowość wieloraka kiedyś mnie zgubi.&lt;br /&gt;;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-2884795880169213815?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/2884795880169213815/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=2884795880169213815' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2884795880169213815'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2884795880169213815'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/06/tak-wyszo-amelie-nothomb.html' title='&quot;Tak wyszło&quot; Amelie Nothomb'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SikkqriVnBI/AAAAAAAAB4s/HWrSFns4vwM/s72-c/Tak-wyszlo_Amelie-Nothomb,..jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-7247517852286169757</id><published>2009-06-02T23:03:00.001+02:00</published><updated>2009-06-02T23:03:31.708+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Ostrygojady" Susan Fletcher</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SiWTdwpsAgI/AAAAAAAAB4k/EdwlTFrOtFY/s1600-h/Ostrygojady_Susan-Fletcher.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 142px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SiWTdwpsAgI/AAAAAAAAB4k/EdwlTFrOtFY/s200/Ostrygojady_Susan-Fletcher.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5342838672430203394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Świetna rzecz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po reportażach przeplatanych kryminałami nabrałam wielkiej ochoty na powieść, że tak się obcesowo wyrażę,  obyczajową. Trafiłam na doskonałą prozę psychologiczną z wątkiem obyczajowym w tle i zostałam urzeczona kunsztem autorki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia głównej bohaterki, Moiry, zaprezentowana została w trzech dramatycznych odsłonach: poznajemy jej dzieciństwo, pobyt w szkole z internatem oraz małżeństwo. Niepokojącą inność Moiry przepowiada tuż przed jej narodzinami pewna Cyganka i dziewczynka swoim "dziwnym" zachowaniem zdaje się potwierdzać te słowa. Jest zamknięta w sobie, skupiona na własnym wnętrzu tak bardzo, że to aż przeraża. Moira bezustannie poddaje siebie analizie, ocenia też świat zewnętrzny, który, gdy miała 11 lat bezlitośnie ją zawiódł. Ukochani rodzice obdarowali ją bowiem młodszą siostrą, z obecnością której i jej wpływem na znane i przewidywalne do tej pory życie, nie była w stanie się pogodzić. W zasadzie trudno tu mówić o czymś tak prozaicznym , jak brak akceptacji, bo w wykonaniu Moiry była to mroczna i gęsta niechęć, która kierowała jej kolejnymi decyzjami, brzemiennymi w tragiczne skutki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już w pierwszym rozdziale dowiadujemy się, jak zakończył się związek Moiry i jej siostry. A o tym, co wydarzyło się wcześniej opowiada sama Moira, siedząc przy szpitalnym łóżku Amy. Te słowa, które do niej kieruje, niosą ze sobą prośbę o wybaczenie, odkupienie win, ułaskawienie od autodestrukcji, której Moira się  poddawała wiele razy.&lt;br /&gt;Czyta się tego z narastającym lękiem: co jeszcze może się stać? I tu nie chodzi w zasadzie o strach przed jakimiś konkretnymi wydarzeniami a raczej o przemyślenia i emocje dziewczynki a później kobiety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Współgra z tym doskonale przyroda, której tutaj nie brakuje. Zimny, rozszalały Atlantyk, strome i niebezpieczne klify a w tym wszystkim mała dziewczynka, która nie potrafi sobie poradzić z własnymi uczuciami. Doskonale udało się autorce pokazać bezwzględność i zarazem kruchość natury, z którą w takiej symbiozie żyła Moira.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Ostrygojady"&lt;/span&gt; przypominają mi nieco &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Siostrę"&lt;/span&gt; Saramonowicz. Czułam ten sam lęk wywoływany myślami rodzącymi się w głowie głównej bohaterki. Były chwile, gdy szczerze nie znosiłam Moiry, gdy się jej bałam, gdy bałam się o nią. Gdy czytałam o nieustających staraniach rodziców czy Amy podejmowanych by wykrzesać z głównej bohaterki odrobinę pozytywnych uczuć... takiej bezwzględnej konfrontacji nie daje się zapomnieć.&lt;br /&gt;Niesamowite, wierzcie mi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy tym język: piękny i poetycki, budujący zaskakujące obrazy, obezwładniający analitycznym chłodem.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Coraz więcej odgłosów. Następnego dnia usłyszała łomot butów do hokeja, którymi dziewczyny waliły w ścianę, by otrzepać je z błota i trawy. Naelektryzowany trzask ściąganych z włosów gumek. Dalekie dźwięki pianina. Ciche drapanie pióra po papierze. Maszt na szczycie głównego gmachu pobrzękiwał na wietrze, a Moira przystawała przy ligustrowym żywopłocie, by tego posłuchać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A cisza? Czy ona także była hałasem? Na wybrzeżu, przy poligonie, ciszy nie było ani przez chwilę. Zawsze słyszało się oddech morza. A teraz? Teraz o północy, gdy wyłączał się agregat, ogromna mroczna cisza wchodziła do sypialni i kładła się obok Moiry jak żywa istota, przytulając się do jej uszu.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Wyobraźcie sobie, że ta książka to lustro... jeśli tylko wciąż pokazuje odwrócone odbicie, to znaczy tylko tyle, że Moira to jedynie alternatywna ja, Ty... Ale nawet na samą myśl o tym, o takiej możliwości,  przejmują mnie dreszcze.  Koszmar.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezwykła książka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-7247517852286169757?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/7247517852286169757/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=7247517852286169757' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/7247517852286169757'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/7247517852286169757'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/06/ostrygojady-susan-fletcher.html' title='&quot;Ostrygojady&quot; Susan Fletcher'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SiWTdwpsAgI/AAAAAAAAB4k/EdwlTFrOtFY/s72-c/Ostrygojady_Susan-Fletcher.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-373626025662192168</id><published>2009-05-29T18:41:00.002+02:00</published><updated>2009-05-29T19:37:04.169+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='proza życia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos za stosem'/><title type='text'>Piątkowa piramida</title><content type='html'>Ten dzień miał wyglądać zupełnie inaczej lecz oczywiście wszystko się rypło...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pogoda od dwóch dni deszczowa, ale po prawie dwóch miesiącach pięknej, słonecznej wiosny nie mam zamiaru narzekać. W taki deszcz przyjemniej  się pije herbatę marcepanową, którą to odgapiłam od Zosika (dziękuję przy okazji za cynk! Herbata świetnie smakuje i pachnie nieziemsko) i wsuwa kolejną porcję tarty gruszkowej... :)&lt;br /&gt;Ale jest godzina 17. a ja miałam czynności opisane powyżej wykonywać gdzieś tak około 12. Upiec tartę, pójść do sklepu, w międzyczasie zrobić sernik na zimno z musem rabarbarowym... phi! Co to dla mnie! Zdążę ze wszystkim...&lt;br /&gt;Strugałam gieroja, to i się doczekałam.&lt;br /&gt;Tarta z kremem patissiere (czy jakoś tak, nazywa się dziwacznie ale pyszny jest) w moim piekarniku  dopiekała się 40 minut dłużej niż podaje przepis. Ale o tym, że potrzeba jej więcej czasu przekonałam się krojąc tartę... Siup, z powrotem do piekarnika. Na smaku na całe szczęście się to nie odbiło, ale na moich nerwach zszarganych już tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sernik z serków homogenizowanych raczył przeciekać z tortownicy. Upaćkałam siebie i kuchnię. By ratować co się da, przelałam płynna masę, w zasadzie nie oszukujmy się i powiedzmy sobie to wprost: płyn sernikowy,  przelałam z powrotem do miski. W tym czasie miotając się po kuchni i pukając się w głowę (rany, po co mi sernik?!)  obłożyłam formę folią aluminiową. Dobra.&lt;br /&gt;Zdałam sobie również sprawę, że płyn podejrzanie nie chce się ścinać! Zaraza jedna, no! Dorobiłam więc żelatyny i maksymalnie wkurzona dokończyłam dzieła. Czynność powtórzyć należy dwa razy a zakończyć musem z rabarbaru. I to chyba będzie najlepsze z tej całej szopki pt. "Sernik na zimno". Mus śmietankowo-rabarbarowy. Pycha! Bo masa serowa wylizywana z miski (siorbana właściwie...) taka sobie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piszę o tym wszystkim, by uzmysłowić, że nawet tak rozjechany dzień może mieć miłe zakończenie. Gdy zmęczona i klejąca od tych galaretek, żelatyn i innych cudów, siadłam by w spokoju wypić kawę i zerknąć do netu, do drzwi zapukał pan kurier i przyniósł mi paczuszkę.&lt;br /&gt;Z książkami. Wyciągnęłam więc pozostałe zbiory, ułożyłam w stosik i pokazuję Wam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SiANyBNHOsI/AAAAAAAAB4c/nB_IKqRYPcw/s1600-h/stosik14.jpg"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SiANyBNHOsI/AAAAAAAAB4c/nB_IKqRYPcw/s400/stosik14.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5341284311029463746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Najbardziej cieszę się z &lt;span&gt;Pollacka, Vargi, Hugo-Badera &lt;/span&gt;i&lt;span&gt; Tochmana&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;u&gt;Od góry:&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maciej Zaremba - Polski hydraulik&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Andrzej Stasiuk - Fado&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jacek Hugo-Bader - Biała gorączka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wojciech Tochman - Córeńka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Klaus Brinkbaumer - Afrykańska odyseja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paweł Smoleński - Izrael już nie pofrunie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Amelie Nothomb - Z pokorą i uniżeniem oraz inne powieści&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krzysztof Varga - Gulasz z turula&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;F.M. Florian - Starszy brat, młodszy brat&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Martin Pollack - Ojcobójca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sophie Hannah - Przemów i przeżyj&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sophie Hannah - Twarzyczka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Frank A. Coates - W poszukiwaniu Afryki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kate Furnivall - Rosyjska konkubina&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mark Gimenez - Porwanie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Simon Beckett - Szepty zmarłych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-373626025662192168?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/373626025662192168/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=373626025662192168' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/373626025662192168'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/373626025662192168'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/05/piatkowa-piramida.html' title='Piątkowa piramida'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SiANyBNHOsI/AAAAAAAAB4c/nB_IKqRYPcw/s72-c/stosik14.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-5534277543134226808</id><published>2009-05-28T17:42:00.015+02:00</published><updated>2009-05-28T19:33:21.707+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminały'/><title type='text'>Detektivka story</title><content type='html'>Maj miał być miesiącem Larssona. I w zasadzie jest, bo łypie na mnie z półki ta grubaśna część druga opisująca przygody Lisbeth i Blomkvista, ale zostawiam ją sobie na deser lub tzw. gorsze czasy. Mole książkowe znają z pewnością to uczucie, gdy wyczekiwaną książkę odkłada się na później, by móc się delektować myślą, że w razie jakiejś katastrofy, typu: "O, Boże ja nie mam nic do czytania &amp;amp;%^!!!" można zapobiec nieuchronnej tragedii, sięgając właśnie do takich rezerw.&lt;br /&gt;Tez tak macie, prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo, że nie było Larssona w tym miesiącu, to i tak było kryminalnie. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rankin, Lippman, Gerritsen i Newman&lt;/span&gt;. To chyba wszyscy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sh7I-5uyy8I/AAAAAAAAB38/29g9gyafq_Y/s1600-h/Czarna-ksiega.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 126px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sh7I-5uyy8I/AAAAAAAAB38/29g9gyafq_Y/s200/Czarna-ksiega.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340927191082519490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zdecydowanie wygrywa ten pojedynek... &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ian Rankin&lt;/span&gt;! Za wykreowanie bohatera, któremu wierzę i kibicuję w jego walce z przełożonymi i światem przestępczym (i chyba nawet w tej kolejności;). Nie przeszkadza mi nawet aż tak bardzo wydawanie tej serii &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;sposobem na&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; konika s&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;zachowe&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;go&lt;/span&gt;, bo niedawno czytałam jak Rebus wrócił z pogrzebu swego brata, by w najnowszej części doświadczyć zmartwychwstania Michela Rebusa. Dziwaczne, ale powieść tak bardzo mi się podobała, że postanowiłam się tymi decyzjami wydawniczymi nie przejmować. Ale że durnowata to polityka, to inna sprawa.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Czarna księga"&lt;/span&gt; jest świetna, Edynburg z zatłoczoną ulicą Princess Street jak zwykle klimatyczny, przestępcy bywają diaboliczni a dociekliwy Rebus zmaga się ze zbrodnią sprzed pięciu lat, w którą zamieszani są wpływowi ludzie. Trzeba więc będzie uważać, bo wyraźnie powrotem do tej sprawy detektyw nastąpił komuś na odcisk...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sh6sh-oVU2I/AAAAAAAAB3M/W-iKNl7vyv4/s1600-h/Edinburgh-from-Princes-street-0.jpg"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sh6sh-oVU2I/AAAAAAAAB3M/W-iKNl7vyv4/s320/Edinburgh-from-Princes-street-0.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340895907855815522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sh7JO9fyXfI/AAAAAAAAB4E/jDop8toGRTs/s1600-h/Ostatnie-miejsce..jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 135px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sh7JO9fyXfI/AAAAAAAAB4E/jDop8toGRTs/s200/Ostatnie-miejsce..jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340927466971225586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Lippman&lt;/span&gt; wydała kilka powieści, w których główną bohaterką jest prywatna detektyw Tess Monaghan. Oczywiście i w tym przypadku nie można liczyć na to, że wydawnictwo (tym razem Amber) zachowa chronologię. Wiem, że stara to śpiewka, ale... no ludzie!&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Ostatnie miejsce"&lt;/span&gt; jest kryminałem, który długo się rozkręca. Troszeczkę za długo. Sprawa, którą dostaje Tess jest dziwaczna już na samym wstępie, a gdy poznamy prawdziwego zleceniodawcę i cel, który mu przyświecał, to ręce opadają. Słowem intryga mocna naciągana, ale ratuje tę książkę amerykańska prowincja, po której bohaterce przyjdzie wojażować i której obraz autorka odmalowała z talentem. Poza tym? Czytanie "Ostatniego miejsca" nie boli, ale to  przeciętny produkt. A szkoda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sh7Jg_K5byI/AAAAAAAAB4M/rAB9f0D6xT4/s1600-h/Bal-absolwentow..jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 136px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sh7Jg_K5byI/AAAAAAAAB4M/rAB9f0D6xT4/s200/Bal-absolwentow..jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340927776658124578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Bal absolwentów"&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;  Ruth Newman&lt;/span&gt; miał u nas sporą reklamę. Na plakatach pojawiała się informacja, że książka w Polsce ukazuje się przed premierą w Wielkiej Brytanii, z której autorka pochodzi. Mnie to zaintrygowało, bo to raczej niespotykana sytuacja? Oczywiście, na afiszach stało również,  że zakończenie jest mocno zaskakujące.&lt;br /&gt;No cóż, jak sądzę to zakończenie (klasyk nad klasykami!) to miał być główny atut tej powieści, a skoro nie wypaliło, to cóż nam zostało? Studenckie życie, Oxford i psychiatryczne zagadnienia. Jak dla mnie trochę mało, ale nie żałuje, że to przeczytałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sh7JlAISuXI/AAAAAAAAB4U/URifbEV0WVo/s1600-h/Chirurg_..jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 125px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sh7JlAISuXI/AAAAAAAAB4U/URifbEV0WVo/s200/Chirurg_..jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5340927845635111282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I została mi już tylko &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gerritsen&lt;/span&gt; ze swoim &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Chirurgiem"&lt;/span&gt;. Czytania na jeden wieczór, bez obietnicy obcowania z wielką literaturą, mimo to sprawnie i bez zadęcia. Co prawda, nie pamiętam już dokładnie, co się działo i dlaczego, ale pamiętam, że czytałam z zainteresowaniem :) Dużo dialogów, trochę makabry, narwane kobiety policjantki i sprawne pióro. Typowa literatura wagonowa, z całym jej bagażem doświadczeń, zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. Szybka akcja, stereotypowe postaci, przestępca z piekła rodem, koszmarna okładka i... nawet człowiek nie wie, kiedy dojechał do stacji docelowej. I oto chodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na deser mała próbka Rebusa w wersji naszych południowych sąsiadów. Poczytajcie, jak &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span&gt;Rebus mówi po czesku&lt;/span&gt;:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;"Jste to vy, Clarkeová?"&lt;br /&gt;"Ano, pane"&lt;span&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Poslední človĕk, kterého by očekávala: John Rebus&lt;/span&gt;. Blížila se ke koupelnĕ.&lt;br /&gt;"Ve sluchátku to hroznĕ šumí," stĕžoval si Rebus.&lt;br /&gt;"Jen jsem zavírala vodu ve vanĕ"&lt;br /&gt;"Kristepane, vy jste právĕ ve-"&lt;br /&gt;"Ne, pane, ještĕ ne. Mám bezdrátový telefon."&lt;br /&gt;"Tyhle vĕcičky nenávidím. Pĕt minut s nĕkým mluvíte, a potom slyšíte, jak&lt;br /&gt;splachuje. Hm, omlouvám se... Kolik je hodin?"&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; znaki fonetyczne:&lt;br /&gt;á, í, é, ý – długie samogłoski&lt;br /&gt;ĕ – [ie]&lt;br /&gt;č – [cz]&lt;br /&gt;ž – [rz]&lt;br /&gt;š – [sz]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal  {mso-style-parent:"";  margin:0cm;  margin-bottom:.0001pt;  mso-pagination:widow-orphan;  font-size:12.0pt;  font-family:"Times New Roman";  mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1  {size:595.3pt 841.9pt;  margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;  mso-header-margin:35.4pt;  mso-footer-margin:35.4pt;  mso-paper-source:0;} div.Section1  {page:Section1;} --&gt;&lt;/style&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  Czytelnicy gazetowego forum "&lt;a href="http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=33434"&gt;kryminały i sensacje&lt;/a&gt;" mieli już  okazję się z tym fragmentem zapoznać, ale jest tak śliczny, że postanowiłam go jeszcze upamiętnić na blogu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla porównania &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;wersja polska&lt;/span&gt;:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;- To ty, Clarke?&lt;br /&gt;- Tak, sir. - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dzwoniła osoba, której się spodziewała&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;, czyli inspektor John Rebus&lt;/span&gt;.  Siobhan przeszła przez mieszkanie do łazienki.&lt;br /&gt;- Okropne zakłócenia - zauważył&lt;br /&gt;- Zakręcam wodę w łazience.&lt;br /&gt;- Jezu, jesteś w ...&lt;br /&gt;- Nie, sir. jeszcze nie. To telefon bezprzewodowy.&lt;br /&gt;- Nienawidzę tych wynalazków. Rozmawiasz z kimś przez pięć minut, a potem słyszysz, jak spuszcza wodę. Okropność. A która to godzina?&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kursywą zaznaczone dwa fragmenty, które się różnią. &lt;span lang="EN-US"&gt;"Poslední&lt;/span&gt;" to w języku czeskim "ostatni". Po polsku to zdanie powinno więc brzmieć: Ostatni człowiek, którego by się spodziewała. A brzmi? No właśnie:)&lt;br /&gt;Ciekawe, kto ma rację? Tłumacz polski czy czeski? Ja obstawiam Czecha.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-5534277543134226808?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/5534277543134226808/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=5534277543134226808' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5534277543134226808'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/5534277543134226808'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/05/detektivka-story.html' title='Detektivka story'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sh7I-5uyy8I/AAAAAAAAB38/29g9gyafq_Y/s72-c/Czarna-ksiega.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-4125395705293458592</id><published>2009-05-21T17:20:00.002+02:00</published><updated>2009-05-21T17:26:42.338+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Dlaczego rozstrzelali Stanisławów" Martin Pollack</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/ShVw2UxC3nI/AAAAAAAAB2E/0yCC36UWdaw/s1600-h/Dlaczego-rozstrzelali-Stanislawow..jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 203px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/ShVw2UxC3nI/AAAAAAAAB2E/0yCC36UWdaw/s320/Dlaczego-rozstrzelali-Stanislawow..jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5338297011907255922" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Powinnam zacząć od sprostowania: w poprzedniej notce napisałam, że &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Dlaczego rozstrzelali Stanisławów"&lt;/span&gt; jest, o bluźniercza naturo, słabsza od &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Śmierci w bunkrze"&lt;/span&gt;. Kajam się, bo myliłam się okrutnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reportaże czytam od niedawna i czuję się bardzo niepewnie na tym gruncie. Nie znam trików, klisz, schematów jakie z pewnością niektórzy autorzy stosują. Tak się przecież dzieje w każdym gatunku (w kryminale rozpoznałabym je chyba szybko, a wynika to z ilości przeczytanych przeze mnie opowieści z rodzaju "zabili go i uciekł", tutaj niestety nie mam tej przewagi) więc pewnie i tenże nie jest od tego wolny. A że do tego wciąż jestem w pierwszej fazie zakochania to ... sami rozumiecie. Z zachwytu najchętniej bym piała. Egzaltowane? Ale to miłość!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spróbuję jednak zacząć od wad, choć z bólem serca to czynię;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pollack nie ma tak przejrzystego stylu jak np. Tochman. Czasami zalewa czytelnika źródłami historycznymi, które w zbyt dużym stężeniu stają się nużące i powodują, że traci się z oczu główny wątek. Dodatkową trudność w tego typu fragmentach sprawiają mi niemieckie nazwy miejsc, regionów, nazwiska, których kompletnie nie potrafię zapamiętać. Ale to raczej mój problem, bo jakoś tak się dzieje z tym językiem, że gdy próbowałam sama uczyć się go w domu (gdy byłam młoda i ambitna) to nie potrafiłam zapamiętać nawet najkrótszej i najprostszej frazy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to by było na tyle, jeśli chodzi o moje zastrzeżenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Dlaczego rozstrzelali Stanisławów"&lt;/span&gt; to zbiór kilkunastu, zazwyczaj krótkich tekstów pisanych na przestrzeni 30 lat. Pollack porusza się po terenie, który go najbardziej interesuje, czyli jest to  Europa Wschodnia i Środkowa oraz Austria i Niemcy.&lt;br /&gt;Tytułowy tekst opowiada o losach dwóch młodych Polaków, Stanisławie Grzance i Stanisławie Mędrku, który w czasach II wojny światowej zostali wywiezieni na roboty do małej, austriackiej wsi. Tam zostają rozstrzelani przez zmierzających na Berlin Rosjan. Nie jest to najlepszy utwór z tego tomiku, ale znakomicie pokazuje warsztat Pollacka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto autor podczas spaceru, przypadkiem natrafia na zapomniane dwa groby z polskimi nazwiskami. Zaczyna pytać wiekowych mieszkańców Bocksdorfu, czy coś pamiętają, czy posiadają jakąś wiedzę o pochowanych tam ludziach. Krok po kroku, dysponując  właściwie garścią informacji oraz kilkoma fotografiami, autor próbuje odtworzyć historię tych chłopców. Przystępując do pisania tego reportażu, zdawał sobie od początku sprawę, że nigdy nie pozna odpowiedzi na tytułowe pytanie: dlaczego rozstrzelali Polaków?&lt;br /&gt;Ale chyba nie taki był cel. Czy to zabrzmi górnolotnie, gdy napiszę, że szczegółowo opisując fotografie i wykorzystując te okruchy wspomnień, które zebrał od mieszkańców wsi, ocalił od zapomnienia owych dwóch Stanisławów? Oddał im hołd?&lt;br /&gt;I to właśnie dlatego powstał ten artykuł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobne uczucia mi towarzyszą, gdy natrafiam na tekst &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Obrazkowa historia"&lt;/span&gt;. Punktem wyjścia do tego reportażu są zdjęcia wyszperane w jakimś antykwariacie i... niezwykła dociekliwość autora:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Uwielbiam spekulować na temat fotografii i losów uchwyconych na nich ludzi. Kim byli, w jakich stosunkach wzajemnych pozostawali, jakie wiedli życie, co ich poruszało, czy byli szczęśliwi, czy wręcz odwrotnie, co się z nimi dzieje?"&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Gdy Pollack analizuje poszczególne zdjęcia, zwraca uwagę na każdy, najdrobniejszy nawet szczegół. Ubrania, ich stan, miejsca, mimika twarzy, postawa pozujących to wszystko prowadzi do odkrycia, że mamy do czynienia z ludźmi mieszkającymi gdzieś w Polsce, prawdopodobnie na wschodzie, podczas II wojny światowej. Gdy przygląda się zdjęciu z targu, dzięki sprzedawanym warzywom i okryciom ludzi jest w stanie określić porę roku. Gdy dostrzega, że niektórzy z obecnych na fotografiach noszą opaskę z gwiazdą Dawida, potrafi również określić ramy czasowe.&lt;br /&gt;Opisuje wszystko ze szczegółami, to, że okna są powybijane, to, że chłopiec nosi za duża czapkę, że kobieta spogląda w obiektyw z wystraszona miną... &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;jak to się dzieje, że wydawać by się mogło, zwykły opis, ma taka siłę?&lt;/span&gt; Czy to świadomość tego, że wiemy, co najprawdopodobniej stało się z tymi ludźmi? Jaki los był im pisany? Czy to też umiejętności Pollacka? Pewnie jedno i drugie.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Ilu ludzi z obrazków nieznanego fotografa przeżyło Holokaust? Poważnie spoglądający chłopczyk w wielkiej czapce, z odstającymi uszami? Czy rodzice znaleźli dla niego kryjówkę? Mieli dość pieniędzy, żeby za nią zapłacić? Chrześcijańscy sąsiedzi żądali przecież za kryjówkę horrendalnych często sum. A nawet uiściwszy je, Żydzi nie mogli być pewni, że nie zostaną zdradzeni i wydani. Straszna to myśl, ale jest nieprawdopodobne, by chłopczyk przeżył. Dotyczy to także tego w czapce nasuniętej na oczy i dziewczynki o ciemnych brwiach, i tej z małą na rękach. Wszyscy oni mieliby dzisiaj niewiele ponad siedemdziesiąt lat, ale musimy zakładać, że od dawna nie żyją, że zginęli w getcie, w obozie, z głodu, od kuli, pięści czy gazu.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Chętnie dowiedziałbym się też czegoś więcej o fotografie. (...) Tego również, podobnie jak tylu innych rzeczy, nie dowiemy się prawdopodobnie nigdy."&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Pollack  pisze nie tylko o wojnie, holocauście, ale żeby zamknąć ten temat chciałabym jeszcze wspomnieć o jednej rzeczy. Pośród reportaży znajdują się cztery przedrukowane urzędowe pisma, powstałe już po wojnie. W nich, suchym, oficjalnym językiem stwierdza się fakt, że w danej miejscowości przed wojną mieszkało kilkadziesiąt rodzin cygańskich, a po wojnie zazwyczaj już żadna. Czasami pozostałych przy życiu Cyganów na siłę wysiedlano. Stawia się w tych miejscowościach pomniki ku czci ofiar wojennych, cywilnych, podając liczbę zabitych i ich nazwiska. Zazwyczaj w osobnym akapicie kwituje się dwoma zdaniami pogrom cygański. Jak myślicie, ich nazwiska są na tych pomnikach?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest w tym zbiorku też krótki tekst, który przypomina mi wiersz Miłosza pt. "Campo di Fiori". &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Baja. Uczciwi handlarze ludźmi"&lt;/span&gt; rozpoczyna opis festynu, w którym uczestniczą mieszkańcy południowowęgierskiej  mieściny Baja. To miasteczko to główne miejsce przerzutu ludzi z ogarniętej wojną byłej Jugosławii. Atmosfera zabawy, od której Pollack zaczyna swój felieton, nagle zostaje przerwana opisem grozy, strachu i nadziei, jaka towarzyszy oczekującym na przybycie bliskich. Kontrast, który wykorzystał autor chwyta za gardło. Gdy kolejny przerzut dobiega końca, przeczytamy: &lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Kiedy opuszczamy miasto, plac jest już cichy i spokojny w porannym słońcu, usiany plastikowymi kubkami i innym śmieciem. Festyn udał się świetnie"&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Pollack mistrzem puenty? Nie tylko w tym tekście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spostrzeżenia autora o losach mniejszości narodowych bardzo mnie zaskoczyły. To, co dotąd wydawało mi się jakby wpisane w los człowieka z owej grupy, teraz nie jest już takie oczywiste. Walkę o zachowanie języka, tradycji, kultury zastępuje pragnienie asymilacji. Jakie są motywy tych zachowań konformistycznych? Pollack spróbuje na to pytanie odpowiedzieć, tak jak i na wiele innych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego tak sobie cenię ten zbiór? Bo to książka, z rodzaju tych, które weryfikują nasze poglądy a przynajmniej każą się nam nad nimi zastanowić. Jest w twórczości Pollacka niesłychana ciekawość człowieka, jego obserwacje są celne, choć czasami bezlitosne. Bezlitosne zarówno dla sprawców zła jak i bezwolnych obserwatorów. Bo obojętność to chyba najgorszy grzech...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lektura obowiązkowa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-4125395705293458592?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/4125395705293458592/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=4125395705293458592' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/4125395705293458592'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/4125395705293458592'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/05/dlaczego-rozstrzelali-stanisawow-martin.html' title='&quot;Dlaczego rozstrzelali Stanisławów&quot; Martin Pollack'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/ShVw2UxC3nI/AAAAAAAAB2E/0yCC36UWdaw/s72-c/Dlaczego-rozstrzelali-Stanislawow..jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-8487481246196015504</id><published>2009-05-18T20:25:00.000+02:00</published><updated>2009-05-18T20:26:41.624+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='o książkach'/><title type='text'>Spotkanie z Martinem Pollackiem</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/ShGmmuCZTGI/AAAAAAAAB18/1YVZW_CIF00/s1600-h/Martin+Pollack.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 280px; height: 187px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/ShGmmuCZTGI/AAAAAAAAB18/1YVZW_CIF00/s400/Martin+Pollack.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5337230217534065762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Podliczyłam dzisiaj, że to już 10 pisarz z którym miałam przyjemność się zetknąć podczas  spotkań autorskich organizowanych dla czytelników. Dziesiąte spotkanie z kolei, ale pierwsze w mojej własnej hierarchii. Pollack jest... i tutaj mogłabym Was zasypać niezliczoną ilością pozytywnie zabarwionych przymiotników. Podobało mi się to, że nie wdzięczy się do czytelników choć z uwagą wysłuchuje każdego pytania, nawet najgłupszego i z gatunku tych powracających jak bumerang.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na spotkanie wybrałam się uzbrojona w przeczytaną &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Śmierć w bunkrze"&lt;/span&gt; oraz doczytanym do połowy najnowszym zbiorem reportaży &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Dlaczego rozstrzelali Stanisławów"&lt;/span&gt;. Doczytałam tylko do połowy, bo nie miałam czasu a nie dlatego, że ten utwór uważam za słabszy. Chociaż, jak się tak zastanowić, to faktycznie, w moim odczuciu jest słabszy, ale i tak wciąż dobry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jaki utwór przyniósł Pollackowi największy rozgłos? Przed spotkaniem odpowiedziałabym, że "Śmierć w bunkrze" która obnażyła bezlitośnie przeszłość jego rodziny. Ale pytania, które padały, najczęściej dotyczyły &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Ojcobójcy"&lt;/span&gt; (zainteresowani tym tematem byli głównie studenci) oraz &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Po Galicji"&lt;/span&gt; (tutaj uaktywnili się starsi uczestnicy spotkania). Osoba wprowadzająca ("zagajenie" zajęło mu... 40 minut, aż w końcu Pollack, który siedział obok dr Borkowskiego zaczął dyskretnie czyścić swój zegarek (!)) mówiła głównie o "Dlaczego rozstrzelali Stanisławów" i jak się później okazało, ludzie, którzy nie czytali tego utworu pytali się Pollacka: Dlaczego pisze pan o Stanisławowie? A nie np. o Lwowie? czy Krakowie? ;) Autor tłumaczył, że to wina wydawcy, ten  tak niejednoznaczny tytuł i wprowadzający w błąd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z wielkim uznaniem wypowiadał się o &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;polskiej szkole reportażu&lt;/span&gt;. Posunął się nawet do deklaracji, że mamy w tej chwili najlepszych autorów na świecie. Wymienił Szczygła, Nowaka, Hugo-Badera. Kapuściński to oczywiście nadal Mistrz.&lt;br /&gt;Miło tego się słuchało. I to był patriotyzm, a nie nacjonalizm. Bo na spotkaniu padło odważne stwierdzenie wypowiedziane przez  starszą panią, że nacjonalizm nie może być zły, bo płynie z miłości. Miłość jest dobra a to człowiek wykorzystuje ją do niecnych celów. Jako, że pani oprócz tej kontrowersyjnej wypowiedzi zalała autora opowieścią o swojej Galicji, ta kwestia pozostała niezauważona. Ale ja się z nią nie zgadzam. Nacjonalizm nie ma nic wspólnego z miłością, jemu raczej bliżej do zamaskowanych kompleksów i poczucia niższości, które żywią się pogardą i przemocą. Gdzie tutaj miejsce na miłość?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej intymne chwile tego spotkania, to oczywiście te, w których autor opowiadał o swoich doświadczeniach związanych z powstawaniem książki "Śmierć w bunkrze". To był i zawsze będzie dla niego trudny temat, za który zapłacił depresją i zerwaniem stosunków z rodziną. Książka powstała, jak powiedział, z poczucia odpowiedzialności a nie z poczucia winy za czyny ojca. Wydał ją, bo o tym wciąż trzeba rozmawiać, chociaż są tacy, którzy mają pretensję do niego o to, że utwór ten nie powstał wcześniej, że tak długo z tym zwlekał. Zwlekał, bo nie był gotowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opowiadał, jak wielką wagę przykłada do fotografii. Zbiera stare zdjęcia, szuka ich po antykwariatach, ludzie sami mu je znoszą. Rozszyfrowuje uchwycone na nich ludzkie losy. Jak sam powiedział, dla niego ważny jest ten najbardziej przeciętny z przeciętnych. Ten człowiek, który nie zasłużył się niczym wielkim, niczego nie osiągnął ale jak każdy z nas czuł w swoim życiu strach, miłość, ból. Kiedy? Gdzie? Z jakiego powodu? Autor reportaży jest od tego, by ocalić te istnienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo dumny był ze swojego domu na wsi, gdzie jak twierdzi ma prawdziwą bibliotekę. Bardzo lubi to miejsce. Lubi też wina austriackie i skarżył się, że w Opolu nie zaserwowano mu polskiego wina. Na co jeden ze studentów się odezwał, stwierdzając, że polskie trunki z winogron są bardzo kwaskowe i pewnie dlatego nie znajdują amatorów. Pollack zaoponował: on jest wielbicielem właśnie takich win!&lt;br /&gt;Dostał też od starszego pana, jednego z uczestników spotkania, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Order zasłużonych dla Opolszczyzny z czasów... PRL&lt;/span&gt; ;) To w ramach podziękowań za opowieść o Galicji. Autor bardzo się śmiał i stwierdził, że niestety, nie jest ubrany na galowo, więc nie może teraz przypiąć sobie tego odznaczenia:)&lt;br /&gt;Na pytanie, czy napisze kiedyś kryminał, odpowiedział, że on ma w nosie kryminały. Dosłownie. Wszyscy teraz piszą kryminały, ale on nie zamierza ;))) Choć ja należę do wielbicielek tego gatunku, to Pollack ma u mnie duży plus za to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzi było dużo, co mnie bardzo cieszy. Nawet gdyby pominąć studentów germanistyki, którzy byli tam z obowiązku, to i tak sala była pełna. Na Czubaju i Miłoszewskim było raptem po 15-20 osób, wliczając w to panie z biblioteki, które dzielnie robiły za sztuczny tłum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam autograf, wspomnienia i kolejne plany zakupowe. "Ojcobójca" i "Po Galicji" muszą być moje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Martin Pollack pisze ważne książki i do tego jest czytany. To dobrze rokuje na przyszłość, taką przynajmniej mam nadzieję.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-8487481246196015504?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/8487481246196015504/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=8487481246196015504' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/8487481246196015504'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/8487481246196015504'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/05/spotkanie-z-martinem-pollackiem.html' title='Spotkanie z Martinem Pollackiem'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/ShGmmuCZTGI/AAAAAAAAB18/1YVZW_CIF00/s72-c/Martin+Pollack.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-1485505088230258795</id><published>2009-05-13T19:20:00.000+02:00</published><updated>2009-05-13T19:22:01.102+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='o książkach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos za stosem'/><title type='text'>Lenistwo i książki</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgsAYYa5RcI/AAAAAAAABzo/9zdMLEmvIAY/s1600-h/dziecie-boze_300.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 126px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgsAYYa5RcI/AAAAAAAABzo/9zdMLEmvIAY/s200/dziecie-boze_300.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5335358602422601154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mam kilka dobrych książek za sobą, ale tak strasznie nie chce mi się przysiąść, by coś o nich napisać. Czytam jednak dużo i w większości jestem zadowolona z lektury. Powinnam więc uaktywnić się na blogu a tutaj lenistwo wzięło górę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo podobał mi się nowy McCarthy czyli "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dziecię boże&lt;/span&gt;" - ta książka posiada moc podobną do "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Drogi&lt;/span&gt;". Muszę jak nic rozejrzeć się za pozostałymi powieściami tego autora, ale prawda jest taka, że zetkniecie z jego proza nie jest czymś, co można określić jako przyjemność. Wiele mnie kosztuje dotarcie do ostatniej strony powieści, chociaż styl określiłabym jako... lekki? Można zarówno "Drogę" jak i "Dziecię boże" przeczytać w jeden wieczór, ale jak po tym wszystkim zasnąć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świetnie czytało mi się "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rachubę świata&lt;/span&gt;" Kehlmanna, która moim zdaniem jest doskonałą ilustracją znanego utworu Mickiewicza pt. "Romantyczność"&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;" id="intertext1"&gt;                     (...) &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;" id="intertext1"&gt;Ufajcie memu oku i szkiełku,&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgsA0FzhsNI/AAAAAAAABz4/40ozpu9hQ-8/s1600-h/rachubaswiata.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 136px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgsA0FzhsNI/AAAAAAAABz4/40ozpu9hQ-8/s200/rachubaswiata.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5335359078461976786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;" id="intertext1"&gt;                      Nic tu nie widzę dokoła.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(...)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;                  &lt;span style="font-style: italic;"&gt;(...)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;                 &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;                &lt;span style="font-style: italic;"&gt; Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;                &lt;span style="font-style: italic;"&gt; Nie znasz prawd żywych, nie obaczys&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;z cudu!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;                &lt;span style="font-style: italic;"&gt; Miej serce i patrzaj w serce!" &lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;A do tego znakomicie napisane! Dwaj główni bohaterowie dobrani na zasadzie przeciwieństw, ale pomimo oczywistych kontrastów oboje są smutno podobni do siebie. Fantastyczna książka! I zabawna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgsAiKR-1HI/AAAAAAAABzw/A7JDS7rIA_g/s1600-h/Droga-do-szczescia..jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 126px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgsAiKR-1HI/AAAAAAAABzw/A7JDS7rIA_g/s200/Droga-do-szczescia..jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5335358770425812082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie mogłabym też nie wspomnieć o "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Drodze do szczęścia&lt;/span&gt;" Yatesa. Poruszająca i przygnębiająca, zwłaszcza gdy człowiek sobie uświadomi jak walka o wyrwanie się z szablonu jest pragnieniem każdego człowieka. Pragnieniem, które pokonane zostaje przez, może gdybym napisała, że przez potrzebę poczucia bezpieczeństwa byłoby mi łatwiej, ale wydaje mi się, że tutaj pasuje niestety aroganckie i prostackie słowo: wygodnictwo. Muszę jeszcze obejrzeć film. Książka cudowna i odważna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie udało mi się natomiast doczytać "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Szybkiego cashu&lt;/span&gt;" Lapidusa. Początek w iście hitchcockowskim stylu, ale potem autor kręcił się już tylko w kółko. Język mi się podobał, bo slangiem z pewnością mówią ludzie ze środowiska przestępczego, skoro za przeproszeniem "gówniarzeria" też się już tak porozumiewa. Pierwsze 100 stron przeczytałam z zapałem, który niestety szybko się skończył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytałam też i godne polecenia kryminały. Ale o tym może w następnym wejściu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Póki co,  stosik:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgsAGwdwP0I/AAAAAAAABzg/s5LY8LV1nfE/s1600-h/stosik13.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgsAGwdwP0I/AAAAAAAABzg/s5LY8LV1nfE/s320/stosik13.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5335358299639398210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt; Richard Mason "Rozświetlone pokoje"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Juli Zeh "Cisza jest dźwiękiem"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stieg Larsson "Dziewczyna, która igrała z ogniem"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Małgorzata Szejnert "Wyspa klucz"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Amitav Ghosh "Żarłoczny przypływ"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Leksykon fantastyki"&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-1485505088230258795?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/1485505088230258795/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=1485505088230258795' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/1485505088230258795'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/1485505088230258795'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/05/lenistwo-i-ksiazki.html' title='Lenistwo i książki'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgsAYYa5RcI/AAAAAAAABzo/9zdMLEmvIAY/s72-c/dziecie-boze_300.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-3664964492148818725</id><published>2009-05-11T21:15:00.000+02:00</published><updated>2009-05-11T21:16:32.506+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Leksykon fantastyki. Postacie, miejsca, rekwizyty, zjawiska"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sgh44rgDjZI/AAAAAAAABzY/pjU98n63Yt0/s1600-h/Leksykon-fantastyki.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 224px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sgh44rgDjZI/AAAAAAAABzY/pjU98n63Yt0/s320/Leksykon-fantastyki.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5334646673765535122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przyznam się Wam do czegoś.&lt;br /&gt;Takie to trochę wstydliwe i trochę godzi w mój wizerunek...&lt;br /&gt;Ech...&lt;br /&gt;Gdy byłam w liceum...&lt;br /&gt;To...&lt;br /&gt;No dobra, powiem to: z przyjemnością czytywałam, sama dla siebie a nie z przymusu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;czytałam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;czytałam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;podręczniki do języka polskiego!&lt;br /&gt;I do tego noszę* okulary!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rany! Powiedziałam to ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten pierwszy podręcznik, do klasy I, był brunatno-bury, obejmował kilka epok: od starożytności do oświecenia. Ktoś pamięta? :)&lt;br /&gt;Były tam teksty literackie, źródłowe ale i bardzo ciekawie opracowane wstępy do każdej z epok. Przeczytałam od razu wszystkie te "wstępy"... interesujące, przystępnie i krótko napisane. Fun! Ale jak się niebawem okazało, tylko ja tak podeszłam do sprawy... Poczułam się jak dziwadło i postanowiłam ukrywać z tym... zboczeniem, za przeproszeniem. Aż do dzisiaj :)))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie stąd moje zamiłowanie do różnego rodzaju kompendiów wiedzy. Taki Kopaliński... guru dla większości chyba, prawda? &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Słownik mitów i kultury"&lt;/span&gt; mam na półce obok łóżka i często po niego  sięgam, nie tylko gdy szukam czegoś konkretnego, także dla czystej rozrywki. I wciąż się sprawdza:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fascynowała mnie kiedyś także pewna seria: "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kronika kobiet&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kronika XX wieku&lt;/span&gt;", "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kronika ludzkości&lt;/span&gt;"... do tych dotarłam i spędziłam nad nimi mnóstwo czasu. Marzyła mi się jeszcze "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kronika filmu&lt;/span&gt;" ale była nieosiągalna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako wielbicielka fantastyki, aczkolwiek  prawie ''zielona" w temacie bardzo się ucieszyłam, gdy znalazłam zapowiedź wydania &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Leksykonu fantastyki"&lt;/span&gt;, czemu dałam wyraz i na blogu. Coś dla mnie, pomyślałam, zacierając ręce. I ... wiadomo, co chcę napisać?&lt;br /&gt;Niestety, ten leksykon nie jest dla mnie, bo:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;1. abstrahując od &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Leksykon"&gt;definicji&lt;/a&gt; z Wikipedii, ten wolumin jest po prostu zbiorem streszczeń bardziej znanych, znanych i mniej znanych (choć polemizowałabym i nawet z tym, bo zdecydowanie górują ultrapopularne hasła) produkcji fantastycznych i okołofantastycznych.  Brakuje mi jakiejś analizy albo interpretacji opisywanych zjawisk. Dowiemy się dokładnie, jakie były losy Morgany czy Alicji, ale jakie miały znaczenie w historii literatury, już nie. Związana z nimi symbolika? Też nic. Wystarczyłoby mi naprawdę parę zdań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. brak haseł autorskich - ??? dlaczego??? Kompletnie nie rozumiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. budowa leksykonu - no tak... mamy takie np. hasła: Aslan, Biała Czarownica, Błotosmętek, Kaspian X, Las miedzy Światami, Narnia, ptasie mleczko  i jeszcze kilka związanych oczywiście z cyklem "Opowieści z Narnii", ale już tego najbardziej oczywistego, czyli właśnie "Opowieści z Narnii" nie uświadczysz. Strasznie brakuje mi tutaj chociażby próby syntetycznego podejścia do opisywanych zjawisk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. i teraz już coś tak bardzo subiektywnego, jak dobór haseł - każdy może przecież powiedzieć, że jego zdaniem powinno znaleźć się jeszcze to czy tamto. Fakt, ale mimo wszystko wybór autorek, jest dla mnie bardzo kontrowersyjny.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Skoro jest Miś Yogi to dlaczego nie ma,  ot choćby, Sandmana? Thomasa Covenanta? Jest Sapkowski ale nie ma Kresa?&lt;br /&gt;Jest Plastuś, Karolcia, Byczek Fernando, Pippi, Myszka Miki... a nie ma George'a R.R. Martina? Faceta, o którym się pisze, że jest godnym następcą a nie naśladowcą Tolkiena? Nie ma nic na temat new wird, popularnej do bólu Meyer ( a jest Potter i Rice), są "Faceci w czerni" nie ma z "Archiwum X", jest "Scooby Doo" a nie ma "Star Treka"... mogłabym tak bez końca a wcale nie uważam się za znawczynię tematu...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Autorki piszą, że jest to książka dla wszystkich, którzy kochają fantastykę. Nie zgadzam się. Problem bowiem w tym, że to książka, dla tych którzy kochają fantastykę, ale wciąż są nastolatkami. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ten leksykon doskonale by się sprawdził w szkolnej bibliotece&lt;/span&gt;. Jeśli przygotowujesz się do konkursu z wiedzy o Harrym Potterze, Narnii, Władcy pierścieni - polecam tę książkę.&lt;br /&gt;Chcesz przypomnieć sobie o czym była "Karolcia"? Poznać streszczenie "Dzikich łabędzi" Andersena? Voila, oto coś dla Ciebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale jeśli szukasz, tak jak ja,  czegoś o fantastyce, która wykracza poza zbiór informacji o bohaterach kreskówek i dobranocek, to przykro mi to mówić, musimy jeszcze poczekać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Tytuł tej książki powinien po prostu  brzmieć "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Leksykon fantastyki dla dzieci i młodzieży&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Postacie, miejsca, rekwizyty, zjawiska&lt;/span&gt;". I wtedy wszystko (prawie, bo nadal gryzie mnie pominięcie haseł autorskich) staje się jasne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;*wtedy nosiłam, od roku jestem gorącą zwolenniczką szkieł kontaktowych. Bo i okulary przeciwsłoneczne mogę nosić i  nie zsuwają mi się z nosa i nie parują ani nie zachlapią się podczas deszczu... :))) &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-3664964492148818725?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/3664964492148818725/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=3664964492148818725' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3664964492148818725'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3664964492148818725'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/05/leksykon-fantastyki-postacie-miejsca.html' title='&quot;Leksykon fantastyki. Postacie, miejsca, rekwizyty, zjawiska&quot;'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sgh44rgDjZI/AAAAAAAABzY/pjU98n63Yt0/s72-c/Leksykon-fantastyki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-6628108531456840082</id><published>2009-05-06T11:42:00.001+02:00</published><updated>2009-05-06T11:44:50.509+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='proza życia'/><title type='text'>Powrót z majówki</title><content type='html'>bywa trudny zwłaszcza, gdy pobyt można zaliczyć do udanych. Do tego tak zwyczajny fakt, jak brak aparatu wywołało smętne rozważania o upływającym nieubłaganie czasie.&lt;br /&gt;Co my teraz będziemy wspominać w długie, zimowe wieczory? Odrobinę ukojenia przyniosły wypasione komórki... ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odwiedziliśmy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Polanicę Zdrój&lt;/span&gt;, małe, klimatyczne miasteczko, troszkę kiczowate, ale z urokliwą architekturą. Bardzo podobają mi się domy z drewnianymi elementami: werandy, balkony, balustrady, okna.&lt;br /&gt;Odwiedziliśmy pijalnię wód i taki napój ze źródełka jest całkiem ok, dopóki się go nie wącha. Ja skusiłam się na zimny "kran", głęboko odetchnęłam i ...wypiłam. Dobre! Inne niż butelkowe, ale dobre. Potem przestałam się certolić, jak mawia moja babcia, i wypiłam chłonąc również bukiet zapachowy. He, he... nie polecam :) Jazda bez trzymanki. Ale jazda ekstremalna to ciepłe źródełko... Ja się nie zdecydowałam, choć widziałam i takich śmiałków. Marnie kończyli jednakoż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;poniższe fotki pochodzą ze strony: &lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;http://www.pttk.strzelin.pl/galeria/stolowe/polanica/index.htm&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgCE_D8Cx7I/AAAAAAAAByw/Zqc9rY2XLkY/s1600-h/polanica0011.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgCE_D8Cx7I/AAAAAAAAByw/Zqc9rY2XLkY/s400/polanica0011.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332408177730439090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgFabM8hjUI/AAAAAAAABzI/HoMuQTA-xYc/s1600-h/polanica004.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgFabM8hjUI/AAAAAAAABzI/HoMuQTA-xYc/s400/polanica004.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332642857161428290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem pojechaliśmy do &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kudowy&lt;/span&gt;. Miasteczko również śliczne, z romantycznie wijącymi się uliczkami. Mnóstwo zieleni, ale i turystów. Następnym razem wybierzemy się tam w jakiś weekend, podczas którego drodzy rodacy raczej zostaną w domu :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family:arial,sans-serif;font-size:-1;"&gt;&lt;span class="a"&gt;                                                           &lt;span style="font-style: italic;"&gt; fotka z csb.wikipedia.org&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgCFLXFSDaI/AAAAAAAABy4/EioTOIwB02I/s1600-h/Kudowa-Zdr%C3%B3j_-_Polonia.JPG"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgCFLXFSDaI/AAAAAAAABy4/EioTOIwB02I/s400/Kudowa-Zdr%C3%B3j_-_Polonia.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332408389027892642" border="0" /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgCFLXFSDaI/AAAAAAAABy4/EioTOIwB02I/s1600-h/Kudowa-Zdr%C3%B3j_-_Polonia.JPG"&gt;&lt;/a&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgCFbhZpFkI/AAAAAAAABzA/UP7U11MGiIs/s1600-h/kudowa2.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgCFbhZpFkI/AAAAAAAABzA/UP7U11MGiIs/s400/kudowa2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332408666675549762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;http://fotogalerie.pl/fotka/27418911861505647t,dux21,Stary-dom-Kudowa-Zdroj.......htm&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A potem krótki wypad do &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czech&lt;/span&gt;, gdzie na dzień dobry zobaczyliśmy, jak to stwierdził nasz współtowarzysz : "czeskiego wariata".&lt;br /&gt;Oczywiste jest, że wariat polski zdecydowanie różni się od wariata czeskiego, to przecież nie ulega żadnej dyskusji. Czeski wariat gania bez celu (lub w celu li tylko sobie,  "wariatowo" wiadomym)  po polu, podczas gdy wokół nie widać żadnego wehikułu, którym przybył na to pole. Polski wariat ma zawsze zaparkowany automobil na poboczu i gna w pole lub las w wiadomym celu (obrazków takich uświadczyliśmy, niech no policzę: raz, dwa, dwa... trzy - przy czym ten trzeci wypadek to akcja zbiorowa: pogoń w wiadomym kierunku ojca z synem. Ichnie kobiety, lub nie daj boże, branki, grzecznie siedziały w białym audi).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i na zakończenie załapaliśmy się na plan zdjęciowy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Pierwszej miłości"&lt;/span&gt;. Być może i nas pokażą, bo oparliśmy się pokusie machania do kamery i pozdrawiania rodziny i znajomych królika ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jak tylko wrócę ze spaceru z psem, to odpiszę na posty i poczytam, co tam u Was.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-6628108531456840082?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/6628108531456840082/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=6628108531456840082' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6628108531456840082'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6628108531456840082'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/05/powrot-z-majowki.html' title='Powrót z majówki'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SgCE_D8Cx7I/AAAAAAAAByw/Zqc9rY2XLkY/s72-c/polanica0011.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-7573835347658649031</id><published>2009-05-02T14:22:00.000+02:00</published><updated>2009-05-02T14:23:59.950+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos za stosem'/><title type='text'>Majowy stosik z frezjami w tle oraz wszędobylskim wyrazem "okazja"</title><content type='html'>Uwielbiam zapach frezji! Właśnie od czwartku oddaje się zapachowej rozpuście i choć pachną intensywnie, to wciskam w bukiecik nochala, by się jeszcze podkręcić :)))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Ale najważniejsze są oczywiście książki. Część,  to jak się domyślacie, nabytki z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;okazji&lt;/span&gt; Światowego Dnia Książki, część to &lt;span style="font-style: italic;"&gt;inne okazje&lt;/span&gt; (w zasadzie chyba można potraktować to słowo jako eufemizm na&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;impulsywno-kompulsywne zakupy książkowe) a część to &lt;span style="font-style: italic;"&gt;prawdziwe okazje&lt;/span&gt; (taka "Trudna decyzja panny Pym" kosztowała... 1,50 PLN! Jak tu się oprzeć?).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;A i to jeszcze nie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wszystkie okazje&lt;/span&gt;... ale o tym innym razem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SfwxMbNIEcI/AAAAAAAAByg/tEO8BPxfw64/s1600-h/stosik12.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 392px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SfwxMbNIEcI/AAAAAAAAByg/tEO8BPxfw64/s400/stosik12.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5331190148430827970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;O d góry:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. "Trudna decyzja panny Pym" - J. Tey&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. "Hohaj" - E. Rynkell&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. "Sieroty zła" - N.E. d’Orves&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. "Miasto niepokoju" - D. Lehane&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. "Bal absolwentów" - R. Newman&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. "Dziecię boże" - C. McCarthy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. "Dlaczego rozstrzelali Stanisławów" - M. Pollack&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. "Bez śladu" -  L. Barclay&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. "Srebrna zatoka" - Jojo Moyes&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. "Zbyt piękna dziewczyna" - J. Seghers&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. "Sztuka grzechu" - A. Thorarinsson&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. "Dziewiętnaście minut" - J. Picoult&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-7573835347658649031?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/7573835347658649031/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=7573835347658649031' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/7573835347658649031'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/7573835347658649031'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/05/majowy-stosik-z-frezjami-w-tle-oraz.html' title='Majowy stosik z frezjami w tle oraz wszędobylskim wyrazem &quot;okazja&quot;'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SfwxMbNIEcI/AAAAAAAAByg/tEO8BPxfw64/s72-c/stosik12.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-2253052070945317376</id><published>2009-04-29T21:26:00.002+02:00</published><updated>2009-04-29T21:32:56.169+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Reading challenge'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Czarodziejka z Florencji" Salman Rushdie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SfimzbAmwTI/AAAAAAAAByY/SpZ_CddIGBQ/s1600-h/Czarodziejka-z-Florencji..jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SfimzbAmwTI/AAAAAAAAByY/SpZ_CddIGBQ/s320/Czarodziejka-z-Florencji..jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5330193561346818354" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W czwartej klasie szkoły podstawowej zapałałam miłością ogromną   do baśni i legend. Pamiętam, jak wypożyczałam wszystkie możliwe zbiory z tymi utworami: poznałam bajki indiańskie, gruzińskie, fińskie i jakie jeszcze można sobie wymyślić, ale najbardziej, o dziwo, podobały mi się te nasze, polskie. Nie sądzę, żeby zadziałała tutaj zasada inżyniera Mamonia, że najbardziej podobają się nam te rzeczy, które już znamy, ale pewnie coś w tym jest ;)))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sięgając po Rushdiego miałam nadzieję powrócić w tamten niezapomniany świat, pełen dziwów i czarów, pięknych królewien, złych macoch, krain mlekiem i miodem płynących. Poniekąd się to udało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czarodziejka z Florencji&lt;/span&gt;" jest bowiem taką magiczną opowieścią, bogato inkrustowaną, która skrzy się i błyszczy, zarówno od cudownych, plastycznych opisów jak i intrygujących postaci. Historia zaczyna się od przybycia  do cesarza Akbara, najpotężniejszego władcy dynastii Mogołów długowłosego, ubranego po cudzoziemsku młodzieńca. Najważniejszą misją młodego mężczyzny jest... opowiedzenie własnej historii. A że będzie ona niezwykła, nie śmiałam wątpić:&lt;br /&gt;&lt;blockquote style="font-style: italic;"&gt;"W tym na wpół odkrytym świecie każdy dzień przynosił wieści o nowych czarach. Wizjonerskiej, odkrywczej poezji tamtejszej codzienności nie zniweczyła jeszcze ciasna proza faktów"&lt;/blockquote&gt;Wkraczamy bowiem do świata , w którym magia wciąż współistnieje z realizmem i to w zgodzie i pokoju. Efekt? Możemy bezkarnie czytać o idealnej kobiecie, żonie cesarza, w której ów był bezgranicznie zakochany. Była istotą doskonałą ale i niewidzialną, co zapewniam Was, nie umniejszało wcale znaczenia pierwszej żony. Była równie wpływowa, co przywoływana na kartach powieści Elżbieta I.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Wrażenie wywrze też z pewnością opowieść o wiecznie młodej księżniczce. Piękna i mądra,  jej czar zniewalał każdego, kto miał to szczęście, by choć raz zerknąć na Qarę Köz. Niestety, ona również była zniewolona: przez mężczyzn. Kobieta w XVI wiecznych Indiach musiała pogodzić się z tym, by o jej losie decyzję podejmowali mężczyźni. Na szczęście, miłość do jednego z nich mogła to odmienić... ale czy na pewno?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nie jest to więc powieść stricte historyczna, bo fakty przemieszane są tutaj z nieprawdopodobnymi zdarzeniami. Ale Rushdiemu udało się wybrać ciekawy okres w naszych dziejach, bo tutaj nawet prawda stroi sobie dziwne miny do czytelnika.... Ot, chociażby historia pewnego miasta. Cesarz wybrał Sikri na stolicę i rozbudowywał przez kilkanaście lat to miejsce, pragnąc stworzyć miejsce doskonałe,  po czym ze względu na brak dostępu do wody pitnej miasto zostało opuszczone. Miasto duchów. Miasto widmo. Ewakuowano mieszkańców (tych "znaczących" oczywiście) do odległej o 40 km Agry. Na mnie zrobiło to naprawdę duże wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mniejsze zresztą niż postać &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Machiavellego&lt;/span&gt;, którego utożsamiałam z "Księciem" i z zawartymi tam poglądami na władzę, czyli krótko mówiąc: zły, zły, złyyy człowiek. A tutaj Rushdie zadaje pytanie: czy "Książę" to kwintesencja ideologii naszego Włocha czy tylko opis ówczesnych zachowań np. Medyceuszy? I zdecydowanie skłania się ku tej drugiej opcji, zresztą podkreśla to w wywiadach. Machiavelli wg niego padł ofiarą niezrozumienia... makiaweliczne to, prawda? ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czarodziejka z Florencji&lt;/span&gt;" to opowieść o władzy, postrzeganej zarówno z punktu widzenia najważniejszej osoby w państwie jak i zwykłych poddanych. Cudowne są fragmenty, gdy cesarz  Akbar próbuje po raz pierwszy w życiu zmierzyć się z własnym "ja", pomyśleć o sobie: "ja" a nie "my".&lt;br /&gt;&lt;blockquote style="font-style: italic;"&gt;"On, Akbar, nigdy w odniesieniu do siebie nie używał "ja", nawet na osobności, nawet w gniewie ani w snach. Był - jakżeby inaczej? - "my". Był definicją, ucieleśnieniem owego "My". Ta mnogość przysługiwała mu z urodzenia.(...) Owo "my" definiowało, co znaczy być władcą."&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Losy poddanych, zarówno tych ze Wschodu jak i Zachodu niewiele się różniły. Zdani na łaskę lub niełaskę, istniejący tylko jako jednolita masa, która czasami może się zbuntować, więc warto mieć ich na oku...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Czarodziejkę z Florencji" można odczytać jako opowieść o zderzeniu Wschodu z Zachodem, aczkolwiek słowo "zderzenie" niesie ze sobą takie konotacje, które tutaj nie pasują. Bo autor pokazał, jak niewiele różniły się od siebie te dwa miasta: Florencja i Sikri. Miasta, ludzie, ich natura.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Przekleństwem rasy ludzkiej jest nie to, że tak bardzo się różnimy, ale że tak bardzo jesteśmy do siebie podobni"&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To także opowieść o wielkiej miłości, o jej poszukiwaniach i poświeceniu dla niej. Czy miłość daje wolność? Czy też ją zabiera?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najważniejsza jednak w powieści jest historia. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Historia, którą każdy z nas nosi w sobie&lt;/span&gt;.      I którą pragniemy komuś opowiedzieć, marząc o tym,  że nasz Słuchacz uzna ją za ważną i interesującą...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-2253052070945317376?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/2253052070945317376/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=2253052070945317376' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2253052070945317376'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2253052070945317376'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/04/czarodziejka-z-florencji-salman-rushdie.html' title='&quot;Czarodziejka z Florencji&quot; Salman Rushdie'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SfimzbAmwTI/AAAAAAAAByY/SpZ_CddIGBQ/s72-c/Czarodziejka-z-Florencji..jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-4433472898849869485</id><published>2009-04-24T11:35:00.003+02:00</published><updated>2009-04-24T11:45:37.902+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='o książkach'/><title type='text'>Poszukiwany, poszukiwana...</title><content type='html'>Minęło 9 dni od &lt;a href="http://strona105.blogspot.com/2009/04/losowanie.html"&gt;losowania&lt;/a&gt; a Tomek się nie odezwał. Nie jestem w stanie, że tak się wyrażę, Go namierzyć, bo profil ma wyłączony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozwólcie więc, że już bez fotosesji (modelce uderzyła woda sodowa do głowy) podam drugą osobę, którą wylosowałam (zgodnie ze sztuką - karteczki, piłka tylko zamiast psa było wytrząchanie oburęczne) a mianowicie.. tadam! &lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Aerien&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; z cudnego blogu &lt;a style="font-weight: bold;" href="http://brulion.blox.pl/html"&gt;Substytut Zeszytu&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Gratulacje, zaraz do Ciebie napiszę :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Na wszelki wypadek, mam też trzecią karteczkę z imieniem. Bo może Aerien korzystając z wczorajszego szaleństwa z okazji Światowego Dnia Ksiązki zakupiła sobie    przewodnik pt.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; "Toskania, Umbria i okolice. Przewodnik subiektywny"?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Jeśli nie, jest Twój :)))&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-4433472898849869485?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/4433472898849869485/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=4433472898849869485' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/4433472898849869485'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/4433472898849869485'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/04/poszukiwany-poszukiwana.html' title='Poszukiwany, poszukiwana...'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-6720506114601865466</id><published>2009-04-16T19:51:00.000+02:00</published><updated>2009-04-16T19:53:14.995+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminały'/><title type='text'>"W proch się obrócisz"  Yrsa Sigurdardottir</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SedwK1zrjWI/AAAAAAAAByM/c1mVLgVvZBI/s1600-h/W-proch-sie-obrocisz_Yrsa-Sigurdardottir..jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 226px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SedwK1zrjWI/AAAAAAAAByM/c1mVLgVvZBI/s320/W-proch-sie-obrocisz_Yrsa-Sigurdardottir..jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5325348415933746530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To już trzecia powieść islandzkiej pisarki, która ukazała się na polskim rynku i którą miałam przyjemność przeczytać.&lt;br /&gt;"Trzeci znak", "Weź moją duszę" i "W proch się obrócisz" to trylogia, którą łączy postać głównej bohaterki. A jest nią energiczna, pełna werwy i dystansu do siebie Thora. Młoda mama i babcia, rozwódka, prawniczka - choć pewnie powinnam te cechy wymienić w innej kolejności, bo pewnie Thora postawiłaby akcent w innym miejscu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kryminały Yrsy Sigurdardottir podążają popularnym ostatnio nurtem, również i moim ulubionym, gdzie oprócz śledztwa ważne jest także życie prywatne bohatera: detektyw  przecież ma marzenia, obawy, lęki, nałogi... spotyka się z przyjaciółmi, przeżywa kolejne miłości, rodzą mu się dzieci itd. Na szczęście islandzka autorka nie zamieniła przygód Thory w romans czy obyczajówkę z wątkiem kryminalnym, bo przecież łatwo byłoby zmienić punkt ciężkości.&lt;br /&gt;To wciąż kryminał, z obowiązkowym trupem/trupami i główny nacisk położony został na to: kto i dlaczego zabił?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moim zdaniem Sigurdardottir nie zmienia się, co może być postrzegane jako wada lub zaleta. Zaleta pewnie jest taka, że czytelnik jej wcześniejszych powieści _dokładnie_ wie, czego może się spodziewać. To miłe, gdy np. zastanawiasz się nad wybraniem powieści do pociągu. Yrsa to pewniak, ja też bym po nią sięgnęła.&lt;br /&gt;Ale... czy jednak odrobina zaskoczenia nie jest potrzebna czytelnikowi? Moim zdaniem taki Mankell, dla mnie mistrz, a nawet Mistrz, ewoluował z powieści na powieść. Zaczynał poprawnie a potem (moim zdaniem od tomu 5) było zjawiskowo. Z każdą częścią był lepszy. Jak to możliwe? U Yrsy tego nie ma. Jest wciąż taka sama. Dobra, acz przeciętna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy taką samą konstrukcję powieści, zestaw stałych bohaterów: dzieci, w tle niemiecki przystojniak, współpracownicy z kancelarii ale nowością w "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;W proch się obrócisz&lt;/span&gt;" jest eksploatowanie Belli. Jednak w tym wypadku uważam, że rozrysowanie tej postaci, wcześniej nakreślonej grubymi kreskami, nie wyszło dobrze autorce. Bella była jaka była, ale człowiek się mógł zastanawiać nad etykietką: chamka? idiotka? wariatka? stuknięta i głupia jednocześnie?&lt;br /&gt;A może coś innego?  Gdy Bella zstępuje z krainy mroku, jej postać staje się... trywialna. I ja już wsadziłam ją do szufladki a rozwiązanie zagadki pt. "Bella" okazało się mało satysfakcjonujące.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yrsa nawet podobnie buduje zagadkę kryminalną. Zauważyliście, że u niej zawsze pojawia się jakieś zdarzenie z przeszłości? Tragedia albo zbrodnia z dawnych lat? Tak jest i tym razem. Tradycyjnie już prawniczka będzie rozgrzebywać cudzą przeszłość, by wyjaśnić co stało się 30 lat temu i czy nie ma to związku z morderstwem z 2007 roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc? Nie wiem, jak autorka to robi, ale &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;mnie uwiodła&lt;/span&gt; po raz kolejny, choć nadal za najlepszą jej powieść uważam &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Weź moją duszę"&lt;/span&gt;. Cały czas się zastanawiam, gdzie tkwi haczyk na który  wciąż się daję złapać? Może to faktycznie Islandia? Może postać głównej bohaterki, którą lubię  za jej... zwyczajność? Bo to żadna heroina nie jest, ani wściekle inteligentna ani zabójczo piękna czy bogata. Normalna kobieta, miła, często zmęczona bo walcząca z codziennością, często zaganiana.  Może więc to to? :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akcja toczy się głównie na &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;wyspie Heimaey&lt;/span&gt;&lt;b&gt;,  &lt;/b&gt;która w 1973 roku została prawie doszczętnie zniszczona przez erupcję wulkanu:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman CE;font-size:130%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;23 stycznia o  godz. 1,55 powstało małe trzęsienie ziemi, a zaraz potem wybuch wulkanu  Helgafell, wygasłego od 5 000 lat. Na wschodnim brzegu wyspy utworzyła  się szpalta długości 1 800 m, a z 40 miejsc wybuchały fontanny lawy,  spływającej póź&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;n&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;iej strumieniami do oceanu. Przerażona  ludność wyspy (5 273 osoby) natychmiast rozpoczęła ewakuację. Na  szczęście, z powodu złej pogody rybacy nie wypłynęli na połów  i w porcie były wszystkie łodzie i statki. Bez paniki zabierano najpierw  kobiety, dzieci &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;i&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; starców. Wezwano na pomoc wszystkie  statki przepływające w pobliżu. Z Reykjavíku wysłano również  statki i samoloty, także z bazy NATO w Keflavíku. Przewożono nimi  pacjentów i pracowników szpitala. Na lotnisku panował duży ruch,  gdyż lawa zbliżała się cor&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;a&lt;/span&gt;z bardziej, bez przerwy lądowały  i startowały samoloty islandzkie i amerykańskie.(...) &lt;/blockquote&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;22 marca lawa  dotarła do miasta, przerwała wał ochronny i zniszczyła 60 domów.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;Do  końca marca, z 1 200 domów w mieście, zniszczyła 380. Szczęśliwie,  stygnąca lawa utworzyła wysoką barierę, która skierowała gorący  strumień do oceanu. Wylewająca się lawa przestała już zagrażać  miastu i portowi.W miarę stygnięcia  lawy zaczęto czyścić ulice, a domy odbudowywać.&lt;blockquote style="font-family: georgia;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;a style="font-weight: bold;" href="http://74.125.77.132/search?q=cache:o_hMYub9eCMJ:www.tppi.org.pl/b1-02/WYBUCH_WULKANU_NA_WYSPIE_HEIMAEY.rtf+heimaey&amp;amp;cd=3&amp;amp;hl=pl&amp;amp;ct=clnk&amp;amp;gl=pl&amp;amp;ie=UTF-8&amp;amp;client=firefox-a"&gt;źródło&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote style="font-family: georgia;"&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;a style="font-weight: bold;" href="http://74.125.77.132/search?q=cache:o_hMYub9eCMJ:www.tppi.org.pl/b1-02/WYBUCH_WULKANU_NA_WYSPIE_HEIMAEY.rtf+heimaey&amp;amp;cd=3&amp;amp;hl=pl&amp;amp;ct=clnk&amp;amp;gl=pl&amp;amp;ie=UTF-8&amp;amp;client=firefox-a"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;Właśnie to zdarzenie umiejętnie wykorzystuje Yrsa, umieszczając wiele wydarzeń w trakcie wybuchu wulkanu. Gdy archeolodzy odsłaniają kolejne domy okazuje się, że w jednym z nich znajdują się zwłoki 3 osób i jedna głowa pozbawiona korpusu... Co się stało? Kiedy popełniona została zbrodnia? Kto zginął?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książkę polecam, bo to stara, dobra Yrsa. Bywa ciekawie, bywa też niestety nudno. I dziwnie. Czemu Thora odwala pracę policji? W zasadzie ona prowadzi śledztwo a organy ścigania podążają leniwie jej śladem... No i te poszukiwania u źródeł: wyjazd, rozmowa, zdobyty fragment układanki, kolejne pytania, powrót. I znowu: wyjazd, rozmowa, zdobyty fragment układanki, kolejne pytania, powrót. I znowu... monotonnie, prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale czytałam z przyjemnością i z chęcią pokibicuję Thorze przy kolejnym śledztwie. W 2008 roku ukazała się czwarta część przygód pani prawnik pt. Veins of Ice. Mam nadzieję, że Muza i ten tytuł wyda.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-6720506114601865466?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/6720506114601865466/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=6720506114601865466' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6720506114601865466'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/6720506114601865466'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/04/w-proch-sie-obrocisz-yrsa.html' title='&quot;W proch się obrócisz&quot;  Yrsa Sigurdardottir'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SedwK1zrjWI/AAAAAAAAByM/c1mVLgVvZBI/s72-c/W-proch-sie-obrocisz_Yrsa-Sigurdardottir..jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-2135915130595835590</id><published>2009-04-15T18:45:00.000+02:00</published><updated>2009-04-15T18:48:34.221+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='o książkach'/><title type='text'>Losowanie :)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;Było gorąco, bo pies mi się zbiesił i nie chciał pełnić honorów domu. Ale jakoś się dała udobruchać (3 przekąski z indyka i jedna rurka z nadzieniem jogurtowym).&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;Relacja prawie na żywo:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;(kliknięcie na fotki powiększy je)&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SeYNirq-SOI/AAAAAAAABx8/oZ5OMY-t--M/s1600-h/Losowanie1a.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 283px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SeYNirq-SOI/AAAAAAAABx8/oZ5OMY-t--M/s400/Losowanie1a.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5324958498901870818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SeYNtQ-nMXI/AAAAAAAAByE/JYZ740bKj_E/s1600-h/losowanie2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 283px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SeYNtQ-nMXI/AAAAAAAAByE/JYZ740bKj_E/s400/losowanie2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5324958680715047282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Gratuluję :)))&lt;br /&gt;Szczęśliwego zwycięzcę proszę o podanie danych na adres inblanco@gazeta.pl.&lt;br /&gt;Książkę prześlę jutro lub pojutrze.&lt;br /&gt;A pozostałych zapraszam do pozostania przy odbiorniku.&lt;br /&gt;Pozdrawiam serdecznie :)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-2135915130595835590?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/2135915130595835590/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=2135915130595835590' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2135915130595835590'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2135915130595835590'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/04/losowanie.html' title='Losowanie :)'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SeYNirq-SOI/AAAAAAAABx8/oZ5OMY-t--M/s72-c/Losowanie1a.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-2158124723346089608</id><published>2009-04-10T21:53:00.002+02:00</published><updated>2009-04-10T22:41:44.864+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>Zapraszam do Toskanii</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sd-jgNO3VSI/AAAAAAAABxQ/lT7BFy1vTws/s1600-h/Toskania-Umbria-i-okolice..jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 209px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sd-jgNO3VSI/AAAAAAAABxQ/lT7BFy1vTws/s320/Toskania-Umbria-i-okolice..jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323153058278364450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;blockquote style="color: rgb(0, 102, 0);"&gt;Co mól książkowy chciałby dostać na zajączka? Książki oczywiście!&lt;br /&gt;Po świętach rozlosuję spośród wszystkich ewentualnych zgłoszeń, książkę pt.   &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Toskania, Umbria i okolice. Przewodnik subiektywny"&lt;/span&gt;. Każdy, kto w komentarzu   wyrazi chęć jej posiadania zostanie uwzględniony w losowaniu (powiedzmy: 15 kwietnia?)&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="center"&gt;Wesołych świąt wszystkim:)&lt;/div&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;strong&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam podróżować! I staram się to robić tak często, jak tylko mogę. A to na weekend do Tokio, na tydzień do Kenii, w drodze powrotnej zahaczając o Bombaj. Fikcja? Oczywiście i to literacka, ale jaka piękna :)  Za to między innymi uwielbiam książki.  Wiem, że to banalne, ale wszystko zależy od talentu autora i od siły wyobraźni czytelnika, nie sądzicie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ja naprawdę zwiedzam! Przykład? Proszę bardzo: od prawie roku odkrywam Paryż, poznaję go dzięki Chihiro i polubiłam w końcu to miasto, bo moja "prawdziwa" wizyta nie pozostawiła we mnie zbyt wielu pozytywnych emocji. Teraz marzę o ponownym pobycie. Byłabym zdecydowanie bardziej świadomą obserwatorką i już wiedziałabym, na co zwracać uwagę, a co sobie darować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałabym też pojechać do Toskanii... a wszystko przez książkę Anny Marii Goławskiej i Grzegorza Lindenberga pt. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Toskania, Umbria i okolice. Przewodnik subiektywny"&lt;/span&gt;. Włochy zawsze kojarzyły mi się z przeszłością, a że mam ogromny szacunek do historii, państwo to urasta w moich oczach do rangi mitycznej prawie. Bo i kultura i historia i krajobrazy... i ludzie i jedzenie (można tak w nieskończoność):&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;"Ledwo się unika pomieszania zmysłów. Za dużo jest wszystkiego we Włoszech. Nigdy nie mogłam tam pisać. Nie wiem, jak artyści radzą tam sobie z tworzeniem czegokolwiek nowego, gdy wydaje się, że wszystko już zostało stworzone"&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przewodnik próbuje jednak nadać jakiś porządek temu włoskiemu chaosowi, wynikającemu z nadmiaru dobór wszelakich. Piszą go ludzie zakochani w Toskanii, ale jest to miłość już dojrzała, wielokrotnie wystawiana na próby i wychodząca z nich cało, choć nie bez blizn. Można przeczytać więc o miłych, typowych przygodach obieżyświata, jak i o naciągaczach czy rozczarowaniach wynikających ze zdarzenia oczekiwań z rzeczywistością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś wybiera się w tym roku do Toskanii lub Umbrii? Orientujecie się, ile kosztuje nocleg w hotelu, gospodarstwie agroturystycznym? Jak unikać hochsztaplerów? Gdzie warto się udać a które muzeum jest przereklamowane? Bo ja już wiem. Jeśli jesteście spragnieni takich informacji, musicie mieć tę książkę. Obowiązkowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przewodnik składa się z dwóch części. Pierwsza, to porady doświadczonych podróżników, z których z pewnością warto skorzystać. W końcu autorzy byli odbyli już kilkanaście wypraw w tamte rejony. Pasjonaci :)&lt;br /&gt;Druga część, to prezentacja poszczególnych rejonów i miast, zabytków.  I naprawdę, nie muszę jechać, by to poczuć (choć chciałabym, i to bardzo... zwłaszcza do Florencji):&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;blockquote&gt;„Urbino to miasto zdecydowanie uniwersyteckie, latem raczej spokojne, we wrześniu zaczyna ożywiać się wraz z napływem studentów. Boczne uliczki niemal zawsze pozostają wyludnione. Jesienią przez Piazza della Repubblica od rana do wieczora przewijają się tłumy studentów, którzy zajmują wszelkie dostępne schodki, pija kawę, jedzą kanapki w dużym barze pod arkadami, krzyczą, klaszczą, czyniąc nieustanny hałas. Człowiek turystyczny czuje się nieco staro. W to wszystko wjeżdżają krótkie pomarańczowe autobusy miejskie. Zawsze zafascynowana patrzyłam, jak skręcają w boczne uliczki, o milimetry mijając ludzkie stopy i rogi kamienic". &lt;/blockquote&gt;&lt;/span&gt;Nawet tylko czytając, nie sposób nie usłyszeć tego zgiełku i nie odwrócić się za autobusem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W trakcie lektury  na plecach poczułam gorący oddech wakacji, okres cudownych wyborów: co zrobić z wolnym czasem, gdzie się wybrać... Na szczęście, to już niedługo. O tym też przypomnieli mi autorzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można również pooglądać sobie fotki. Zdjęcia uroczych miasteczek, budynków  i... kotów. Całej masy kotów, które nie mogą więc nie pojawić się w przewodniku subiektywnym. Oto opowieść o pewnym kocie i jego wpływie na sztukę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote style="font-style: italic;"&gt;"Obraz na desce namalował około 1450 roku nieznany artysta, nazywany dziś po prostu Mistrzem z Montemerano. Przedstawia słodką, delikatną Madonnę ze spuszczoną głową, z książką w ręce, w pozycji typowej dla sceny zwiastowania. Nie wiadomo dokładnie, gdzie pierwotnie obraz był umieszczony, ale z pewnością została z niego tylko połowa, na drugiej musiał być zwiastujący anioł. W dole ciemnego płaszcza Maryi wycięto okrągłą dziurę,  przejście dla kota, tuż nad śladem po metalowych zawiasach. Dzieło bowiem służyło swego czasu jako drzwi, prawdopodobnie od spichrza albo stodoły, żeby pracujący kot mógł sobie wchodzić i wychodzić wedle uznania. Dopiero w latach dwudziestych XX wieku obraz uwolniono od jego przyziemnej funkcji, następnie odrestaurowano i umieszczono w obecnym miejscu. Jeśli dobrze się rozejrzymy po kościele, zauważymy, że w ciemnych drzwiach do bocznej kaplicy Najświętszego Sakramentu znajduje się identyczny okrągły otwór! Widać sympatia dla kotów jest tu może nie dziedziczna, ale z pewnością trwała."&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Jedyne, co mi w tej pozycji przeszkadza, to język. Skoro autorzy zdecydowali się odejść, i słusznie, od typowego poradnika turystycznego, to powinni również zrobić krok na przód odnoście warstwy językowej. Oczekiwałabym bardziej gawędziarskiego stylu, z okrągłymi, pękatymi zdaniami, takimi które dodawałyby potoczystości opowiadanym wydarzeniom. Czasami bowiem, był to suchy, sprawozdawczy informator. A tak mówić o Toskanii to nie przystoi...&lt;br /&gt;Polecam!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-2158124723346089608?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/2158124723346089608/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=2158124723346089608' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2158124723346089608'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/2158124723346089608'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/04/zajaczek-gdzie-w-toskanii.html' title='Zapraszam do Toskanii'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sd-jgNO3VSI/AAAAAAAABxQ/lT7BFy1vTws/s72-c/Toskania-Umbria-i-okolice..jpg' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-150829023607463318</id><published>2009-04-08T16:15:00.000+02:00</published><updated>2009-04-08T16:18:06.386+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Ładne duże amerykańskie dziecko" Judy Budnitz</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SdxXkUtngUI/AAAAAAAABxI/4O0WohkV0WE/s1600-h/Ladne-duze-amerykanskie-dziecko_Judy-Budnitz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 204px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SdxXkUtngUI/AAAAAAAABxI/4O0WohkV0WE/s320/Ladne-duze-amerykanskie-dziecko_Judy-Budnitz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5322225141192032578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Już wiem, że Budnitz to jedna z moich ulubionych amerykańskich autorek. Po niezwykłym &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Gdybym ci kiedyś powiedziała"&lt;/span&gt; zabrałam się z dużą dozą lęku (bo to opowiadania, czyli gatunek za którym nie przepadam) za tomik &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Ładne duże amerykańskie dziecko"&lt;/span&gt; . Obawy rozwiewały się w miarę czytania.&lt;br /&gt;I teraz zżera mnie zazdrość. Zazdroszczę bowiem Amerykanom, że mają  Budnitz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To autorka z jednej strony głęboko zakorzeniona w miejscu, z którego pochodzi, baczna obserwatorka własnego podwórka, ale na szczęście dla nas jej spostrzeżenia są natury uniwersalnej. Tą samą przypadłością cechują się Czesi i dlatego tak ich lubię:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze opowiadania zaczyna się tak:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Żyła sobie kobieta, która miała siedmiu synów i była szczęśliwa. potem urodziła się jej córka"&lt;/span&gt;.&lt;/blockquote&gt; Pomyślałam sobie: wracamy do atmosfery z "Gdybym Ci kiedyś powiedziała", co powinno mnie ucieszyć. A jednak ten otwierający zbiór utwór podobał mi się najmniej. Baśniowość i mrok, który tak mocno naznaczył powieść Budnitz, wyczuwalna jest tylko w pierwszej części opowiadania &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Skąd pochodzimy"&lt;/span&gt;. Potem styl się nieco zmienia, chociaż nadal jest to pisarstwo bliskie realizmowi magicznemu. Jednak los kobiety i jej nienarodzonego dziecka, jak dla mnie był zbyt mocno udziwniony. I to mnie rozproszyło, pogubiłam się tam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohaterka, przez cztery lata próbuje przejść przez zieloną granicę  do USA. Gdy podejmuje pierwszą próbę jest w zaawansowanej ciąży. A rozwiązanie nastąpi dopiero po ... 4 latach, gdy uda jej się osiągnąć połowicznie, ale jednak, cel.&lt;br /&gt;Nie przemówiła zupełnie do mnie ta opowieść o ziemi obiecanej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale potem było już z górki. Moje ulubione opowiadania, to te piętnujące jakże powszechne zjawisko poczucia wyższości, pychy. Jak bardzo lubimy czuć się lepsi, mądrzejsi, rozsądniejsi od bliźniego. Jak łatwo uzurpujemy sobie prawo do decydowania za innych, czy to zamkniętej w sobie emigrantki (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Nadia"&lt;/span&gt;) czy hinduskiego chłopca (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Chłopiec i słoń"&lt;/span&gt;). Skąd się bierze to fałszywe przekonanie, że _ja_ wiem lepiej, co ktoś czuje, potrzebuje, o czym marzy, co uczyni go szczęśliwym?&lt;br /&gt;Te dwa opowiadania poruszają problem zarówno odmienności jak i strachu przed ową innością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytułowa Nadia staje się możliwa do zaakceptowania i do zrozumienia dopiero wtedy, gdy pojawi się w telewizji. Wtedy bowiem można ją po pierwsze "wyłączyć" pilotem, po drugie jej wojenne doświadczenia, których narratorka nie była w stanie sobie wyobrazić, stają się "oswojone". Bo znowu wróciły na swoje miejsce, do telewizora, który wypluwa z siebie obrazy śmierci i wojen w takich ilościach, że tracą siłę rażenia. I można jednym okiem zerkać na kolejne doniesienia z frontu, a drugim na przygotowywaną właśnie jajecznicę na kolację. Wszystko wróciło do normy: my tutaj, oni tam. Już wiadomo, jak zaszufladkować Nadię, jak przeciwstawić się jej "niezwykłości".&lt;br /&gt;A jak pięknie autorka zakpiła sobie z Amerykanek :) Po pierwsze psiapsiółki, które się tam pojawiają, myślą i działają w stadzie. Narratorką jest jedna z nich, ale która? Czym się wyróżnia? Są jak gdaczące kury, jedna stroszy piórka przed drugą. Portret boski :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo podobało mi się też utrzymane w post apokaliptycznej tonacji opowiadanie &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Okazje"&lt;/span&gt;. Świat, w którym wydarzyło się coś strasznego a ludzkość była bliska zagłady, zaludnili dziwni bohaterowie Budnitz. Poznajemy młodą dziewczynę, mieszkającą na farmie z bratem i jego świeżo upieczoną małżonką. Utrzymują się z komiwojażerów. Dosłownie. Zwabiają ich do siebie a potem zamykają w... kojcu. &lt;blockquote style="font-style: italic;"&gt;"Gdyby się zjednoczyli we współpracy i ustawili walizki z próbkami w jeden stos, mogliby się po nim wygramolić na zewnątrz. Ale włada nimi duch konkurencji i nie myślą o tym. Są sprzedawcami do szpiku kości. Od czasu do czasu któryś próbuje robić podkop za pomocą trzepaczki do jaj albo korkociągu z pudlem na rękojeści, ale zawsze przerywa, bo żal mu towaru"&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Ofiary konsumpcjonizmu? Obraz też niepokojąco przypomina obozy koncentracyjne.&lt;br /&gt;&lt;blockquote style="font-style: italic;"&gt;"Nowy nie chce ubrudzić garnituru, więc nie siada, tylko opiera się o ogrodzenie. podkradam się z drugiej strony i patrzę przez pręty (...) Pręty skrzypią pod jego naporem. Gdyby mocniej nacisnął, mógłby je wyłamać. Ale żaden z nich o tym nie myśli. Sprzedawcy żyją w przeświadczeniu, że z każdej sytuacji mogą się wyratować potęga słowa"&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Moim zdaniem, do wiary w potęgę słowa należy jeszcze dodać ludzką naiwność i przekonanie, że przecież _mi_ nie może się przytrafić to najgorsze. Inni umierają, ale ja jestem nieśmiertelny. I to naiwne powtarzanie sobie, że wszystko się dobrze skończy. Bo przecież musi skończyć się dobrze, prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomnę jeszcze o jednym tytule: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Goście"&lt;/span&gt;. W trakcie czytania miałam ciarki na plecach. Doskonale stopniowane napięcie, odrealnianie znanej rzeczywistości w tak delikatny a jednocześnie sugestywny sposób. Historia jest banalna: córka spodziewa się odwiedzin swoich rodziców. W trakcie tej podroży matka kontaktuje się telefonicznie z dziewczyną  i za każdym razem, rozmowa staje się oraz dziwniejsza i budząca coraz większe przerażenie. A punktem wyjścia staje się banalny problem: matka i ojciec zgubili drogę. Oddalając się od miejsca, do którego zmierzali, docierają do... piekła? czyśćca? W tym wszystkim jeszcze mamy zmaganie się narratorki z własnymi lękami i strachem o rodziców - wg mnie rewelacyjne opowiadanie.&lt;br /&gt;&lt;blockquote style="font-style: italic;"&gt;"Kukurydza chwieje się, faluje jak ocean. Nawet szumi jak ocean. O, znów się rusza, coś spomiędzy niej wyłazi, jak wszy z włosów... to są ludzie! Spomiędzy kukurydzy wychodzą ludzie, mężczyźni, biegnące dzieciaki... zobaczyli nasz samochód. Teraz już wszyscy biegną, to zabawne mają jakby znajome twarze, biegną wprost na nas...&lt;br /&gt;Głos matki zagłuszyło ujadanie psów.&lt;br /&gt;- Wsiądź do auta.&lt;br /&gt;- Co?&lt;br /&gt;- Wsiadaj do auta. Natychmiast."&lt;/blockquote&gt;Mocne, prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budnitz jest mistrzynią w kreowaniu rzeczywistości, która jest nam  znajoma, z którą możemy się utożsamiać, do czasu gdy nie zauważymy w tej kreacji pewnej rysy. Gdy rysa się rozrasta, pęka coraz mocniej, poczucie swojskości zanika. Pod palcami autorki otaczający nas świat jest wręcz miętoszony i rozciągany w dowolne kształty, tak aby w karykaturalnej formie pokazać cząstkę prawdy o nas samych i o świecie. I choć nadal nie przekonałam się do opowiadań, to nie żałuję ani chwili poświęconej tej lekturze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-150829023607463318?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/150829023607463318/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=150829023607463318' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/150829023607463318'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/150829023607463318'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/04/adne-duze-amerykanskie-dziecko-judy.html' title='&quot;Ładne duże amerykańskie dziecko&quot; Judy Budnitz'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SdxXkUtngUI/AAAAAAAABxI/4O0WohkV0WE/s72-c/Ladne-duze-amerykanskie-dziecko_Judy-Budnitz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-3877639261650946139</id><published>2009-04-06T12:32:00.000+02:00</published><updated>2009-04-06T12:34:58.735+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='stos za stosem'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gaja'/><title type='text'>Przykicał zajączek...</title><content type='html'>i przyniósł mi &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;TO&lt;/span&gt;. Aranżacja miała być wiosenna, ale hiacynt zakupiony niedawno jeszcze nie zakwitł, więc zdjęcie upstrzone jest elementem typowo świątecznym ;) Estetów jednak uspokajam: moje pisanki wyglądają jednak lepiej. Może odrobinę lepiej, ale zawsze.&lt;br /&gt;Kurczę, chyba lepiej. Siostra? Pociesz mnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SdnWRe-aE1I/AAAAAAAABwo/RSnvzA0vMrc/s1600-h/stosik11.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 271px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SdnWRe-aE1I/AAAAAAAABwo/RSnvzA0vMrc/s320/stosik11.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321520030575891282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Od dołu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Colleen McCullough &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Rzym"&lt;/span&gt; (tom I: Cezar i tom II: Kleopatra)&lt;br /&gt;przykład niezwykłej logiki wydawniczej w Polsce. Wydano 3 pierwsze tomy (to Zysk) a potem Bellona z głupia frant postanowiła wydać kontynuację. Ale nie zabrali się za tom 4, nie, nie. To za proste. Ominęli ten zbędny bagaż i opublikowali 5 część. Ale i tak się cieszę, choć nadal nie rozumiem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yrsa Sigurdardotirr &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"W proch się obrócisz"&lt;/span&gt; - rzucam wszystko i zaczynam czytać :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joseph Gelinek - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dziesiąta symfonia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Susan Fletcher - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ostrygojady&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Pearl S. Buck - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ukryty kwiat&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Irving Stone - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pasja życia &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- powyższe 4 pozycje to blogowe inspiracje. Najbardziej ciekawi mnie Stone i Gelinek, z racji bohaterów tychże dzieł.  Do Buck wrócę jak do starej znajomej, choć aż tak długo się nie znamy. Jej klasyczność mnie przyciąga. Moim zdaniem to doskonałe antidotum na zwariowany i pędzący świat wokół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marilynne Robinson - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gilead &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Padma pisała o tej książce, wydała mi się ciekawa i warta zdobycia. Zdobyłam więc:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paweł Huelle - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Opowieści chłodnego morza&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Autora znam m.in. z "Weisera Dawidka" - czytanego z zachwytem, ale w wieku szczenięcym. Wydaje mi się, że teraz więcej znalazłabym w tej magicznej opowieści. I chyba spróbuję, ale najpierw zmierzę się z krótką formą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Richard Yates - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Droga do szczęścia&lt;/span&gt; - przebój literacki i filmowy. Mam już od dłuższego czasu, ale dopiero teraz wrzuciłam na stos;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ostatnia pozycja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Colin Dexter&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ostatni autobus do Woodstock&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;Nicholasa Quinna świat ciszy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Śmierć w Jerycho&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadziwiająca, bo choć nie lubię głównego bohatera (może nawet nie znoszę) i w zasadzie niewiele postaci da się tam darzyć choćby odrobiną sympatii, to powieść mi się bardzo podobała. Przeczytałam na razie "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ostatni autobus do Woodstock&lt;/span&gt;" i jestem przerażona tekstami w książce. Dywagacje na temat:czy gwałt na kobiecie jest w ogóle możliwy...? Konkluzja? Nieciekawa, tyle powiem. Tego typu teksty padają często i w trakcie czytania ma się wrażenie, że to głębokie średniowiecze, tylko że z autami na ulicach, jako elementem scenografii.&lt;br /&gt;Ale mimo głębokiej irytacji i wielokrotnego fukania w trakcie lektury, Dexter mnie zaintrygował. Uprzedzam jednak, że  akcja taka.. flegmatyczno-angielska. I może właśnie to mnie przyciąga? Bo to taki staroświecki kryminał,  tylko z horrorem obyczajowym zmieszany: bez makijażu i obowiązującej poprawności politycznej. Niegrzeczna książka.&lt;br /&gt;Sądzę, że odbiór tych powieści teraz i w latach 70. różnił się diametralnie. Teraz wyłapywanie mieszczańskich oczywistości, które przyprawiają o dreszcze,  stało się w moim mniemaniu głównym, choć niezamierzonym,  walorem cyklu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na allegro wypatrzyłam kolejne części, ale chcę do kompletu dorzucić jeszcze "Ktokolwiek widział", bo to druga chronologicznie część po "Ostatnim autobusie..."&lt;br /&gt;Polecam więc, ale ludziom o mocnych nerwach. Można się nakląć, ile wlezie, więc może przed świętami sobie darować, co by w atmosferze świątecznej nie bruździć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze element wiosenny, pokłosie sobotniego wypadu do lasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold;"&gt;1. Gaja opalająca się:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SdnZwZDBgwI/AAAAAAAABww/OK7CKJrdqMw/s1600-h/gaja6.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 319px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SdnZwZDBgwI/AAAAAAAABww/OK7CKJrdqMw/s320/gaja6.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321523860095468290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;2. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gaja wypatrująca "dzikiego kota&lt;/span&gt;", który od tygodni okupował opolską ziemię. Teraz, jak słyszałam przeniósł się w okolice Bydgoszczy. Może go Gaja wypłoszyła? :) W końcu zwierz z niej straszliwy i żadna puma jej nie podskoczy. A co!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SdnaWS4YVAI/AAAAAAAABxA/mCUjw4zGIv4/s1600-h/gaja7.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 239px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SdnaWS4YVAI/AAAAAAAABxA/mCUjw4zGIv4/s400/gaja7.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321524511275242498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-3877639261650946139?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/3877639261650946139/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=3877639261650946139' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3877639261650946139'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/3877639261650946139'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/04/przykica-zajaczek.html' title='Przykicał zajączek...'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SdnWRe-aE1I/AAAAAAAABwo/RSnvzA0vMrc/s72-c/stosik11.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-9036146654391910014</id><published>2009-03-31T19:00:00.003+02:00</published><updated>2009-03-31T19:06:21.568+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Reading challenge'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Cycero" Robert Harris</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SdJLDpP2OjI/AAAAAAAABv0/sEOfanVMUuQ/s1600-h/Cycero_Robert-Harris.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 231px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SdJLDpP2OjI/AAAAAAAABv0/sEOfanVMUuQ/s320/Cycero_Robert-Harris.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5319396635861989938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Robercie, musimy poważnie porozmawiać - zebrałam się na odwagę&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;- Ale... -&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;- Nie przerywaj mi, bo będzie mi jeszcze ciężej... Tak, to koniec. Tak, wiem, że  zaczęło się od wybuchu namiętności, ale sam wiesz, że potem nadszedł trudny do zaakceptowania okres obojętności. I co gorsze: znudzenia. Zakończmy to, nim będzie jeszcze gorzej , chociaż trudno mi to sobie wyobrazić... przepraszam Robercie.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;- Ale... - próbował przerwać ten potok miażdżących go słów - może Roman* by nam pomógł?&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Romek? Nawet nie próbuj go w to mieszać - spiorunowałam go wzrokiem.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Zapadła cisza.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Mężczyzna zgarbił się, jakby nagle przybyło mu kilkanaście lat.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br&gt;- No dobrze, to kto weźmie psa? - zapytał zdruzgotany&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Robert Harris zauroczył mnie "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Vaterlandem&lt;/span&gt;". Czytałam to w liceum i pamiętam, że byłam zachwycona. Smakowite połączenie alternatywnej wizji świata i kryminału. Och, jak mi się to czytało.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Potem sięgnęłam po "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Archangielsk&lt;/span&gt;"... nieco wydumane i krzynę nudnawe, choć jeszcze jakaś iskierka się tliła, jakiś potencjał tam był.  Ale przecież nudna literatura popularna, to już naprawdę porażka na całej linii.  No i dobiła mnie już zupełnie "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Enigma&lt;/span&gt;" - mdła, nijaka, i to zarówno pod względem akcji jak i bohaterów.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Dlaczego więc sięgnęłam po "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cycero&lt;/span&gt;"? Bo lubię serię stworzoną przez Stevena Saylora, cykl McCullough "Pierwszy w Rzymie" (genialne!), dobrze mi się czytało "Królową" i "Kleopatrę" Essex, choć to autorka z rodzaju tych mocno przeciętnych.&lt;br /&gt;Liczyłam jednak przynajmniej na coś w tym stylu. Na czytadło, które przybliży mi i człowieka i epokę. Niestety, nic takiego nie znalazłam u Harrisa. Po raz kolejny się rozczarowałam, czas więc na ostateczne rozstanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cycero jest tutaj wciąż postacią niczym z podręcznika do historii, papierową i niezwykle statyczną, nawet w chwilach, gdy emocje brały u niego górę. Genialność bohatera jako prawnika przedstawiona jest na zasadzie: był niezwykły, bo był niezwykły. Parę przykładów mających uzasadnić tę tezę, w moim przekonaniu, niestety nie podołały temu zadaniu.&lt;br /&gt;Słynny mówca przedstawiony został jako ambitny hipokryta, którego gotowość do poświęcenia swoich przekonań w imię władzy i sławy, zostawia duży niesmak, choć założę się, że nie taka była intencja autora.&lt;br /&gt;Może trudno zrobić coś z postacią, która spędziła prawie całe życie wśród zwojów papirusów? Jak tu wykrzesać jakąś akcję? ;) Ale nawet te intelektualne potyczki, które mogły przecież ożywić bohatera i dodać dreszczu  mizernej fabule, nie udały się pisarzowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A epoka? Niby to starożytny Rzym... Ale gdybym miała Wam coś o nim opowiedzieć, to nie potrafiłabym. Za mało danych. A taka McCullough wyczarowała plastyczny, pełen zapachów i kolorów Rzym. Z tłumami, ludźmi różnych stanów, z potrawami, zwyczajami... Tutaj nie ma żadnej z tych rzeczy. Jest Pompejusz, Krassus, Cezar ale same wielkie nazwiska nie stworzą powieści. Trzeba jeszcze tchnąć w nie ducha. Jak sądzę, to za duże wyzwanie dla Harrisa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy jest jakiś plus? Owszem. Wiem już kto uchodzi za twórcę stenografii. Wg historyków najbardziej prawdopodobnym twórcą tego systemu był Tyron, niewolnik i asystent Cycerona. Nie sądziłam, że tak długowieczna to metoda zapisu. I jedynie to mnie zainteresowało. Nawet poszperałam trochę na ten temat w internecie. Mocno skomplikowana technika i wcale nie łatwa do nauczenia się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brakowało mi tutaj pełnokrwistego bohatera i intrygującej fabuły. Mnie się nie podobało  i to bardzo. Ale powieść ma swoich zwolenników. Może czegoś w niej nie dostrzegłam? Nie znalazłam? Dalszych poszukiwań jednak nie zamierzam prowadzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Brzęk kluczy, odłożonych na stolik koło telefonu. Po raz ostatni pogłaskał psa, który nieświadomy niczego, merdał ogonem licząc na kolejny spacer. Robert podniósł walizki. &lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br&gt;- Do widzenia - powiedział&lt;br&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zamknął za sobą drzwi i tym samym zniknął z mojego życia. Pies wbiegł do salonu, ułożył się koło fotela i wspólnie zaczęliśmy oglądać " Nóż w wodzie".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;*Ten trzeci to  Roman Polański, który ma kręcić film na podstawie powieści Harrisa. Tytuł to "Ghost", chyba.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-9036146654391910014?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/9036146654391910014/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=9036146654391910014' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/9036146654391910014'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/9036146654391910014'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/03/cycero-robert-harris.html' title='&quot;Cycero&quot; Robert Harris'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SdJLDpP2OjI/AAAAAAAABv0/sEOfanVMUuQ/s72-c/Cycero_Robert-Harris.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-7895358881033257722</id><published>2009-03-27T22:30:00.000+01:00</published><updated>2009-03-27T22:38:39.447+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przeczytane'/><title type='text'>"Gargulec" Andrew Davidson</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sc1BVLqaYmI/AAAAAAAABvs/zOoclyTlSHA/s1600-h/Gargulec_Andrew-Davidson..jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 213px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sc1BVLqaYmI/AAAAAAAABvs/zOoclyTlSHA/s320/Gargulec_Andrew-Davidson..jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5317978567158162018" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gargule&lt;/span&gt;c" nie jest książką wybitną, nie jest nawet książką bardzo dobrą ale zbiera pochwały i... słusznie. Co prawda nie bardzo rozumiem, na co autor poświecił te siedem lat przygotowań, jak podaje wydawca, zanim napisał książkę, bo specjalnie erudycyjna to ona mi się nie wydała. Dostajemy garść mitów i baśni z różnych zakątków świata, troszkę informacji o średniowiecznym piśmiennictwie,  wreszcie, i to dla mnie było najciekawsze,  opis przebiegu leczenia i rekonwalescencji osoby ciężko poparzonej. Te wiadomości gromadził autor przez siedem długich lat? Pomimo zauroczenia książką, tym akurat jestem zadziwiona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka jest trochę ... naiwna? Kiczowata? Schematyczna? Opowieść o miłości trwającej ponad czasem ani mnie nie przekonała ani nie zaciekawiła. Ale już walka narratora z własnymi koszmarami, słabościami, ułomnościami została znakomicie przedstawiona. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ogień&lt;/span&gt;, jako zniszczenie ale i oczyszczenie. Z popiołów się odrodzisz... może to i ograny topos, ale jak to ładnie autorowi zagrało!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaprzyjaźnianie się z głównym bohaterem nie było łatwe. Oto dandys narkoman, związany z branżą porno, nie umiejący nawiązać z nikim kontaktu emocjonalnego. Trudne dzieciństwo, dorastanie bez autorytetów i wskazówek, staczanie się po równi pochyłej. Punktem kulminacyjnym staje się wypadek, który zmienia nie tylko fizys ale i psyche bohatera. Lubię tę książkę właśnie za to, że uwierzyłam w pełni w &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;metamorfozę&lt;/span&gt; bohatera. W ten odwrócony proces wykluwania się motyla z poczwarki, bo tutaj piękna staje się poczwarka.  A proces tego przekształcania, zmagania się ze sobą i światem... opisany jest po mistrzowsku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętacie film "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Fisher King&lt;/span&gt;" Terry'ego Gilliama? Jeden z moich ulubionych i moim zdaniem  również i Davidsona  :) Opowieść o dwóch mężczyznach: zmanierowanym gwiazdorze, takim typowym aroganckim przedstawicielu show biznesu i okaleczonego przez los, uciekającego w świat fantazji  samotnika. Tak bardzo się różnią, pochodzą z odmiennych światów, ale potrafią sobie nawzajem pomóc, godząc się na trudną ale inspirującą przecież &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;współzależność&lt;/span&gt;. Takie stosunki łączą też Marianne i poparzonego mężczyznę. Jest tam i magia i okrucieństwo, słabość i siła, walka i akt poddania się. "Fisher Kinga" i "Gargulca" łączy podobna wrażliwość oraz umiejętność przeplatania płaszczyzny realistycznej z fantastyczną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kim jest Marianne? Czy tylko wariatką czy kobietą, której miłość przełamuje wszelkie ograniczenia? Czym jest miłość? Poświęcenie? Banalne wydawałoby się pytania, ale czyż nie zadajemy ich sobie bezustannie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i piekło.  Wiele mu w "Gargulcu" poświęcono  miejsca. "Inferno" Dantego staje się archetypem piekielnych czeluści. Nasz bohater trafia tam za życia i jak wymyślił to sobie autor, zarówno dosłownie jak i w przenośni. To również zrobiło na mnie duże wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Gargulec" może pochłonąć czytelnika, bo napisany jest poprawnie, bohaterowie są interesujący, fabuła także. Może zirytować, gdy wyda się zbudowany z ogranych motywów. Może wzruszyć, gdy będziemy czytać o wielkiej miłości. Może zmusić do zastanowienia się, jak _ja_ będę dzisiaj/jutro walczyć z moim własnym piekłem? Może. Ale nie musi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie jest wybitna książka, ale jaka piękna to historia...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8997850858099987521-7895358881033257722?l=strona105.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://strona105.blogspot.com/feeds/7895358881033257722/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8997850858099987521&amp;postID=7895358881033257722' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/7895358881033257722'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8997850858099987521/posts/default/7895358881033257722'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://strona105.blogspot.com/2009/03/gargulec-andrew-davidson.html' title='&quot;Gargulec&quot; Andrew Davidson'/><author><name>Inblanco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16056425860899577826</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='23' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/SQ7wfDaSJGI/AAAAAAAABPo/BsXQ_6YYdIY/S220/50096~Mont-St-Michel-Posters.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/Sc1BVLqaYmI/AAAAAAAABvs/zOoclyTlSHA/s72-c/Gargulec_Andrew-Davidson..jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8997850858099987521.post-4005045050648296688</id><published>2009-03-20T10:15:00.021+01:00</published><updated>2009-03-20T10:47:29.321+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='o książkach'/><title type='text'>Wiosenny zawrót głowy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;Czarować wiosnę można na różne sposoby, ot choćby utopić marzannę. Jeśli tylko ma to pomóc, utopię, spalę, poćwiartuję... Mając takie mordercze zamiary trzymam się z dala od kukły. Czarować będę planami zakupowymi. Lista zakupów (oczywiście wirtualna, bo na wszystkie te cudności forsy mi nie starczy, nawet gdybym święta spędziła o wodzie i chlebie) mam nadzieję przyciągnie wiosnę. Choćby w ... naszych sercach ;P)))&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;1. Yrsa Sigurdardóttir &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;"W proch się obrócisz"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(pierwsza powieść autorki średnio mi się podobała, druga już zdecydowanie bardziej. Zresztą zauważyłam, że to dosyć charakterystyczne zjawisko w cyklach kryminalnych. Zazwyczaj im dalej, tym lepiej. A przeważnie jest odwrotnie, prawda? Wpisać na tę listę mogę jeszcze &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rankina&lt;/span&gt; i o dziwo &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Becketta&lt;/span&gt;, którego "&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Chemia śmierci&lt;/span&gt;" mnie mocno rozczarowała a "Zapisane w kościach" podobało mi się ogromnie :) Ktoś ma inne propozycje? )&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/ScNhnJLH3tI/AAAAAAAABuk/A8-l4jOcIfY/s1600-h/yrsa3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 141px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/ScNhnJLH3tI/AAAAAAAABuk/A8-l4jOcIfY/s320/yrsa3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5315199310332681938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span&gt;"Pompeje Północy" miały być luksusowym &lt;/span&gt;&lt;span&gt;kurortem i atrakcją wysp Westmana położonych w pobl&lt;/span&gt;&lt;span&gt;iżu brzegów Islandii. Nikt nie przypuszczał, że zrujnowane wybuchem wulkanu domy kryją złowrogą tajemnicę: zwłoki ukryte pod grubą warstwą&lt;/span&gt;&lt;span&gt; wu&lt;/span&gt;&lt;span&gt;lkanicznego popiołu. Jak w Pompejach. &lt;/span&gt;&lt;span&gt;W chwili wybuchu wulkanu &lt;/span&gt;&lt;span&gt;w styczniu 1974 roku Markus Magnuss&lt;/span&gt;&lt;span&gt;on był nastolatkiem, teraz po blisko trzydziestu latach musi stawić czoło niemiłemu odkryciu w ruinach własnego domu.&lt;/span&gt;&lt;span&gt; Wkrótce jego dziewczyna z młodzieńczych lat zostaje brutalnie zamordowana. Sprawy nabierają niebezpiecznego tempa. I tym razem wezwana Thora Gudmundsdottir musi zgłębić tajemnice przeszł&lt;/span&gt;&lt;span&gt;ości i odkopać zło i &lt;/span&gt;&lt;span&gt;przemoc ukryte pod wulkanicznym popiołem. Wbrew jej nadziejom i oczekiwaniom mieszkańcy malej rybackiej &lt;/span&gt;&lt;span&gt;osady nie kwapią się do zwierzeń i wspominków. Nie tylko oni... W proch się obrócisz mrozi krew w żyłach od pierwszej strony. Autorka po mistrzowsku prowadzi czytelnika poprzez rozdziały... a napięcie rośnie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/ScNhyTez3tI/AAAAAAAABus/lWBEwpniRFU/s1600-h/Leksykon-fantastyki.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 218px; height: 311px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/ScNhyTez3tI/AAAAAAAABus/lWBEwpniRFU/s320/Leksykon-fantastyki.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5315199502078172882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;2. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Leksykon fantastyki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy na polskim rynku leksykon, który gromadzi ponad 1000 haseł, ich źródłem są: baśnie, bajki, legendy, opowieści fantasy i science-fiction, powieści fantastyczne dla dzieci i młodzieży, dzieła filmowe powstałe na podstawie oryginalnych scenariuszy oraz komiksy.&lt;br /&gt;Zawiera hasła postaci indywidualnych (m. in. Gandalf, Kopciuszek), gatunków stworów (czarownica, wampir, android), rekwizytów (kije-samobije, różdżka, wehikuł czasu), topografii (m. in. Mordor, Kraina Czarów) i zjawisk (m. in. hibernacja, transmutacja, telekineza)&lt;br /&gt;W Nawiązaniach znajdują się informacje o kontynuacjach dziejów postaci w cyklach literackich i filmowych, w komiksach oraz w wersjach baletowych i operowych Pierwszy na polskim rynku wydawniczym leksykon, różniący się od dotychczas wydawanych słowników fantastyki, które opisują jeden gatunek literatury (najczęściej fantasy) lub jeden rodzaj postaci np.&lt;br /&gt;Leksykon krasnoludków.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/ScNiHgTZ8wI/AAAAAAAABu0/1bwSw0ycbqE/s1600-h/miasto-niepokoju_400.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 222px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_yn84uykftgM/ScNiHgTZ8wI/AAAAAAAABu0/1bwSw0ycbqE/s320/miasto-niepokoju_400.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5315199866297250562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;3. Dennis Lehane &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt
